Co zrobić, aby stało się smutnym i ograniczonym człowiekiem? Polakiem-Cebulakiem?

Niebieski Action Man jeździ na nartach, stoi obok niebieskiego mikroskopu. Niebieski zestaw małego chemika z uśmiechniętym chłopcem, obok którego stoi teleskop. Rolki i książeczki o majsterkowaniu. Naprzeciw stoi różowa kuchenka, różowa pralka i deska do prasowania. Różowa książeczka o różowej księżniczce.

– Bajki są dla dzieci! – wykrzyczała ostatnio rozzłoszczona ośmiolatka w Anglii, kiedy biorąc książkę o piratach znalazła etykietę „dla chłopców”1. Ośmiolatka nie przynosi już dłużej nieszczęścia załodze, ale też nie przysłuży się społeczeństwu zamieniając pokład statku na różowy zestaw do mycia toalet. Tak się tworzy jej Świat Dziecka.

blue
JeongMee Yoon – The Pink & Blue Project

Współczesne zabawki mają na celu produkować mądrych, odważnych i elokwentnych chłopców oraz głupie, nieporadne prostytutki i sprzątaczki. Przed gender, którym straszy dzieciolubny ksiądz, matki chronią synów i nigdy nie dadzą mu do rąk lalki. Jeszcze im za 20 lat coś do głowy strzeli i będą samodzielnie zmieniali pieluchy swojemu dziecku, zamiast pozwolić na to żonie/matce/kochance/korposuce/sprzątaczce.

Dziewczynki i chłopcy to mali ludzie, ciekawi całego świata. Niezależnie od płci, marzą o byciu kosmonautką, pielęgniarzem, strażaczką czy nauczycielem. Chcą naśladować dorosłych w codziennych czynnościach – czytaniu gazet, robieniu prania, naprawiania samochodu czy robieniu makijażu. Niezależnie od płci. Chcą obcować z przedmiotami, które dopiero później nabiorą dla nich (a może jednak nie) patriarchalnych znaczeń. Dzieci chcą doświadczeń, bodźców. W sklepie dla dzieci nie powinna rozgrywać się wyimaginowana wojna z gender. Sklep dla dzieci powinien być okazją dla rodzica, aby znaleźć tam najprzeróżniejsze bodźce dla swojego dziecka. Bez etykiet.

Dzieci, którym damy dostęp do tych samych bodźców – będą się rozwijać równolegle. Nie ma nic złego w tym, że dziewczynka nauczy się naprawiać miniaturowy czołg, chłopiec zaś dowie się, co zrobić, aby niemowlakowi się odbiło. Nie potrzebujemy kolejnego pokolenia dorosłych, któremu wmawia się, że „chłopaki nie płaczą”, a dziewczynki  służą od tego, aby leżeć i pachnieć (i sprzątać, gotować, prać, nie mieć własnego zdania i się wiecznie odchudzać).

Ograniczając zabawy dziewczynek do kupna domku dla lalek, zestawu do makijażu i pralki – przyzwalasz jednocześnie na osłabione technologicznie społeczeństwo. Bo powierzając technologię tylko chłopcom – zmniejszamy możliwości ludzkie o połowę społeczeństwa, dzieląc je tylko ze względu na biologię. Utrzymujący się trend odtrącania dziewczynek od nauki co roku pozbawia nas jakiejś Ady Lovelace, Marii Curie-Skłodowskiej, Margaret Hamilton, Grace Hopper i tysięcy innych im podobnych, o których w większości nikt nie słyszał. Bynajmniej dlatego, że brakuje kobiet w nauce, a z powodu popularnego Zjawiska Matyldy (czy Efektu św. Mateusza).

JeongMee Yoon - The Pink & Blue Project
JeongMee Yoon – The Pink & Blue Project

Byłam dziewczynką, która słuchała w szkole, że to normalne, że gorzej idzie mi matematyka. Zamiast pomocy z opanowaniem materiału, otrzymywałam od kadry nauczycielskiej głaskanie po głowie.

Jesteś tylko dziewczynką – mówili. – To normalne, że tego nie rozumiesz.

Wmawiano mi zdolność do nauk humanistycznych tylko dlatego, że nie miałam problemów z ortografią i potrafiłam napisać poprawnie zdanie złożone. Zaś nieprzywiązywanie uwagi do grafomanii i analfabetyzmu wielu chłopców w szkole tłumaczono tym, że to ścisły umysł, nie ma co im pierdołami głowy zawracać.

Dziś wiem, że żadna ze mnie humanistka, choć nauki ścisłe są dla mnie wyzwaniem (wciąż mniejszym jednak, niż interpretacje wierszy). Wiem, że straciłam bezpowrotnie lata, kiedy wiedza przychodziła mi najłatwiej i winię za to dorosłych. Tych dorosłych ze szkół i przedszkoli, którzy pozwalają chłopcom konstruować roboty, a dziewczynki wysyłają do wyimaginowanego sprzątania, gotowania i prania w różowych pralkach i lodówkach. Tych dorosłych, którzy wmawiają zdolności humanistyczne w obliczu wyzwania matematycznego. Tych dorosłych, którzy dla dorosłych kobiet w Urzędach Pracy przygotowują szkolenia z pieczenia ciast i decoupage2, przyzwalając na bezrobocie, biedę i przemoc ekonomiczną. To wina Wasza i nasza, pokoleń wstecz i wprzód.

Zmień to.

 

Edit: Jeżeli przeczytałeś/przeczytałaś tylko tytuł, lead i końcówkę, to wiedz, że nie jestem przeciwko kupowaniu zabawek. Sama miałam wielki różowy domek dla lalek Barbie i nie uważam, aby to zmarnowało mi dzieciństwo. Jeżeli uważasz, że konkluzją tekstu jest zakaz kupna zabawek – przeczytaj go raz jeszcze.

1 wysokieobcasy.pl

2 innpoland.pl

 

 

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

107
Udostępnień
Pinterest Google+
Poprzedni artykuł

Kurs HTML - jak zrobić WWW?

Następny artykuł

Wykopki Internetowe odc. 1 - Porno Karotki w lodówce

  • Pingback: Wykopki Internetowe - porno z żółwiem w lodówce.()

  • Pingback: Gdzie ci mężczyźni, dyskryminowani tacy? -()

  • Świetny tekst 🙂 w dzieciństwie (w sumie to nadal) uwielbiałam klocki Lego i do tej pory pamiętam niemiłe uczucie, jak pewnego razu w sklepie stanęłam przed wielką wystawą klocków, a podpisana ona była „dla chłopców”.

    • Dzięki 🙂 Mnie do tekstu zainspirowała córka znajomej, która uwielbia Star Wars, a większość gadżetów, szczególnie ubrań – dedykowana jest chłopcom. O ile ta dziewczynka ma bardzo fajną mamę, która z pewnością nie odmówi jej zabawek z niebieską etykietą, to o wiele częściej widzę dziewczynki, które przez rodziców zamieniane są w różowe primadonny i próżno szukać u nich zabawek edukacyjnych, bo nie są tak różowe i ładne 😉

      • Amanda Blacksmith

        Dzieciak lubiący Star Wars – parenting you are doing it right!

  • Pingback: Wykopki Internetowe odc. 2 Tęczowy Terminator na dronie -()

  • Anna Skrzypek

    To są fajne zabawki „inżynierskie” dla dziewczynek. Różowe, a jednocześnie wymagające myślenia http://www.goldieblox.com/

    • Goldie Blox są niesamowite <3 Tak samo, jak założycielka firmy, bardzo polecam TEDa z Debbie Sterling 🙂

  • Paula

    Amando, świetny tekst, kropla zdrowego rozsądku w morzu bezrefleksyjnych przyzwyczajeń, pośpiechu i niedbalstwa w wychowaniu dzieci. Mam alergię na róż (nie tylko zabawki, ale i ciuchy dziewczęce). Mam alergię na lalki – wielu oburza się słysząc, że nastolatka zaszła w ciążę, krzyczą: „To przecież jeszcze dziecko!”, ale dlaczego nikomu nie wydaje się dziwne, że zachęcamy 3-4 letnie dziewczynki do zabawy w „mamę”?! „Zobacz, masz tu dzidziusia, jesteś jego mamusią, przytul go…” O zgrozo! Nie, nie, nie!!!

    • Dzięki Paula 🙂 Przy okazji zauważyłaś ciekawą sprawę z tym, że zabawki małych dziewczynek są w dużej mierze skierowane na macierzyństwo.

    • Iwona Wardal

      Ale akurat lalkami bawią się dzieci od tysięcy lat i to chyba we Wszystkich kulturach dość rozwiniętych, żeby potrafiły je wykonywać! Dzieci obubplci maja potrzebę zabawy w rodzica, rodzinę, bo jest to tematyką, której doświadcza najwcześniej i najbliżej. Zabawa w odgrywanie scen ze swojego życia, także rodzinnego, jest jedną z pierwszych zabaw fabularyzowanych, które dziecko organizuje samorzutnie. Lalki – dzieci pomagają dzieciom w rozwoju społecznym i emocjonalnym. Dzieciom OBU PŁCI, oczywiście.

  • Prawda. Tyle ma do powiedzenia miłośniczka autek i klocków.

  • Jakieś dwa tygodnie temu wybraliśmy się z wizytą do mojej koleżanki, która ma córkę w wieku mojego syna. Wybrałam się więc do sklepu, aby kupić zabawkę dla czterolatki i przeżyłam szok! Gdy kupuję zabawki dla mojego syna to jest mnóstwo ciekawych, rozwijajacych gadżetów. Już przywykłam do tego, żeby wybierać zabawki edukacyjne i autentycznie nie mogłam nic znaleźć. Nie miałam czasu na szukanie w sieci, po prostu chciałam coś sensownego kupić w supermarkecie i przypuszczam, że nie jestem jedyna. Dla dziewczynek były zestawy do gotownia, akcesoria do malowania lub robienia biżuterii oraz lalki z ubarnkami. Masakra! Jedyną w miarę edukacyjną były kolcki Lego – wersja dla dziewczynek. No, ale nie można tego nazwać wyborem skoro to jedyna sensowna zabawka.

    • O tych wszystkich absurdach dowiaduje się z relacji osób trzecich, chyba czas, żebym sama przeszła się po sklepach i zrobiła fotorelację dla niedowiarków. Na Twoim miejscu pewnie kupiłabym zabawkę dedykowaną chłopcu z nadzieją, że rodzice nie będą robić problemu. Dziwi mnie ogólnie pomysł dzielenia zabawek na płeć, zamiast na grupy tematyczne „dom, nauka, samochody, klocki” – każde dziecko przecież znajdzie tam coś dla siebie.

  • Aneta Pawlikowska

    Wiem o czym piszesz, niestety. Sama mam syna, 2-latka. Siłą rzeczy więc jestem dość dobrze obeznana w środowisku rodzicielskim. To, co niektórzy rodzice i co gorsza dziadkowie wyrabiają, to przechodzi ludzkie pojęcie. Sama jestem strasznie cięta na „płciowe” zabawki i zazwyczaj synowi kupuję jakieś drewniane unisexy przez neta. A mimo tego ma u mnie w mieszkaniu około 5 samochodów, 5 u jednych dziadków i 5 u drugich. Ciuszki też dostaje głównie niebieskie, albo granatowe, no bo takie „męskie”, ewentualnie z motywem Cars, albo jego podróbkami. Choć i tak jest tu możliwa większa różnorodność niż u dziewczynek. Kiedyś przy babci wpiełam mu we włosy swoją starą spinkę, tak dla zabawy. Ta zamarła jak to zobaczyła i zaczęła mi ze strachem w oczach o jakiś generach nawijać.
    Niestety jest to problem szerszy niż nam się wydaje i jest już zdecydowanie ponad kontrolą.

    • Właśnie mnie zastanawia – czego ludzie się tak boją? Jakby od zróżnicowanych zabaw można było „nabawić się” zaburzeń tożsamości. Wynika to chyba wciąż z braku wiedzy na ten temat, wciąż wiele ludzi może myśleć, że „gejostwem można się zarazić”. Nie mam pojęcia jak spinka we włosach mogłaby czymkolwiek dziecko skrzywdzić, tak samo jak nawet różowe ubranka dla chłopca, a niebieskie dla dziewczynek. Szczególnie, że dzieci raczej nie przywiązują do tego zbyt wielkiego znaczenia – noszą to, co kupią rodzice. Spośród tego znajdą kilka ulubionych ciuchów (pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam zieloną koszulkę z nadrukiem osy. nie chciałam przyjąć do wiadomości, że z niej wyrosłam ;]).

  • Zauważmy też, że w dziewczynkach już od małego kształtowana jest mania zakupów. W jaki sposób? Weźmy pierwszy lepszy sklep dziecięcy 3/4półek to różowe szmatki dla dziewczynek, gdzieś tam w kąciku sklepu jeden regał i dwa wieszaki szaro-burych worów – to ubranka dla chłopców. Wlecze taka matka jedna z drugą swoją princessę wzdłuż tych półek 20razy zanim coś sensownego znajdą i młoda się uczy, że tak właśnie się robi zakupy. A chłopcy? Wchodzimy do sklepu, bam! czołem w ścianę, że taki mały wybór, bierzemy „bele co” albo klniemy pod nosem wyprowadzając syna ze sklepu w dalszym poszukiwaniu „czegoś normalnego”.
    Dodajmy do tego reklamy lalek, które koniecznie co tydzień muszą mieć kupione nowe ubranka (rodem z sex-shopu i fantazji erotycznych nekrofilów…tak, tak, mówię o „monsterhajach”) i dziewczynka większość swoich działań skupia wokół tego czego nie ma (w jej mniemaniu) w wystarczającej ilości, czyli ubrankach dla siebie, dla lalki, dla pieska i młodszego brata, któremu maluje paznokcie na różowo,gdy mama nie patrzy…
    uff jak to dobrze, że mam tylko syna 😉

    • faktycznie taki mały wybór ubranek dla chłopców? Czas się przejść po tych wszystkich smykach.

      • Ja miałam poważny problem z kupieniem czegoś fajnego dla syna. Nic mi się nie podobało i był bardzo mały wybór w porównaniu do tego co oferowano dziewczynkom. Aczkolwiek wszystko dla dziewczynek jest różowe, co pewnie też doprowadzałoby mnie do szewskiej pasji, gdybym miała córęczkę. Ot, Meduza to kawał marudy.

        • wydaje mi się, że zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, są pokrzywdzeni tym płciowym szaleństwem. Przecież nigdy później tak wyraźnie nie zaznaczamy różnic w płci, jak w dzieciństwie. Większość ubrań spokojnie mogłaby być uniseks, bo tylko tony nieporztebnego badziewia odróżniają chłopięce ogrodniczki (samochody, czołgi, traktory) od dziewczęcych (motylki, cyrkonie, brokat)

          • I tu zahaczamy o kolejny poważny problem. Będąc osobą niskiego wzrostu szukając jakichs sensownych ciuchów „do biura” muszę się nieźle naszukać i nagłowić co i jak ze sobą połączyć żeby zminimalizować efekt „różowych motylków” 😉

  • Podoba mi się Twój punkt widzenia i w 100% popieram wszelkie działania równościowe prowadzące do zneutralizowania różnic kulturowych pomiędzy chłopcami i dziewczynkami. Mam nieźle obcykaną teorię, nawet z tego magisterkę pisałam („Prawo do pracy kobiet i polityka równych szans… ” itepe itede). Gender mainstreaming to moja siostra. A jednak… Odkąd urodziły mi się dzieci płci obojga mam szansę obserwować ich styl rozwoju, zainteresowania, a także ofertę handlową dla nich.

    1. Rozwój – chłopiec wulkan energii, biega, krzyczy, jeździ autami, powoduje wypadki. Dziewczynka – co prawda jeszcze malutka, ale spokojna, leży sobie cichutko i bawi się misiem. No zmuszać jej do krzyczenia i bicia się nie będę 😉
    2. Zainteresowania – chłopiec ma wiele różnych zabawek, ale 3 ulubione wymieni jednym tchem: policja, straż pożarna i kopara. (facepalm) Wózek też ma. Ulubione bajki: Bob budowniczy, Strażnicy miasta. Choć ‚Truskawkowe ciastko’ o różowych dziewczynkach i ich dziwnym świecie też lubi, mimo że tego nie popieram. Ale zabraniać nie będę. Dziewczynka – zainteresowań oprócz gryzaka i misia jeszcze brak, trudno więc coś więcej powiedzieć.

    3. Oferta handlowa – nie zgodzę się z Meduzą, bo uważam, że dla chłopców są bardzo fajne i różnokolorowe ubrania, a dla dziewczynek ściana różu. Wśród akcesoriów jak się rzuci tylko okiem dominuje jeden kolor i nie jest to szary. Chcąc nie chcąc półka z ciuszkami córki jest wypełniona różem, bo tylko takie dostaje w prezencie albo ‚z darów’ po starszych dzieciach w rodzinie. Szperam, szukam czegoś niebieskiego, szarego, beżowego, zielonego! dla niej i czasem znajduję, ale niezmiernie rzadko. Z drugiej strony nawet jak ją w róż ubiorę to przechodnie komentują ‚jaki ładny chłopiec’ bo w spodenkach, a nie w sukience.

    Nie wiem, co będzie za kilka lat, ale cieszę się, że będą się wychowywać razem i wymieniać zabawkami i zabawami, może wyjdą z nich ludzie. Gorzej, że od pewnego wieku to rówieśnicy wywierają największy wpływ na dzieci, a wtedy segregacja płciowa robi się nader wyraźna.

    • Właśnie z moich obserwacji wynika, że segregacja płciowa wśród rówieśników jako taka nie występuje. Dzieci w tym wieku przedszkolnym i szkolnym tak do 9 -przyjmują wszystko z dobrodziejstwem inwentarza, co się w okół nich dzieje. Nie kojarzą zresztą płci jako takiej (no może poza tym, że chłopcy brzydzą się wtedy dziewczynkami ;]). No a później no to nastolatki więc kiepska sprawa i tak i tak ;] Najwięcej różu i niebieskiego dostrzegam właśnie w tych dzieciach, które do szkół jeszcze nie chodzą.
      Niemniej na pewno fajnie, jak dzieciaki mogą się zabawkami wymieniać 🙂

  • Babayaga

    Czytając te komentarze mam wrażenie, że moje dzieciństwo przypadające na przełom wieków (a więc nie tak dawno), działo się w jakiejś utopii. Nosiłem czarny golf i jeansy, ale też pomarańczowe leginsy i różowe skarpetki. Bawiłem się plastikową wiertarką i samochodami oraz małą pralką automatyczną i własnoręcznie wykonanym miniaturowym domkiem. Gasiłem pożary, biłem się z kolegami i bawiłem w dom z koleżankami. Moją ulubioną muzyką było Buena Vista Social Club, a kolorem różowy i nikt nie robił z tego powodu problemu, a nie byłem żadnym wyjątkiem.

    • Fajne dzieciństwo 🙂

  • Pingback: Pod WTC wysiadają słoiki - Wykopki Internetowe #13 -()

  • Pingback: Brzydkie, ale dobre - Wykopki Internetowe #18 -()

  • Pingback: 10 najpopularniejszych tekstów w 2015r.()

  • Boże, jak mnie takie coś denerwuje :/ I nie tylko jeśli chodzi o dzieci, ale ludzi w każdym wieku, bo dziewczyna musi umieć się zachować, a chłopak już nie. I jeszcze to, że jak masz np.: 13 lat i więcej to musisz zachowywać się jak dorosła osoba.
    Jeszcze 12 lat temu (może więcej) aż tak bardzo ludziom nie przeszkadzało, że np.: dziewczynki bawią się klockami, autami, babrają się w błocie, wspinają się na drzewa. I to jeszcze jak dziewczynki nie chodzą do szkoły, bo kto to widział np.: 19-latkę wspinającą się po drzewach, przecież to niedorzeczne, dziewczyny w takim wieku powinni zajmować się innymi rzeczami, np.: robieniem sobie makijaży czy coś.
    I przy okazji jak chłopcy te 12 lat temu bawili się np.: w dom lub lalkami barbie (z siostrą czy koleżanką) to było dobrze, a jeśli teraz np.: jakiś 7-latek bawi się kucykami Pony to trzeba jak najszybciej mu to wybić z głowy, bo może w przyszłości zostać gejem ((albo już jest) tak, moja rodzina tak myśli).
    A jeśli chodzi o ubrania to czemu nie można ubierać np.: dziewczynek w chłopięce ubranka? Jeśli moja córka będzie chciała (albo syn) to im nie zabronię i kupię takie ubrania (bo to tylko ubrania (ja nosiłam ubrania po moim bracie i nikt nic nie mówił)).
    A jak nastolatka założy jakieś męskie ciuchy to w ogóle zabić ją i niewiadomo co jeszcze zrobić. Gdy pierwszy raz założyłam męską bluzę/koszulkę to cała rodzina/przyjaciele/znajomi uważali, że nie powinnam chodzić w męskich ubraniach, bo przecież to są męskie ubrania, a później się przyzwyczaili do tego (szkoda, że spodni nie mogę kupić w męskim dziale (tylko one są na mnie dobre na długość .-. )).

    • Chłopcy przy tym też lekko nie mają, powiedziałabym, że ogranicza ich nawet więcej rzeczy, szczególnie w sferze emocjonalnej i ogólnego wyrażenia własnej osobowości. Szkoda, że sami narzucamy sobie te szufladki.

  • Paulina Wrzos

    http://krainaalicji.blog.pl/348/ Znalazłaś się na mojej liście wartych do przeczytania ! 🙂 Mam nadzieje , że się nie gniewasz 🙂 Pozdrawiam 🙂

    • Oczywiście, że się nie gniewam 🙂 Wielkie dzięki za wyróżnienie!

  • Rewelacyjny tekst. Moja Hanka (prawie 2 lata) uwielbia samochody i motocykle. Miłość do motoryzacji odziedziczyła po tacie. Ja natomiast mam w sklepach z ciuchami problem, bo trudno znaleźć rzeczy nieróżowe. Jest ich coraz więcej na szczęście, ale wciąż mało. Natomiast mój braciszek (5 lat) uwielbia kucyki, księżniczki, wróżki i balet. Wszystko musi być różowe 😀 I co poradzisz. Kupujemy mu lalki i kucyki, bo to mu sprawia radość. Ma ciotkę, która leci sztampą i na każdą okazję młody dostaje autko, a on rozpakowując prezent, ma zawsze zawiedzioną minę. Lepiej akceptować dziecko takim, jakie jest niż na siłę wciskać to, co jest słuszne dla danej płci.

    • Klara Zawada

      Przepraszam że poprawię ostatnie zdanie: .. niż na siłę wciskać to, co wydaje się (komu? kto o tym decyduje?) słuszne dla danej płci.

    • Koleżanka zwierzała się, że trudno było jej znaleźć ciuchy ze Star Wars (długo przed premierą ostatniej części, może teraz jest lepiej) – wszystkie gadżety były typowo szyte pod chłopięce rozmiary. A znajomość motoryzacji bardzo się przydaje!

  • Ania Jerzy Lorek

    Taaa, pamiętam jak przez moje zamiłowanie do resoraków byłam w przedszkolu wyzywana od „babochłopów”, aż skutecznie mi to zabawę obrzydziło. Na szczęście w domu było wszystko – od lalek barbie i bobasa, przez tony klocków (ulubione!) po wielką wywrotkę, a mamie zależało tylko na tym, by zabawa była twórcza, nieważne czy chodziło o zrobienie autka dla lalek z kapcia, czy o zbudowanie wieży albo sceny teatralnej z szyszek.

    • Scena z szyszek brzmi ciekawie!

  • Umiejętności Przyszłości
  • Stary5643

    Od dziecka mi wmawiali że skoro jestem chłopcem to jestem gorszy od dziewczyn. W szkole wcale nie mówiono mi że jestem lepszy z przedmiotów ścisłych przeciwnie cały czas mówiono że dziewczynki „są poprostu lepsze” to potem się robi taką gadkę aby „podnieść beznadziejnych chłopców na duchu”, nieważna co zrobiłem to dostawałem uwagi, kiedy dziewczyny śmiały się zemnie to było okej, kiedy one dostawały lepsze oceny „to dlatego że się dobrze uczą”, zabawki ? Zawsze dziewczęta mogły się bawić wszystkimi, chłopcy musieli się bawić konkretnymi, tymi tylko dla chłopców. W przedszkolu był podział na te dla wszystkich i te dla dziewczynek, chłopcy mogli się bawić tylko jednym rodzajem. W …. Zawsze to ja i moi koledzy byli tymi gorszymi. https://www.youtube.com/watch?v=g6D60Z3fCEI&feature . Za to co napisałem zostanę wyzwany od seksistów i debili, ale prawda jest taka że wy widzicie tylko jedno możliwą sytuacje, że wszystko co jest złe to tylko skierowane do kobiet. Teraz jestem dorosły, i widzę całą tą obłudę. Proponuje się lepiej przyjrzeć dyskryminacji na dziecięcym bo widzę że jedyną dyskryminowaną stroną są chłopcy.

    • A już się ucieszyłam, że ten komentarz będzie taki rozsądny, a tutaj uderzył Pan w „wy”. „Wy” to takie brzydkie słowo w dyskusjach, taki ogólnik nieprzyjemny, atakujący i niepotrzebny, bo dzieli zawsze na tych uprzywilejowanych i tych, co mają przerąbane. A prawda jest taka, że te grupy nie są stałe i podział nie jest na zawsze. Liczyłam, że do tego zmierza Pana komentarz, niestety zakończył się tym, że „wy to i tak macie lepiej”. Otóż pozwolę sobie napisać, że nikt nie ma lepiej. Wszyscy mamy źle, a niektórzy czasem mają nawet gorzej. Dyskryminacja uderza w nas wszystkich. W chłopaków co nie płaczą i w dziewczynki, które też muszą powstrzymywać łzy, żeby nie być jak baba. „Jak baba” to taki już uniwersalny poniewieracz i nikt nie chce być jak baba. Ani baba, ani dziad. Dlatego bądźmy mądrzejsi i nie pozwalajmy na takie krzywdzące uogólnienia. Sprzeciwiajmy się im tam, gdzie tylko się da. Jeśli widzimy, że nasze dziecko jest traktowane w szkole tak, jak Pan to przedstawił – porozmawiajmy z nauczycielem, wychowawcą, dyrektorem. Nawet gdyby to miała być walka z wiatrakami. Dziecko zobaczy, że jest inna perspektywa, i że nie pozwalamy go krzywdzić takimi osądami. Ale najpierw to my musimy nie pozwalać sobie na takie osądy.
      PS Proszę pamiętać, że tekst dotyczy doświadczeń kobiety, stąd przyjęta w nim perspektywa jest dziewczęca i opiera się na indywidualnych przeżyciach. Dlatego Pana głos w dyskusji jest bardzo ważny, bo pokazuje perspektywę chłopięcą, która w walce z dyskryminacją też powinna się pojawiać, a pojawia się rzadziej zamaskowana tylko agresywnym atakiem na te jakieś „wy”. Nie boksujmy się ze sobą wzajemnie, bo to nie naprawi niczego, a tylko sytuację pogarszy.

      • Stary5643

        Wybacz sformułowanie „wy”, ale ja tekst zinterpretowałem tak: My dziewczęta mamy tak źle, wszystko to wina patriarchu i mężczyzn. Więc moja reakcja była znacznie bardziej stanowcza. Po za tym, w zasadzie większość komentarzy tutaj pisze o tym, że zgadza się z teorią że chłopcy są na poziomie uprzywilejowanym. Już dość się naczytałem, widziałem czy samemu doświadczyłem by negować te stereotypowe poglądy na temat „że chłopcy mają lepiej”. A z tym nic się nie robi. Tak jak już wspominałem o szkole, mimo wyraźnych sygnałów o tym że chłopcy są nieporównywalnie gorzej traktowani od dziewcząt, nic się z tym nie robi. Zawartą tezę o zabawkach też można obalić, był przeprowadzany eksperyment „dorosłym mówiono że na dzieciach, ale tak naprawdę był przeprowadzony na dorosłych”, dorosły miał zająć się chłopcem „który tak naprawdę był przebraną dziewczynką” oraz vice versa. Otóż „chłopcom” dawano tylko do zabawy typowo męskie zabawki, kiedy „dziewczynki” miały dostęp do wszystkiego. Niestety filmu na YouTube nie znalazłem, ale był kiedyś na Discovery. Mogę podać link do innego filmiku który pokazuje „te uprzywilejowanie chłopców” o którym nigdzie nie powiedzą https://www.youtube.com/watch?v=OFpYj0E-yb4

    • Przykro mi, jeżeli nie wynikło to z mojego tekstu, ale w całym tym podejściu chcę zwrócić uwagę, że na stereotypach cierpią dzieci niezależnie od płci. Mężczyźni często pokrzywdzeni od dziecka tym, że nie mogą w pełni uzewnętrzniać swoich emocji, mają wiele problemów w dorosłym życiu. A to i tak tylko szczyt góry. Dzięki, że wpadłeś i podzieliłeś się swoją opinią.

      • Stary5643

        „Współczesne zabawki mają na celu produkować mądrych, odważnych i elokwentnych chłopców oraz głupie, nieporadne prostytutki i sprzątaczki” To jest zdanie które podkreśla kto ma gorzej. Szkoły, gdzie są głównie kobiety, wychowują chłopców na życiowe miernoty, wymaga się od nich dziewczęcego zachowania i dziewczęcych zainteresowań w przeciwnym wypadku są łobuzami. Nauczycielek nie interesuje fakt że chłopcy inaczej postrzegają świat, wydaje się że jak zapomina się o różnicach płciowych to one znikną. Nikt nie chce być w roli zera, dla dzieci liczą się tylko jakieś konkretne zawody, nigdy nie słyszałem aby ktokolwiek chciał zostać sprzątaczem albo śmieciarzem. Wszyscy chcieli być kimś ważnym i spełniać się zawodowo. Z geder już miałem styczność, i mi się odechciało ! W przedszkolu „kazano” chłopcom kazano przyjść w sukienkach i bawić się lalkami a dziewczynki wiadomo, jak się tłumaczyły że to dla zabawy tak jak ktoś się do tego nie dostosował, dziwnym trafem był wyrzucany. Historia brzmi jak akcja dla oszołomów ale tak to wyglądało, próbowałem to nagłośnić ale nie. Dzisiaj po latach wychowywania mogę powiedzieć o sobie to: jestem rozwalony psychicznie, mam stany lękowe, nie potrafię się wyładować energii bo musiałem uczyć się siedzieć spokojnie w ławce (i to jest właśnie niszczenie emocji u chłopców), jestem cholerykiem, mam niską samoocenę …. dostrzegam u siebie też seksistowskie wypowiedzi bo tak zostałem wychowany, w świecie dziewczynki są super a chłopcy są ograniczeni. Naukę zacząłem od wieku 5 lat i dobrze wiem jakie miałem opinie psychologów przed tym jak poszedłem do szkoły, Staram się z moim seksizmem ale czytając różnego typu wypowiedzi o tym jak to faceci mają super a kobieta ma gorzej od niewolnika z afryki to puszczają mi nerwy. Zresztą świetnie to widać teraz w gimnazjach, dziewczyny się leją, kłamią robią co im się podoba bo tak im wmówiono „że mogą wszystko”.
        P.S. A co do tego co piszesz o interpretacji wierszy. Cóż każdy interpretuje różnie, nam się w szkołach wtłacza że wiersze się konkretnie interpretuje. Wiesława Szymborska za rozwiązanie tekstu na podstawie własnej twórczości dostała raptem 40%…

        • Pulinae

          Trafiłeś w świat nadrzędności kobiet, przed którym obronie Cię nie wzmocniła, ale osłabiła… I teraz będziesz uparcie twierdził, że za Twoją słabością stoi system? Nie Twoi rodzice, nie Ty sam, tylko te inne kobiety? No serio? Stawiając się w roli ofiary w tym akurat wpisie czekasz na co? na aplauz facetów? Jak ktoś ma swoje zdanie i swoją osobowość, to mógłby latać po podwórku w różowych gaciach, i nikt by mu nic nie powiedział, więc sorki, Twoje użalanie się jest słabawe…

          • Stary5643

            W takim razie co powiesz o autorce tekstu ?

    • Morrrigan

      Niestety jako dziewczyna muszę przyznać rację. Wyobraźmy sobie dziewczynkę bawiącą się autami. Ja byłam bardzo dziewczęca, ubierałam się dziewczęco (często właśnie różowo!) i kumplowałam z dziewczynkami, grzebałam w matczynych kosmetykach. Ale bawiłam się często autami. Nikt nie widział w tym nic dziwnego. Ale już mogę sobie wyobrazić reakcję kiedy chłopak zacząłby podbierać mamie kosmetyki albo stroił się. W najlepszym razie zostałoby to odebrane jako pierwszy objaw ciotowatości, albo nawet homoseksualizmu. Dziewczynki są wychowywane łagodniej i mniej zasad je obowiązuje. Być może podłoże tego jest negatywne – w sensie, że dziewczynki uważa się za intelektualnie niedorobione dlatego na wszelki wypadek za wiele się od nich nie oczekuje. Co nie zmienia faktu, że ci „mądrzejsi” z zasady chłopcy też nie mają różowo w tej sytuacji.

      • Stary5643

        Gdzie uważa się dziewczynki za mniej mądre ? Z tego co wiem, i co widzę, dziewczynki są traktowane jako te mądrzejsze a chłopcy już z buta są traktowani jak intelektualnie upośledzeni.

  • Zabawki nie są odpowiedzialne za wychowanie dzieci. Bez względu na to czy dziecko bawi się różową kuchnią czy czarnym czołgiem wychowywane jwst przez dorosłych. Znam dziewczynki bawiące się lalkami barbie, gotującymi w zabawkowych kuchniach a jednocześnie wykonujących w domu eksperymenty, jeżdżące na rowerach do przedszkola bez względu na pogodę i zmuszane do samodzielnego podnoszenia po upadku. Ale to wszystko jest nieważne. Najważniejsze aby dziecko słyszało że jest kochane, wartościowe, dobre. Bo nie ma złych dzieci jest tylko zła interpretacja ich zachowania przeprowadzona przez dorosłych. Ważne też jest, aby dziecko od najmłodszych lat mogło wybierać i podejmować decyzje np. w co się ubrać w co bawić co czytać dzięki temu człowiek od najmłodszych lat uczy się podejmować decyzje i co ważniejsze ponosić konsekwencje wyborów. Dzięki temu w dorosłym życiu nie będzie przerzucał odpowiedzialności za to kim jest na zabawki, dorosłych, społeczeństwo czy Boga ale uzna, że to kim jest zależne jest tylko od niego i bez obwiniania innych weźmie odpowiedzialność za siebie samego. Jest to postawa proaktywna, stojąca w opozycji do postawy reaktywnej. Takiej postawy pełnej kreatywności życzę wszystkim. Przestańmy obwiniać ludzi i świat, odnajdźmy w sobie samych podstawę do działania i…żyjmy!!!

    • Wojtek, w całym tekście, wbrew pozorom, nie obwiniam. Zachęcam do tego, aby się zastanowić, czy nie warto reagować na sygnał, jakie pewne rzeczy wysyłają. Np. długopisy tylko dla dziewczynek, jogurty tylko dla mężczyzn. Super, jeżeli nigdy nie spotkałeś się z wykluczeniami, ja niestety trafiłam na ludzi, którzy według schematów żyją i to bardzo. Pozdrawiam i dzięki za opinię 🙂

      • Teresa Maria Wlosowicz

        O, kurczę, a ja jem jogurty! Może jednak nie jestem kobietą???

  • Klaudia Julia Wójcik

    zabawki sa dla dzieci, i plec nie powinna miec tu zadnego znaczenia. przez zabawe dziecko poznaje swiat i zamiast dzielic go ze wzgledu na plec i rozgraniczac na kobiece i meskie zajecia czy np zawody powinno uczyc sie ze we wszyskim moze miec takie same szanse jak inni i nie jest ani gorsze ani lepsze tylko dlatego ze jest dziewczynka czy chlopcem.. bo chlopiec moze byc w przyszlosci swietnym ojcem zmieniajacym pieluchy swojemu dziecku, a dziewczynka szefowa poteznej firmy.

  • Asia Stokwisz-Pawlak

    Po przeczytaniu Pani tekstu, jako matka dwójki dzieci – chłopca i dziewczynki, odczuwam potrzebę, żeby Panią uspokoić. Sytuacje o których Pani pisze pewnie jeszcze niestety mają miejsce, ale na szczęście są już tylko sporadyczne i z moich obserwacji wynika, że dotyczą w dużej mierze dziadków/pradziadków. Opisuje Pani sytuację z Tesco, która oburzyła mnie pamiętam bardzo, ale miała miejsce kilka lat temu. Już do 2014 roku wszystkie sklepy, pod naciskiem opinii klientów, wycofały się z kategoryzowania zabawek wg płci użytkowników. Czasy Pani dzieciństwa to również pewnie minimum 20 lat wstecz. Opisuje Pani sklepy z zabawkami dla dzieci, a w komentarzach przyznaje, że ich nie odwiedza. Porywa się Pani na udzielanie rad/wytykanie błędów rodzicom nie sprawdzając swych teorii w praktyce. Dzisiaj sklepy dzielą zabawki wg przeznaczenia (plastyczne, puzzle, klocki, odgrywanie ról, pluszaki itp.) Nigdy też nie miałam problemu z zakupami dla córki i w pierwszym lepszym Smyku znalazłam zestaw do robienia wulkanów, czy roborybkę z dziewczynką i chłopcem na pudełku. Dziwią mnie też komentarze osób, które mają problem z zakupami np. ubrań dla chłopców. KAŻDA sieciówka (H&M, C&A, ZARA, MANGO itp.) ma identycznej wielkości dział dla dziewczynek i chłopców i dodatkowo trochę mniejszy dla niemowląt. W przypadku niemowląt ubrania unisex nie są problemem, ale później dzieci różnią się budową ciała, więc to nie jest wyłącznie kwestia aplikacji. Jestem za dawaniem dzieciom maksimum swobody w podejmowaniu decyzji co do zabawy, stroju itp., ale jeśli moja pięciolatka ma akurat „dzień różowego tiulu z brokatem i tęczowych skrzydeł”, a syn z dostępnych mu zabawek wybiera tego dnia wyłącznie samochodziki to też jest super. Nie myślę wtedy „o rany moje dzieci działają tak strasznie stereotypowo”.

    • aaaaa

      Mam bardzo podobne odczucie – pracując niesamowicie dużo z dziećmi przy obecnej pracy dyplomowej, gdzie musialam bardzo zgłębić się w świat zabawek – uważam to za niesamowitą przesadę. Nie rozumiem gdzie jest ten straszny problem – w lekcjach z programowania dla uczniow niezaleznie od płci, zajęciach dla dziewczynek na karate czy tym że w większości sklepów nie ma już nawet podziału w zabawkach na płeć? ( w ubraniach jest – ale litości, budowa dziecka mimo młodego wieku jest różna, kwestia antropometrii ). W grupie kontrolnej mam nawet jednego chłopca uczęszczającego na balet – z małej, podkrakowskiej wsi. Rozumiem że problem może istnieć w krajach zzagranicznych, gdzie wychowanie nadal ma korzenie w podziale mąz pracuje, kobieta pachnie, lecz nie zapominajmy że w Polsce przez historię i kwestie ekonomiczne, takie sytuacje naprawde nie należą do większosci 🙂

    • Asiu, uczęszczam do sklepów dziecięcych regularnie aby badać rozwój tych klasyfikacji. I bywa bardzo różnie. Niestety wciąż, na zabawkach naukowych, pojawiają się ojcowie z synami. Podskoczyłam ostatnio, gdy w sklepie zobaczyłam „Małego Elektryka” (chciałam sobie kupić ;]). Posmutniałam jednak, że również tam na okładce nie było dziewczynki czy kobiety. Często również wymieniam się uwagami z koleżankami z Girls Code Fun, organizacji, która uczy dzieci programowania. Często zdarza im się, że rodzice myślą, że skoro zajęcia są dla dziewczynek, to są… prostsze.
      Co do problemów z ubraniami, problem zgłaszała mi inna znajoma, która (było to rok przed premierą najnowszych Star Wars, więc może teraz jest lepiej) nie mogła kupić córce żadnych ubrań związanych z filmem, którego córka była fanką.
      Są błachostki, są mniejsze i większe problemy. Inaczej wygląda to w Warszawie, inaczej w Radomiu, inaczej w mniejszych miastach. To, że Twoje dzieci oraz Ty nie spotkaliście z segregacją płciową, to całe Wasze szczęście. Ja z kolei wciąż widuję różowe długopisy z dopisem „for girls”, chusteczki z dopiskiem „for men” i wiele innych abstrakcyjnych gadżetów.
      A pomijając abstrakcję, najgorsze są wciąż zabawki, gry czy zajęcia naukowe, które wciąż rozgraniczają kreatywne, humanistyczne dziewczynki od ścisłych i mądrych chłopców. I chodząc po sklepach dla dzieci, widzę, że nawet jeżeli działy nie są segregowane, to zabawki już tak. Warto też przeczytać komentarze, w których rodzice opisują swoje doświadczenia w tym zakresie.
      Dzięki za wyczerpujące komentarze 🙂

  • Moja 2,5 latka uwielbia pociągi i samochodziki. Ma kilka lalek i domki Littlest Pet Shop ale one są w użyciu rzadko. Uwielbia „naprawiać” z Tata wszelkie sprzęty w domu ale też czule karmi swoje misie, „gotuje” im obiadki. Nigdy nie rozumiałam jak można dzieciom wpajać od małego jakiś podział ról. Ona wie, że jest dziewczynką, lubi chodzić w sukienkach a ja siłę nie robię z niej chłopczycy. Nie będę też jej zabraniała zajmować/interesować się rzeczami stereotypowo „zarezerwowanymi” dla chłopców. Ważna jest równowaga i podążanie za własnym dzieckiem.

  • HenrykTur

    „Jeszcze im za 20 lat coś do głowy strzeli i będą samodzielnie zmieniali pieluchy swojemu dziecku” – ja tak robiłem, a w dzieciństwie bawiłem się w wojnę i żołnierzykami, a nie lalkami. A gender to, swoją drogą, syf.

  • Michał Lorentz

    2 SŁOWA O GENDER

    Światowa Organizacja Zdrowia definiuje gender jako stworzone przez społeczeństwo role, zachowania, aktywności i atrybuty, jakie dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla mężczyzn i kobiet.

    Modne jest w niektórych, szczególnie feministycznych kręgach odrzucanie tych „społecznych” różnic i pojawiają się postulaty, by je zupełnie zmarginalizować.

    Jeśli jednak odrzucimy te „wyuczone role” to z człowieka pozostanie czyste żywe ZWIERZE. Pamiętając, że samce posługują się w rozwiązywaniu problemów PRZEMOCĄ nie polecał bym rezygnacji z wyuczonych ról, bo to one każą mężczyznom być „rycerskimi”, a nie zwierzętami panującymi siłą nad innymi samcami i KOBIETAMI.

    • Teresa Maria Wlosowicz

      Rycerscy mężczyźni to już dawno wymarły gatunek. Równie dobrze mógłbyś napisać, że wyuczone role każą kobietom chodzić w krynolinach.

  • Morrrigan

    Uważam że przesady w obie strony są złe. Jeśli dziewczynka marzy o tym, by bawić się samochodami, dinozaurami, a nie dostaje takich zabawek bo jest dziewczynką – to ma fatalnych rodziców (tudzież wychowawców, zależnie kto ją ogranicza). Ale z drugiej strony uczmy te dzieciaki jakiegoś dystansu do świata! Przecież to nie barbie wychowuje dzieci, tylko rodzice, to gdzie oni byli, że niby przez tę barbie dziewczyna ma problem z samoakceptacją? W moich czasach były barbie wyłącznie blondynki, smuklusieńkie, wypacykowane, piękne, tak jak zresztą do niedawna. Byłam dumna z moich lalek – były takie piękne! Sama jednak byłam brunetką, a nie uważałam że posiadanie ciemnych włosów jest czymś dziwnym przez to, że moje wszystkie barbie były blond – zdawałam sobie sprawę, że barbie to ZABAWKA, wyidealizowana! Tak samo widziałam, że moja mama jest troszkę „większa” – w końcu urodziła wiele dzieci, była to więc norma dla mnie, że ludzie wyglądają różnie. Barbie nie miała żadnego wpływu na moje postrzeganie świata, bawiąc się nią zatapiałam się w wyobraźni, w świecie idealnym gdzie wszyscy są piękni, ale także mili i osiągający same sukcesy. Nie miałam najmniejszego problemu z odróżnieniem tych dwu światów. Nie potrzebowałam barbie z syfami żeby wiedzieć, że są ludzie, którzy mają syfy. Nie potrzebowałam barbie brunetki, barbie murzynki, barbie curvy żeby poprawiać sobie samopoczucie. To rodzice byli przewodnikami po świecie realnym. Gdyby były takie różnorodne lalki, no to ok, ale w dalszym ciągu są to zabawki i są wyidealizowane. Jak rozbierzesz taką curvy barbie to ona chyba nie ma tam porobionych rozstępów ani cellulitu? Ma równe cycki? No mnie by to osobiście chyba nawet wkurzyło trochę, gdyby moja lalka miała jakieś nierówności na ciele, bo są ludzie z rozmaitymi skazami. Ba, sama miałam skazy, ale tak jak wspomniałam – zabawa to jest wejście w inny świat, chciałam taki idealny świat kreować moim lalkom dla rozrywki. Zabawki nie muszą a czasem nawet nie powinny oddawać świata realnego. Chociaż takie barbie jak te byłyby fajne, gdybym takie miała byłoby mi je łatwiej odróżnić podczas zabawy.

    • Siri

      Ale wiesz, jak dorastasz to przestajesz być zapatrzona w Barbie a zaczynasz w inne, idealnie piękne kobiety. Więc tu nie o brak dystansu chodzi tylko pewien mechanizm kulturowy.

      • Morrrigan

        Wybacz, ale chyba za mocno stąpam po ziemi, żeby zrozumieć o co tu chodzi. Jak dla mnie mechanizm jest prosty – rodzic wychowuje dziecko. Rodzic pokazuje mu realny świat. Pokazuje różnice między bajką i „realem”. Nie zabawki (które same w sobie należą i będą należeć do sfery bajki). Jak sam bojkot wypięknionej barbie ma pomóc dziecku w rozsądnej ocenie świata i budowaniu samooceny? Poza tym to słowo „zapatrzona” jest z gruntu złe. Jeśli dziecko jest zapatrzone w barbie jako wzór idealnej sylwetki, to – cytując kultowego księdza – wiedz, że coś się dzieje. Barbie to zabawka i dziecko musi to zrozumieć, tu jest rola rodzica. Ken też nie wygląda jak mężczyzna. Pluszowy tygrys nie wygląda jak prawdziwy i chyba każde dziecko o tym wie. Bajki dla dzieci też nie przedstawiają realnego świata no bo jak miałyby to robić? Kiedy przedstawiają wprost złe wzorce to faktycznie jest problem, ale nierealnie wyglądająca barbie to wcale nie jest coś złego samo z siebie, bo wszystkie postaci bajkowe mają nierealny wygląd. Naprawdę uważam że są większe problemy niż jakaś zbyt idealnie wystrugana lalka. Ona jest problemem tylko wtedy, kiedy rodzic śpi i pozostawia dziecko samo sobie. Akceptujmy rzeczywistość taką jaka jest i uczmy dzieci z nią żyć. Barbie zmieniliśmy, ale pięknych, idealnych, hollywoodzkich kobiet nigdy nie zabraknie. Realnego zła też nigdy nie zabraknie. Zamiast chronić każdym możliwym sposobem – rozmawiajmy. Poza tym dziecko jest znacznie lepszym obserwatorem niż wiele dorosłych i naprawdę nie potrzebuje kolorowych lalek żeby widzieć, że ludzie się od siebie różnią.

        • Pulinae

          Mam wrażenie, ze nie rozumiesz siły działania społeczności jako takiej… Ciężko się przeciwstawić sile grupy (jakiekowiek), jak ta grupa obligatoryjnie stwierdzi, że postrzega coś tak i tak….Dzieci nie mają takiej siły zazwyczaj, więc się dostosowywują. I życzę powodzenia w codziennych rozmowach z dzieckiem, co ma postrzegać jako bajkę a co jako rzeczywistość.. Morrigan, masz dzieci w wieku szkolnym? Uwierz mi, kilka razy przerobiłam z synem siłę perswazji „społeczności”, zanim się uodpornił na negatywne działania grupy, ale miałam tego świadomość, że mogą takie być i mogłam przeciwdziałać, bo sama kiedyś przez to przeszłam. Ilu rodziców nie ma zielonego pojęcia, o co może chodzić ich dzieciom i omija problem? Aż boję się o tym myśleć…

    • „Długopis dla dziewczynek czy dla chłopaków – kto normalny się tym przejmuje?”
      Jeszcze niedawno przeczytałam wpis z polecanymi prezentami na komunię. No coś tam było, jakaś ładna szkatułka, zegarek… i pióro. Reklamowane jako prezent dla chłopca. Blog parentingowy. Są ludzie, którzy się takimi rzeczami przejmują.

  • Lubiłam i lalki, i samochody (a najbardziej chyba kredki i figurki zwierząt) z czym nie było problemu i dopiero niedawno dowiedziałam się, że dziewczynki mają nie uczyć się matmy (mama matematyczka na to nie wpadła). Mnie raczej dobijają takie rzeczy: przyprowadźcie dziewczyny jakiegoś silnego, rozgarniętego chłopaka, przecież nie będziecie dźwigać. Zadanie polegało na przeniesieniu kilku słowników z biblioteki do sali -,-

  • Marcin

    Dobry wpis. Masz kolejnego czytelnika. 🙂 Pozdrawiam Marcin

    • Cześć Marcin, mam nadzieję, że będzie Ci tu dobrze 😉

  • Myślę, że te czasy w szkołach minęły. Intrygujące wydawało mi się ujęcie kwestii płci w studiach kulturowych. Szkoda, że w Pl „gender” kojarzone są przez większość osób sensacyjnie. Przecież to ważny i zasadny głos w sprawie niesprawiedliwości stosunków społecznych i politycznych. Może to trochę poza tematem, ale mocno nawiązuje do poruszanych przez Ciebie stereotypów. 🙂

    • Wolnomysliciel

      I dlatego szkoły powinny być prywatne by każdy mógł uczyć dzieci zgodnie z swoim sumieniem.

  • lichotka

    Czytam ten tekst i kompletnie się w nim nie odnajduję. W tym sensie, że nigdy nikt mi niczego nie narzucał. Może dlatego, że miałam lalki i „dziewczyńskie” zabawki, ale miałam też brata i kuzynów, w związku z czym przerobiłam zabawki i bajki „dedykowane” dla każdej z płci. Nigdy nikt mi nie wmawiał takich czy innych talentów, sama przecież widziałam, że matematyka i polski idą mi z łatwością, a znów geografii czy biologii zwyczajnie nie przyswajałam. Tego mi nikt nie musiał tłumaczyć.

    Podziału ról nikt mi nie narzucał, po prostu obserwowałam rodziców. To mama zawsze zarządzała domem, a domeną taty było reperowanie sprzętów. Ale tata też pomagał przy sprzątaniu, a mama raz i drugi coś naprawiła. Myślę, że to jest najważniejsze źródło czerpania wzorców. a nie kupowanie lalek czy piratów.

  • Pulinae

    Ale mi się komentarzy ciśnie na klawiaturę… Jako dziecko, uważam, że wychowywałam się całkiem nieźle… w większości sama, bo rodzice pracowali, a po urodzeniu się młodszego o 5 lat brata nie mieli dla mnie czasu… Jako pięciolatka łaziłam po okolicy praktycznie sama, również po zakupy, mamie na myśl by nie przyszło, żeby do 12 roku życia wychodzić ze mną na spacer i mnie pilnować! Kiedyś polazłam na pobliskie bagno narwać mamie kaczeńców i prawie się nie utopiłam, co dopiero po latach jakoś mną tąpnęlo 😉 Łaziłam po wertepach i właziłam na drzewa, łaziłam sama po sporym lesie, paliłam ogniska, wracałam godzinami ze szkoły i bawiłam się z innymi w mnóstwo zabaw, o których rodzicom się nie mówiło… Rodzice pomagali w nauce tylko, jak był problem, człowiek się sam pilnował. Od zawsze też bawiłam się wszystkim, co mi w rękę wpadło. Od zawsze też wolałam spodnie, bo wygodniejsze. Pamiętam też, jak mój syn był mały, jaki był problem z kupieniem NIEniebieskiego… ile się nałaziłam… Efekty wychowywania oceniam na przyzwoite, bawił się różnymi zabawkami, grał z nami w różne gry, nosił cokolwiek, zazwyczaj albo za długie albo przykrótkie, bo rósł szybkooooo (obecnie przekroczył 2 metry)… Co prawda teraz ma jeszcze napust na markowe ciuchy, ale czasami lepiej kilka markowych ale przyzwoitych, niż najtańszych na kilka prań. Czasami mam wrażenie, że gender to takie dziwne hasełko propagowane i popierane przez silne lobby producentów ciuchów i nie tylko, którzy maja spoooory rabat na różową/niebieską farbkę… Serio. NIE LUBIĘ RÓŻOWEGO! Piszę to dlatego, bo zauważyłam silną tendencję przenoszenia tych kolorków wyżej, na dorosłych!!! Nie dosyć, że mam problem z kupieniem czegokolwiek uniwersalnego dla siebie (dzisiaj kupiłam męską kurtkę przeciwdeszczową na jesień, kobiety widocznie na takie kurtki nie zasłużyły, może mają te tabuny facetów, którzy latają za nimi z parasolkami, JA nie lubię parasolek w ogóle, obcy faceci też niech sobie gdzie indziej latają), to jeszcze musi to być albo różowe, albo pastelowe, albo chociaż z jakimś motywem zdobniczym w „kobiecym” kolorze. Ludzie, nie dajmy się zwariować!

  • Lubię Twój styl pisania i zadziorne traktowanie tematu, jednak tym razem wyszedł schemat 🙁 Prezentowane podejście mają zazwyczaj osoby bez dożywocia w macierzyństwie, bo każdy rodzic wie, że nawet, jak syn poprosi o wózek dla lalek – to docelowo będzie w nim woził koparkę, a jak zechce lali – to po jakimś czasie stanie ona do walki 🙂 Kuchnia się jeszcze jakoś broni, choć i tak – ta prawdziwa, z dorosłymi jest ciekawsza 🙂

    NATURA rządzi! I naprawdę to, że w przedszkolu innych całują zazwyczaj dziewczynki, a chłopaki w sklepie z zabawkami wybierają najczęściej to, co ma koła, nie jest naszą rodzicielską porażką/zasługą.

    Pozdrawiam 🙂

    • a niech wozi koparke w wozku! 😀 moze sa schematy wsrod pewnych dzieci, ale nie wsrod wszystkich. swoboda w dorastaniu naprawde pomaga.

    • Teresa Maria Wlosowicz

      Są wyjątki. Ja bawiłam się lalkami w kata (wieszałam je), natomiast wolałam samochodziki, żołnierzyki, samoloty, itp., a już najbardziej ze wszystkiego lubiłam rysować. Lalkami nauczyły mnie się bawić dopiero koleżanki w szkole.

    • Teresa Maria Wlosowicz

      Naturą nazywa się często społeczne schematy. To one rządzą.

  • Daniel

    Tzw.: double standarts – podwójne standardy. Strasznie tego nie lubie. Uważam że każdy powinien ubierać i zakładać co chce, bezwzględu czy to jest męskie czy kobiece. Żyjemy w społeczeństwie patriarchalnym, dominacja mężczyzny, kobiety są wychowywane że muszą być ładne, seksowne itp itd. Kolejny problem, przeseksulizowanie kobiet. Więc jak kobieta robi coś „męskiego” jest odbierane odważe ogólnie, żadnych problemów. Ale jak mężczyzna zrobi coś „kobiecego” jest wyzywany itp itd. Traci respekt. Mężczyzna musi być męski, nie płakać itp. itd. Nie wiem jak to rozpisać, może podam przykłady. Ubrania, od kiedy definiują orientacje lub płeć? Przecież to tylko ubrania. Kobiety ubierają spodnie a facet zakładający np.: szpilki. Kobieta jest tolerowana a facet zbytnio nie. Jest też wiele innych co mnie drażni. Według mnie każdy powinien zakładać, ubierać, malować się jak i co chce. Inny przykład facet zakłada ubrania, buty lub cokolwiek innego co jest przypisywane jako kobiece jest określany jako crossdresserem/transwestytą, ale jak kobieta nałoży coś męskiego już nie. W cosplay’u(ubieraniu, upodobnianiu się do ulubionego bohatera z filmu, gry, animacji, komiksu itp) kobiety „mają” większe przyzwolenie na to. Albo w crossplay(bycie bohaterem z inną płcią np. facet upodabnia się do ulubionej bohaterki, robi makijaż żeby wyglądać jak kobieta itd itp) kobiety są bardziej tolerowane. Choć mogę się mylić.

    • Erin Bakowski

      Jest to spowodowane właśnie tym, że kobieta jest postrzegana jako zło wcielone, a mężczyzna jako dobro, więc to ok, że zła kobieta stara się być lepsza, ale facet, który sięga po przymioty kobiece – np. szpilki – jest szalony, głupi umyślnie się sprowadza do niższej kategorii, więc jak tu go szanować? 😉