95
Udostępnień
Pinterest Google+

Maturzyści teraz gorączkowo rejestrują się na studia. Medycyna, informatyka, inżynieria, prawo, psychologia, dziennikarstwo? Nie wiesz jakie studia wybrać? Chodź, Hakierka prawdę Ci powie.

Właśnie zakończyłam pięcioletnią edukację prawniczą. Nie przespałam wielu nocy, które spędziłam na nauce lub robieniu ściąg. Przeczytałam tony tekstu, który jest obecnie zupełnie nieaktualny. Legalnie, z przyklaśnięciem lekarza rodzinnego, co semestr narkotyzowałam się psychotropami na uspokojenie. Prawie wyleczyłam wrzody żołądka.

Co wiem po 5 latach?

Wiem, że nauczyciele w szkołach przeceniają możliwości studiów wyższych. Nie możesz odnosić ich doświadczeń do swoich. Osoby z wyższym wykształceniem w latach ’90 czy przed ’89 – oczywiście, że miały dużo lepszy start. Wiele osób wówczas miało ukończoną podstawówkę, czasem średnie i nie przeszkadzało to nikomu w zajmowaniu kierowniczych stanowisk państwowych. Takie były czasy i tak, wykształcenie dawało pracę, pozycję i pieniądze.

Breaking Bad
Breaking Bad

Obecnie studia są przedłużeniem liceum

Wstyd jest na studia nie iść. I wstyd trochę iść. Bo kiedyś rodzice wychowywali dzieci do 18 roku życia, teraz zakręcają słoiki i opłacają akademik do (minimalnie) 26 roku życia. Wstyd też trochę zawieść tych rodziców. I zawieść siebie, przede wszystkim. Bo wiara w pracę po studiach jest toksyczna. Nikt Ci za przeturlanie się pięć lat po uczelnianych korytarzach pracy nie da. Na pewno nie po publicznych studiach na polskich uczelniach. Nawet najlepszych.

Dlaczego?

Pracodawcy mają problem z nieprzystosowanymi do rzeczywistości pracownikami. Niby wszystko wiesz, teorie masz w małym palcu. Ale ta teoria jest już dawno nieaktualna, bo profesor stary, książka niekoniecznie najnowsza, a technologia już lata świetlne do przodu. Poza tym dochodzi najzwyklejszy w świecie… nieogar. Ze studiów przychodzi taka sierota, która bez przyklaśnięcia przełożonego boi się samodzielnie użyć papieru toaletowego.

Tak przynajmniej wyglądała moja pierwsza praca w kancelarii.

Obecnie nikt nie reaguje już w taki sposób na moją pracę, jak wtedy, gdy mówiłam ludziom, że jestem korposuką z kancelarii.

-Wooooow! No, no, no! Nawet nie pytam ile zarabiasz!

I dobrze, nie pytaj, bo zarabiałam strasznie gówniane pieniądze. To znaczy wiesz, ludzie zarabiają mniej, ale we Wrocławiu możesz pracować na zmywaku w knajpie za dużo lepszą stawkę godzinową.Przy czym nie trzeba tam wciskać się w żakiet, zakładać akrylowych, przezroczystych kolczyków i maskować tatuaży.

Jestem mało wiarygodna, bo praca w kancelarii była dla mnie traumą. Gdy o 16 wracałam do domu, to o 20 już płakałam, że za 12 godzin będę znowu w tej zjebanej robocie. Historia kończy się happyendem, rzuciłam pracę i przebranżowiłam się w totalnie innym kierunku. Mogę w końcu nosić dresy <3

Edit: Jak jeszcze raz ktoś podda w wątpliwość ten tekst z powodu tego, że wychodziłam z pracy o 16 – Drodzy Parafianie! Jako źle opłacana pracownica kancelarii, wywiązywałam się z umowy pracując dokładnie 8 godzin dziennie. Nadgodziny w biurze były bezpłatne, a całe szefostwo było już poza biurem od około 14. Bardzo chciałabym zrozumieć moich współpracowników, którzy dzielnie przychodzili godzinę przed, a wychodzili kilka godzin po pracy. Za darmo. Jeżeli ktoś lubi być dymany – spoko. Ja nie.

finofilipino.org
finofilipino.org

Na co możesz liczyć po prawie?

Na niezbyt wiele. W Starożytnym Rzymie można było na to wyrywać laski i młodych chłopców, ale liczba studentów z kołkiem w dupie i aktówką w ręce przekracza co roku popyt na usługi prawnicze. Te zresztą są coraz gorsze, bo pomimo niechęci do prawa, to korzystając z usług prawników nieraz już wytykałam im podstawowe błędy. Tak, wziętym prawnikom pracującym od x lat w zawodzie. A ja, do cholery, nie mam aplikacji i nie zdzieram hajsów za tę pseudo wiedzę od ludzi.

Hakierka vel. korposuka z wymazanymi kolczykami z czasów kancelaryjnych
Hakierka vel. korposuka z kancelarii. Widzicie akrylowe kolczyki?

Może powinnam?

Sorry, ale wolę mieć, niż żebrać.

Tak, nie masz omamów. Wielu prawników teraz żebra o pracę. Nie mówię o czołowych polskich kancelariach zagarniających rynek z dziada pradziada. Mówię o takich świeżych kancelaryjkach, co to absolwenci zakładają, bo nie chcą być dłużej mobbingowani w korporacjach. Najlepsi zagarniają rynek, inni wyczekują klientów.

DarthGuyford
DarthGuyford

Czy zniechęcam?

Nie, pewnie są tacy, co się do tego nadają. Chociaż zawsze śmieszyły mnie dzieciaki z pierwszym dziewiczym wąsem, które wciskały się w garnitur, prochowiec, a w dłoni dzierżyły aktówkę i wymownie mówiły o tym, że zdecydowanie są cywilistami lub karnistami (na pierwszym roku studiów). Nie wróżę im przyszłości w prawie, to nie Prawo Agaty, Magda M czy inny serial. To nuda. Po setnym akcie zgonu nawet skarpetka w odbycie przestaje być ciekawa, bo w sumie nic nie wnosi to do sprawy.

Idąc na prawo zrezygnowałam ze studiowania biologii. Miałam duże ambicje, że nauczę się jak pomagać ludziom czy zwierzętom. Zaczęłam pomagać, dołączyłam do ruchów społecznych i organizacji. Ale sama. Studia nie wpłynęły na moje poczucie sprawiedliwości, wręcz przeciwnie. Masa ludzi tam studiujących i wykładających ani trochę nie interesowała się otaczającym ich światem. Po co, gdy siedząc w restauracji Casus można mieć w dupie szary plebs?

MarcelaFreire
MarcelaFreire

Czy warto?

Jeżeli idziesz tam:

– dla pieniędzy;

– dla lansu;

– bo mama Ci każe;

– bo tata Ci każe;

– jesteś rodzicem i każesz tak dziecku,

to ogarnij się. Poza zachwytem sąsiadek i koleżanek Twojej babci, prawo da Ci takie same kwalifikacje do robienia frytek w McDonaldzie, jak każde inne studia. Co gorsza, te studia naprawdę trzeba lubić, a polubić je trudno. Akty prawne to jeden wielki burdel na kółkach, artykuły są niejednokrotnie pozbawione logiki i nieraz stwierdzisz, że prawodawca ma niezłego dilera. Ludzi, którzy myślą, że będą jak z serialu Suits czy The Good Wife jest bez liku, a potem zderzasz się z polskim systemem sądownicznym. Nie idź tą drogą.

Chyba, że to lubisz i robisz to dobrze. A w dodatku masz pomysł na siebie, bo prawo to nie tylko toga. W takim razie – próbuj. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi, ale próbuj.

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Jak prowadzić fanpage - kiedy pisać?

Następny artykuł

Co to za zapach w samolocie?

  • Mów co chcesz, ale corpolook Ci pasował :}

    • too hot to being a lawyer B)

  • Ha ha ha po tylu latach w zawodzie (choć z sukcesami) to powiem Ci, że masz rację. Strasznie obrzydliwa to robota :D, najgorszemu wrogowi bym tego nie życzyła i naprawdę z przykrością patrzę na te rzesze nowych adeptów, którym się wydaje, że zwojują świat…. a miałam studiować chemię :).

    • Mnie też trochę psychicznie wykończyła, bo pracowałam w dziale odszkodowań/zadośćuczynien i „śmierciówek” (okropna, ale jakże popularna w kancelarii nazwa sprawy). Chemia dobra rzecz, ale na prawo można barwniej narzekać 😉 Polecam Breaking Bad w takim razie, gdzie chemia przeplata się z prawem 😉

  • Świetny tekst, który można odnieść do każdego kierunku studiów. Bardzo się cieszę, że sama zrobiłam licencjat, później popracowałam dwa lata i dopiero teraz idę na magisterkę, kiedy już jestem w miarę pewna co chcę robić w życiu i jakie studia są mi do tego potrzebne. Zawsze bawią mnie osoby, które narzekają, że mają skończone super studia, ale nikt ich nie zatrudnia. Pytam wtedy – co masz do zaoferowania pracodawcy? Co umiesz, że warto Cię zatrudnić? Czy chcesz się uczyć? Swoją pracę po studiach zaczynałam od tej samej stawki, którą dostawałam za wakacyjną pracę w McDoland’s. Po dwóch latach pracy jestem naprawdę zadowolona, ale nie przyszło mi to za darmo.
    P.S. Też jestem fanką Twojego corpolooku. I też zakrywam w pracy tatuaż 🙂

    • Miałaś szczęście, że Twoje studia oferowały licencjat :C Jest to jakiś pretekst do rzucenia tego szitu po trzech latach, a ja przez pięć lat rzucałam studia co semestr 😉
      Mnie bardzo bawią absolwenci studiów narzekający na brak pracy w Polsce. Praca jest, ale specjalistów nie ma. Studia to kółko czytelnicze, a nie warsztat ;/

      Kurde, rumienię się :3

  • Stanisław Olszak

    Potwierdzam. Ja też się przebranżowiłem i jest super 🙂 Niestety brak umiejętności (lub ich niski poziom) często jest problem nie tylko w przypadku świeżaków na rynku pracy.

    • bo sporo ludzi traktuje pracę jako miejsce do wysiadywania pieniędzy co miesiąc :/ p.s. z czego się przebranżowiłeś? :>

  • Mam jednego znajomego, który właśnie w tym roku na prawo się dostał, ale idzie tam dlatego, że nie chce zawieść mamy, a poza tym to jedyny kierunek, o którym w ogóle myślał (bo podsunęła mu go właśnie rodzicielka…). I nawet jeśli faktycznie się już w to zdążył wkręcić, to ja znam go na tyle, że wiem, iż na prawo się nie nadaje – nieraz ja sama musiałam być jego „prawniczką”, a do tego „psychologiem”, a przecież wypadałoby, aby prawnik miał choć trochę mocne nerwy.
    Ja też w tym roku zaczynam studia i mimo, że jestem typowym humanem, to o prawie nigdy nawet nie myślałam – nie to co wszyscy w mojej licealnej klasie. I myślę, że dobrze zrobiłam, bo przynajmniej idę na to, co naprawdę mnie fascynuje, a nie na to, co może dawać dużo pieniędzy i prestiżu. Podkreślam – może, bo jak sama zwróciłaś na to uwagę, wcale nie musi.

    • studia niestety zawodzą na większości kierunków. bardzo polecam więc wydawać pieniądze na kursy – krótsze i przydatniejsze. 5 lat studiów ciągnie się w nieskończoność, a po nich najczęściej nie zostaje żadna wiedza, za którą ktoś skłonny byłby zapłacić.

  • Auxio

    „Ale ta teoria jest już dawno nieaktualna, bo profesor stary, książka
    niekoniecznie najnowsza, a technologia już lata świetlne do przodu.” Aż się wzruszyłam, że to napisałaś ^^ To jest mega ważna uwaga, a przerażająco mały odsetek studentów zdaje sobie z tego sprawę. Niestety już samo połączenie w tym ciągu „starego profesora” i „nowoczesnych technologii” wypada jako fantastyczny absurd. Który sędziwy profesor na uczelni wyższej nadąża za nowoczesnymi technologiami i ma blade pojęcie jakie możliwości one naprawdę oferują? Pół biedy, jeśli się chociaż nimi starają interesować…
    Mój przypadek dla przykładu, przyprawia nauczających staruszków o poważny zawrót głowy. Chodzi taka, o gamedevie, „czyde”, webach cały czas coś gada. O jakimś Unity. Przecież to takie… kosmiczne!
    Kadra z epoki: „wszystko do druku”. Urządzenie mobilne? Zegarek na ręce.

    Pozdrawiam,
    Studentka kierunku, który uczy jak być super (zawód artysta, z komponentem przeświadczenia o epickozajestości własnej mierzonej liczbą wystaw) i wygrywać konkursy na plakaty artystyczne. Czyli niepraktyczna praktyka w pełnym galopie na wątłych kopytkach ;>

    PS. Ekstra wpis, jak sporo innych na tym blogu. Podoba mi się Twój styl pisarski i dobór tematów. Przyłapuję się na tym, że coraz częściej zaczynam tu zaglądać ^^

    • Nie wzruszaj się, szkoda łez na polskie studia 😀
      oesu, takie miłe rzeczy jak ludzie piszą, to potem kosmetyków nie starczy, żeby rumieńce zakryć 😀

  • Problemem polskich studentów jest to, że po tych 5 latach zakuwania uważają się za alfę i omegę, po czym nagle wychodzą ze swojej jaskini (i pubu, bo najpierw się zakuwa, zdaje, a potem zalewa), idą na pierwszą, drugą rozmowę o pracę i dziwią się, dlaczego nikt nie chce im dać 3 tysi na rękę. No i co to jest ‚metodologia projektowa’, ‚scrum’ czy ‚sposób organizacji pracy’. Artystyczny nieład na biurku, taki mają sposób. I chill po zdanym egzaminie.
    No ale, jeśli tej młodej gawiedzi się nie pokieruje, że studia to nie tylko nauka (i zabawa), że warto iść na wolontariat, robić staże, zatrudnić się na pół etatu, ale przede wszystkim zastanawiać się, CO JA CHCĘ TAK NAPRAWDĘ ROBIĆ, to co roku bedziemy mieć hordy młodych i sfrustrowanych, narzekających, że nie ma pracy pod ich wykształcenie. A pracodawcy będą nadal narzekać, że nie ma specjalistów UX albo SEO.

    • Bo Better Call Saul najbliżej pokazuje (szczególnie serial odrębny od Breaking Bad) frustracje na rynku prawniczym ;p Oglądałam The Good Wife i smuteczek, że wielu studentów żyje halucynacjami nakręcanymi przez tego typu seriale ;]

      • Czyli jest życie po Breaking Bad – to daje nadzieję 🙂 The Good Wife nie znam, ale wychowałam się na Ally MacBeal. Zawód prawnika to czysta rozrywka 🙂

        • niewiele życia, ale jest. BCS dupy nie urywa, ale ciekawie się ogląda 🙂

  • Pingback: Pszczoła, która wybzykała prawników - Wykopki Internetowe #6 -()

  • Hej!!! Ja też skończyłam prawo i jak tylko zobaczyłam tytuł, pomyślałam sobie: ojej, kolejna z aktówką, co będzie się lansować (nie znałam ani Ciebie ani Twojego bloga, dlatego przepraszam za pochopną opinię!). Natomiast gdy czytałam wpis, aż mi wyszły łzy w oczach (ze śmiechu..), bo u mnie było tak samo. I ja również jestem z tych… ehm, co nie lubią i nie będą żebrać o pracę (no dobrze, pogadamy jak będę miała dzieci do wyżywienia, czy coś, ale to inna sprawa). Dodałam Cię na bloglovin, widzę, że będzie dużo ciekawego! Pozdrawiam serdecznie!

    • Na studiach świeciłam łysiną, po której nawet jeden wykładowca mnie pogłaskał, a aktówki nigdy nie miałam :C

      • Natalia Jot

        A ja w korpo 🙂 na studiach świeciłam łysiną (choć nikt mnie nie głaskał…chyba nie bardzo dałam się lubić na uni :P), do roboty chodzę w dżinsach, a po korytarzach, jak mi się uwidzi na boso. mam gigantyczne wątpliwości, co do tego, co robię, czy lubię to, co robię (jak w każdym związku,l czasem lubię, czasem się jaram, a czasem rzuciłabym w cholerę!), powoli rozglądam się za alternatywą, konstruuję ją i siebie samą. zobaczymy, co z tego będzie. a póki co jestę radcą 🙂

        • Ja czasami bardzo lubiłam moją pracę, jarało mnie to, że mogę komuś pomóc albo znajdę wyjście z jakiejś kompletnie złej sytuacji. Ale atmosfera tam mnie dobijała i po prostu nie czułam, że nadaję się do pracy w biurze Poza tym ciągle byłam pocięta od papieru 😉

  • Studiuję prawo na super-uper uczelni w Polsce i po pierwszym roku, wiem że studia uczą tylko kombinowania. Cóż, ta umiejętność przyda mi się w życiu.

    • albo kombinujesz, albo strzelasz sobie w łeb bo się uczysz i nikogo to nie obchodzi. na pierwszym roku popłakałam się, gdy dostałam 4 z kolokwium – taka byłam urocza 😀

  • Aplikant

    Autorka częściowo mija się z prawdą. Faktycznie po studiach nie zgarnia się kokosów i nie jest łatwo o pracę, zwłaszcza jak się nie jest na aplikacji, aczkolwiek mam dużo znajomych po prawie, sam jestem aplikantem I roku i wiem jak to trochę wygląda. Na aplikacji mało kto nie ma pracy (sam dostałem umowę o pracę po tygodniu szukania zatrudnienia – pon wysłane CV, środa rozmowa, piątek zatrudnienie). Pieniądze faktycznie nie są duże – w zależności gdzie się pracuje powiedzmy brutto od minimalnej do maks 2 500 zł brutto w 1 roku po studiach. Tak czy inaczej, wystarczyło poczytać o prawniczej karierze przed zdecydowaniem się na studia. Nie ma kraju i nie było takiego okresu w dziejach, gdzie młodzi prawnicy mieliby świetne wynagrodzenia i bogatych klientów. Aplikant – młody prawnik – zawsze równoznaczne jest ubóstwu. Dopiero z czasem przychodzi doświadczenie, umiejętności i pieniądze. W zawodzie prawniczym liczy się staż zawodowy i od niego bardzo często zależy powodzenie finansowe. Ktoś kto oczekuje, że po studiach od razu w biznesie prawniczym będzie zgarniał kokosy jest naiwny. Na wszystko trzeba czasu i determinacji.

    • Aga Sus

      Marz dalej, pogadamy na 3 roku i później.

    • Ludzie, ale ja właśnie z waszą naiwnością walczę 😉

  • the mjk

    Bełkot zbuntowanej nastolatki bez prawdziwych doświadczeń.

  • Paula

    Bardzo się cieszę że napisałaś taki tekst moze mniej osob zdecyduje sie zeby isc na prawo 🙂 w październiku będę na 5 roku prawa i gdyby nie to że od września 2011r. pracuje w kancelarii adwokackiej tez rzucilabym te studia dlatego bo nie mają nic wspolnego z prawem 🙂 kancelaria specjalizuje się w prawie cywilnym i karnym (musi poniewaz siedziba i filia sa w mniejszych miejscowosciach) od poczatku praktycznie pracuje ok 10-12h dziennie. Egzaminy zaliczam na wyzsze oceny tylkko u tych wykladowcow ktorzy cenia praktyczne podejscie do prawa, na resztę macham reka i nie mam czzasu zeby nauczyc sie ksiazki na pamiec (moge zostac zlinczowana ale przy cwiczeniach z prawa cywilnego i rodzinnego ciagle wymaganie od studentów przeslanek pozwalajacych zawrzec malzenstwo a nie wspomnienie w ogole o podziale majątku, rozwodzie – co jest podstawą ! jest dla mnie niezrozumieniem potrzeb wyksztalcenia prawnika-praktyka) Uwazam ze studia prawnicze powinny uczyc wyrobienia sobie cech osobowosci u osoby aspirujacej do bycia prawnikiem. Zamierzam w przyszlosci byc adwokatem. Dla mnie niezwykle emocjonujace jest wymyslanie kontrargumentow dla strony przeciwnej w pismach procesowych czy tez pisanie apelacji na pozbawione sensu wyroki sądowe, traktuje to jako swojego rodzaju wyzwanie. Z politowaniem patrze na wielkie panie prawniczki na 1 roku ktore kupuja skorzane aktowki za pieniadze bogatych rodzicow lub tez wymadrzajacych sie panow ktorzy znaja kodeks na pamiec a nie umieja go zastosowac nie mowiac juz o ustaleniu wlasciwosci sadu czy oplaty od pisma. Dlatego moze ktoras z tych osob po przeczytaniu Twojego tekstu zastanowi się i zrezygnuje 🙂

    PS
    Akurat uwazam ze chodzenie elegancko ubranym jest plusem tego zawodu i nie koniecznie wiaze sie z jakimis sztywnymi „garsonkami”. 🙂 Jesli chodzi o kobiety mozna ubrac sie wygodnie, ładnie i elegancko nie naruszajac powagi zawodu ale ja od malego widzialam siebie na obcasach w bialej bluzce i spodnicy z wysokim stanem jako adwokat wiec to tylko moj osobisty punkt widzenia 🙂

    • Masz rację, że studia powinny skupiać się na innych aspektach, bo zderzenie ich z pracą w zawodzie wychodzi strasznie słabo. Gdy poszłam pracować, okazało się, że jestem jak dziecko we mgle. Coś tu było na zajęciach, coś pamiętam, ale jak to zrealizować – tego nikt nie uczył i uczysz się tego od początku. Bardzo mało praktycznych rzeczy jest na studiach, sam program wypełniony jest po prostu bzdurami.
      Ja się raz wybrałam w szpilkach do pracy. Po dwustu metrach szłam do pracy na boso ;]

  • esmalte

    Studiuję na publicznej polskiej uczelni, dopiero III rok, więc o zarobkach się nie wypowiem. Czytam Wasze komentarze i nie mogę wyjść z podziwu, że nie mieliście rozwodu czy podziału majątku na zajęciach… naprawdę. I dziwi mnie, że jest tak dużo niezadowolonych ze studiów osób. Przecież można zrezygnować. W porządku – rok czy dwa straty, ale chyba lepiej mieć „rok w plecy” niż przez całe życie męczyć się i narzekać na to, że rzeczywistość okazała się zupełnie inna niż nasze wyobrażenia.
    Autorko – masz dużo racji odnośnie wymysłów i oczekiwań ludzi idących na te studia. Wystarczy iść na jedną rozprawę i z miejsca widać, że to nie wysokie obcasy, sztywne kołnierzyki i drewniane blaty. Ludzie naoglądali się seriali i są efekty. A potem narzekania. I karniści/cywiliści z pierwszego roku – mistrzostwo.
    Zgadzam się również, że te studia trzeba lubić. TRZEBA. Bo na zajęciach uczy się podstaw, trzeba dużo czytać, interesować się i przede wszystkim – widzieć w tym sens. Bez umiejętności poruszania się w tym „bajzlu” zawsze będziemy mówić, że system bez sensu, że prawodawca nieracjonalny, że studia beznadziejne. A na studiach wszystkiego nie nauczą. Jeden z najlepszych profesorów jakich poznałam powtarzał, że on nam pokazuje drogę, jaką mamy podążać, uczy nas myśleć a nie daje odpowiedzi. I może faktycznie jest mało osób, które te studia lubią, ale jest na to jedna rada – zrezygnować i zająć się czymś, co daje radość i spełnienie. Nie warto spełniać ambicji sąsiadek babci.
    Współczuję bardzo osobom, które studiują cokolwiek i nie mają z tego żadnej satysfakcji, i przyjemności. Według mnie prawo (na inny temat wypowiedzieć się nie mogę) to nie jest łatwa sprawa i trzeba wiele poświęcić, przede wszystkim czasu. Im więcej się uczę, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, jak mało wiem.
    Nie wyobrażam sobie, bym mogła studiować inny kierunek. I potem robić coś innego.
    Od siebie mogę powiedzieć, jeśli się ktoś zastanawia nad tym, czy się w to pakować – jeśli czujesz, że chcesz spędzić całe życie na ciągłej nauce i będzie sprawiało Ci to przyjemność – TAK. Jeśli idziesz ze względu na wysokie zarobki i majestat – odpuść.
    Pozdrowienia dla zadowolonych i dla niezadowolonych studentów, cokolwiek studiujecie!

    PS Kołek w dupie – przypadłość 3/4 studentów prawa. Intensywność jest odwrotnie proporcjonalna do ilości wiedzy, jaką przyswoją 🙂

    • Paula

      Akurat na uczelni publicznej (uniwersytet w pewnym mieście, w ktorym wydział prawa byl podobno 3 w rankingu), na której studiuję niestety cała katedra prawa cywilnego leży, wykłady polegały na otwieraniu kodeksu i czytaniu po kolei artykułów a to nie na tym powinno wyglądać. Dlatego albo kadra ucząca powinna sie zmienic albo program nauczania aby nie bylo w nim zawartego np. tego samego przedmiotu z zakresu doktryn politycznych i prawnych lub jakis filozofii panstwa prawa przez 4 lata tylko pod innymi nazwami na rzecz obciecia cwiczen i wykladow z prawa rzymskiego ktore w mojej ocenie sa podstawa na prawie. No ale.. uczelnia uczelni nierówna 🙂

      • esmalte

        To niedobrze, ale mam nadzieję, że dopracowałaś sama i nie będziesz cierpiała z powodu beznadziejnych wykładowców. 🙂
        Ja prawa rzymskiego nie lubiłam i obecnie niewiele z niego pamiętam, a radzę sobie nieźle, więc tu chyba też nie ma reguły. Ale miliony godzin historii ustrojów, doktryn i tym podobnych faktycznie są zbędne…

        • Paula

          Mi prawo rzymskie pozwoliło poznać podstawy, sposób myślenia tak jak to wczesniej określiłaś tą „drogę” dlatego cenię sobie ten przedmiot może też dlatego, że miałam dobrych wykładowców. Oczywiście chodzi mi o to, że te braki (które uwazam za istotne i dostrzegam) i tak i tak nadrabiam sama. Dlatego nie podoba mi sie program studiow lub podejscie wykladowcow. Niemniej mozna z tego wyciagnac pozytywy bo przeciez po studiach i aplikacji sami bedziemu musieli się uczyc i doskonalic bo bycie prawnikiem to ciagle przyswajanie czegos nowego dlatego tak wazne jest doswiadczenie 🙂

          • Prawo ogólnie to studia, które zawsze przydadzą się w życiu. Mimo, że karierę prawniczą już całkowicie porzuciłam, to codziennie widzę, że są plusy mojej pracy w kancelarii i studiowania – życie jest łatwiejsze, gdy potrafisz zrozumieć niezrozumiałe prawo i urzędniczy bełkot 😉 Dlatego czasem żałuję, że studiów nie rzuciłam, a czasem nie – wiem co chcę robić od niedawna i ciężko było wymagać od tego dzieciaka po maturze, aby wiedział czego chce.

          • Paula

            Przede wszystkim to trzeba podkreślić: ciężko wymagać od dziecka po maturze żeby wiedziało co chce i kim chce być. :))) I pod tym się podpisuje calym sercem nie kazdy ma tyle szczescia zeby trafic za 1 razem.

    • Ewelina Paciorek

      Tak się eliminuje konkurencję 😀

  • Katarzyna Bartniak

    jestem radcą prawnym. zdałam egzamin rok temu. przed aplikacją, podczas jej trwania, zdobywałam doświadczenie zawodowe, w prawie i nie tylko. skończyłam poza aplikacją dwa kierunki podyplomowo. nie mogłam znaleźć pracy absolutnie nigdzie, w całej polsce nikt nie odpowiadał na moje ogłoszenia. Pracę dostałam za 2200 zł netto na czarno i w praktyce pełnym etacie. następną pracę dostałam po znajomości. Bez znajomości prawnik jest nikim, bez języków i nazwiska.

    • Mokka

      Jestem na pierwszym roku aplikacji adwokackiej. Nie mam znajomości. Nie mam nazwiska. Języki znam dwa – komunikatywnie (bez wymyslnych certyfikatow). Dobra prace (i dobrze płatną) dostalam miesiac po studiach, tuz po przeprowadzce do nowego miasta. Swoja prace bardzo lubie i jestem dobra w tym co robie. Przez to nie zostaje po godzinach, dostaje wolne na egzaminy i premie. Mojego pracodawcy nie jest stac na utrate dobrego pracownika, wiec mnie ceni. Co z tego, ze w mojej „cenie” moze miec 3 innych, skoro bedzie musial pilnowac czy do kopert wkladaja podpisane pisma, czy wiedza ze w pozwie trzeba wpisac nr pesel i czy nie pomyla terminu rozprawy (prawdziwe historie). Faktycznie rynek jest bardzo trudny, ale trudni są też ludzie po studiach. Wymagaja, ale tez nie oferuja nic w zamian. Oczekujmy od pracodawcow, nie pracujmy za darmo, nie dajmy sie zjesc psychotropom, ale spojrzmy tez na jakosc naszej pracy.

      • mam wrażenie, że wiele osób z tekstu zapamiętali tylko te psychotropy 😉 Zbierając doświadczenie i robiąc coś, co sprawia przyjemność – jest sukces, niezależnie od branży. Ja po prostu w tej się nie czułam ;]

        • Mokka

          Zle mnie zrozumialas. Nie czulas sie dobrze w tej dziedzinie i ja to rozumiem. To nie jest latwy kawalek chleba. Chodzilo mi raczej o to, zeby odpowiedziec na komentarz K.Bartniak, bo jak sie chce, to sie da. Obecnie jestem zalamana kolejnymi probami zatrudniania nowych pracownikow w moim miejscu pracy. Nawet nie chodzi o elementarny brak wiedzy, bo tego mozna nauczyc. Problemem jest podejscie do pracy. Zapakowales niepodpisane pismo do koperty? Ok. Jestesmy ludzmi. To sie zdarza. Ale jezeli na grzeczne „uwazaj, nie mozemy pozwolic sobie na popelnianie takich bledow” slysze w odpowiedzi „oj tam, wyslaloby sie jeszcze raz”, to nie wroze kariery w zawodzie. Ludzie tuz po studiach sa leniwi, roszczeniowi, pozbawieni elementarnej kultury osobistej i poczucia odpowiedzialnosci za cudzy los. I to jest bardzo smutne… Chcialam tylko zasugerowac, zeby kazdy narzekajacy na brak pracy zrobil powazny rachunek sumienia.

          • Katarzyna Bartniak

            jak wyrzucą cię nie daj boże z tej cudownej pracy gdzie zatrudnili cię świeżo po dyplomie i bez doświadczenia, to też zrób rachunek sumienia.

          • Mokka

            Oczywiscie, ze zrobie. Jezeli bedzie to moja wina, to bd mogla miec o to pretensje wylacznie do siebie a nie do zlego swiata.

  • exprawnik

    Podpisuję się wszystkimi swoimi kończynami, bo przeżyłem dokładnie to samo i do takich samych wniosków doszedłem. Szkoda na to czasu. Praca za pieniądze tak żałosne że szkoda gadać (mi po odliczeniu rat z aplikację i kosztów dojazdu do pracy zostawało chyba ze 300zł). Przy rekrutacji na każde możliwe stanowisko setki chętnych i licytacje w dół – kto da mniej. Rzuciłem aplikację choć wszyscy mi odradzali, część osób pukała się w czoło. Moi znajomi zaciskali zęby przez całą aplikację. Teraz wzięli kredyty, zapożyczyli się u rodziny i znowu zaciskają zęby próbując rozkręcić kancelarię. A ja niestety już nie śmigam w garniturze po ulicy tylko – podobnie jak autorka bloga – w dresie, nie wzbudzam powszechnego szacunku wśród sąsiadów. No cóż jakoś trzeba to przełknąć. Za to przez 4 lata bycia nie-prawnikiem zarobiłem i odłożyłem naprawdę sporo pieniędzy, a przy tym ciągle robię fajne rzeczy 😉 Wszystkim polecam ten styl życia 😉 BTW ale takiej korposuki to trochę szkoda 😉

    • korposuka pozdrawia ^^

  • Miszczu

    Ujmujący tekst.Jest to piękne epitafium dzisiejszego w ogóle wyższego systemu edukacyjnego.Studia umarły.Tam nie ma co szukać patrząc z perspektywy człowieka ,który myśli literami a nie systemem binarnym ;).Ja aktualnie idę na drugi rok prawa i mając 22 lata (studiowałem inne pierdoły równie żałośnie nie praktyczne – typowy humanista) stwierdzam ,że te studia mają za cel zrobienie z Ciebie ancymona od ctrl +c ,ctrl +v.

    Mój empiryzm sprowadził się do poważnej depresji spowodowanej tzw.” zgwałceniem w ucho” – uświadomiłem sobie ,że jestem w czarnej dupie jeżeli chodzi o możliwość usamodzielnienia się przed 25 rokiem życia.Na moim wydziale rozmawiam z ludźmi z wyższych roczników i częstokroć widzę w nich postępującą frustracje i brak perspektyw.Owszem jest kasta „błękitnych” ,ale oni mają czas oraz pieniądze ,by „czekać” na wejście do palestry w odróżnieniu od reszty wiszącej w próżni .

    Prawo muli kreatywność oraz potwornie pożera czas.Muszę stwierdzić ,że wystrzeliłaś „FATALITY” z tym parweniuszowskim ,pompatycznym stylem środowiska studenckiego/pracowniczego.To jest największy dramat tego gremium .Ekskrementy mi wyciekają uszami jak widzę,słyszę tych typowych „bananów” na moim roku – „och ach suits”,”po wdp umiem rozwiązywać casusy!”,”paremie takie szpanerskie” – to takie chłopięta ,żyjące w tęczowej republice naiwności.

    Poruszyłaś tak naprawdę głębszą problematykę -jak stać się atrakcyjnym i praktycznym na rynku pracy bez „pomocy” studiów .

    Ja idiota ,human-kapeć stwierdziłem ,że dam sobie szanse z programowaniem . Nie, nie chce w 3 min stać się programistą ,ale szukam alternatywy i kanału ogólnego rozwoju dopasowanego do aktualnych potrzeb .

    Główna konkluzja.
    Kurcze.Polsko.Marnujesz nam czas.Tyle.Może nawet aż.Bo trzeba przecież o niego walczyć ,by zminimalizować ten stan (studenckiej wegetacji).

    • Wydaje mi się, że potrzeba dużo młodzieńczej naiwności aby wierzyć w pracę po studiach 😉

      • Miszczu

        Kiedy „wziełaś się” za programowanie?

        • Zaczęłam jakieś pół roku temu 🙂

    • Stary nie, nie jesteś humanistą. Sadzisz tak paskudne byki, literówki, błędy stylistyczne, interpunkcyjne, w twojej wypowiedzi jest taki burdel, że nie, humanistą nie jesteś na pewno.

  • absolwent

    Generalnie wypada się zgodzić. Po tych studiach pieniądze są dla ludzi wybitnych, bardzo pracowitych oraz takich, którzy mają również wsparcie w rodzinie. Generalnie ok. 10 procent robi karierę, reszta orze jak może.

    Mnie najbardziej porusza to jak wraz z upływem lat zmieniał się mój stosunek do tych studiów oraz motywacja do pracy. O ile zaczynając studia miałem wielkie marzenia, wyobrażenie o czterocyfrowym wynagrodzeniu po studiach, to szybko bo juz na drugim roku zrozumiałem, że to jednak blaga. Do końca trzeciego roku dojechałem jeszcze na dobrych wynikach opartych na ciężkiej pracy. Później jednak już ta para powoli się wyczerpywała, a zamiast ciężkiej pracy pojawiła się kombinatoryka stosowana, aby skończyć te studia jak najmniejszym nakładem sił. Skończyłem miesiąc temu i bardzo się cieszę, że to koniec. Nie tak sobie wyobrażałem studia polegające na siedzeniu w gronie 50 osób i wysłuchiwaniu rewelacji Wielkiego Mecenasa. Czuję wręcz, że w porównaniu do liceum to był intelektualny regres. Byłem na dziennych, ale nie mogę się nadziwić, że byli ludzie, którzy za ten produkt jakości g… płacili 7-8 tysięcy złotych rocznie.

    Co do praktyki, to należy się oczywiście przyszykować do pracy po kilkanaście godzin dziennie za grosze. Przynajmniej na początku możesz czuć się jak lokaj, tylko za mniejsze pieniądze. Mój kolega, który pracował dla jednej z kancelarii z grona „magic circle” powiedział mi, że na godzinę wychodziło mu 4,5 zł.

    Ogólnie, jeżeli nie jesteś pasjonatem, nie jesteś osobą wybitnie zdolną, pracowitą i zdeterminowaną oraz co najważniejsze nie masz środków, które pozwolą Ci inwestować w siebie przez dłuższy, to daruj sobie. Same studia nic nie znaczą. Teraz aby osiągnąć sukces musisz mieć kursy prawa zagranicznego, świetnie opanowany język techniczny, a najlepiej kilka. Do tego jeszcze dodałbym oczywiście pokaźne doświadczenie z rozmaitych praktyk, działalność w kołach naukowych, samorząd, studenckie poradnie prawne itp. Niezwykle ważna jest również przebojowość. Nie oszukujmy się, że szarak się przebije. Nie, nie przebije się, co najwyżej możni wycisną Ciebie jak cytrynę, a pozniej zatrudnią tańszego półniewolnika.

    Z fartem

    • Wydaje mi się, że osoby konsekwentnie realizujące swój cel zawsze znajdą dobrą pracę. Gorzej, że wielu uwierzyło w pewną pracę po studiach. Ta nie istnieje.

  • Wg mnie na studia przede wszystkim warto iść z pasją, jak ktoś się danym tematem interesuje. W Polsce szkolnictwo wyższe jest wg mnie na niskim poziomie.

    • No jest. Cokolwiek chce się robić to trzeba to choć trochę lubić, ale przede wszystkim robić rzeczy wykraczające ponad studiowanie.

  • Pingback: Dzieci Dobre Białe - Wykopki Internetowe #9 -()

  • Pingback: Mały Książę - Będziesz wspaniałym KorpoDzieckiem -()

  • Maciej K

    W dzisiejszych czasach oprócz kompetencji twardych takich jak ukończone studia liczą się też kompetencje miękkie: inteligencja emocjonalna,wysokie zdolności intrapersonalne,interpersonalne czyli zdolności komunikacyjne.
    Jeśli mamy dwóch fizjoterapeutów i jeden ma lepszy warsztat zawodowy a drugi ma większe zdolności nawiązywania i utrzymywania kontaktów z klientem to zawsze więcej osiągnie ten drugi.Jak wiele znaczy inteligencja emocjonalna i wysokie zdolności inter i intrapersonalne świadczy rekrutacja do służb mundurowych gdzie wykształcenie ma marginalne znaczenie.
    Na studia trzeba iść z pasją i rzadko jest tak że młoda osoba w wieku 19 czy 20 lat wie co chcę robić w życiu.Zazwyczaj młody człowiek odkrywa siebie pózniej
    Jeśli chodzi i prawo czy studia budowlane to trzeba też mieć niestety znajomości żeby dostać prace po tych kierunkach.Studia humanistyczne to już bardzo ciężko o prace ale świetnie rozwijają umysł :filozofia,psychologia i sam się zastanawiam czy nie dokształcić sie w którymś z tych kierunków .Nie bo muszę tylko chcę bo mnie to ciekawi.

    • Na prawie zdecydowanie przydałoby się więcej godzin z przedmiotów poświęconym relacjom międzyludzkim. Studiowałeś prawo?

  • 12 czerwca minie 10 lat odkąd obroniłam tytuł magistra prawa. Nie przepracowałam w tym zawodzie ani jednego dnia i ani jednego nie żałuję. Tak naprawdę rozeszło się o kasę, a raczej jej brak. Obawy, że po prostu nie stac mnie, by przeżyć na aplikacji. do tego doszło też zmęczenie tymi studiami. Po trzecim roku własciwie nic już w nich nie interesowało, miałam wieczne wrażenie deja vu. Wieczne wkuwanie przepisów, które za chwilę i tak przestawały być aktualne, zero praktyki, zupełnie bez sensu. Ale skończyłam. Tego, że skończyłam też nie żałuję. Tak naprawde skończone studia to nie jest coś co nas określa, to nie jest coś co musi definiować naszą drogę zawodową na zawsze, ale gdybym jeszcze raz miała 19 lat to na pewno nie poszłabym na prawo.

    • To prawda, że prawo zmusza do a) życia na skraju bankructwa b) braniu pieniędzy od rodziny. Podjęcie pracy w trakcie studiów/w trakcie aplikacji rozbija się cały czas, w większości, o najniższą krajową.

  • Kreativmann

    Jako absolwent tego samego kierunku, co Autorka (prawo), mogę powiedzieć, że w moim przypadku wyglądało to bardzo podobnie. Kiedy czytałem, Amando, Twój tekst, miałem wrażenie, że to moja historia, deja vu. Uczyłem się co prawda od sesji do sesji (nie zniósłbym regularnej nauki), ale moja głowa była później jak garnek wrzątku.
    O dziwo, teraz nie żałuję, że nie byłem pilnym studentem i nie znałem KPC jak wyszukiwarka Google. Studia prawnicze niestety, powoli, ale skutecznie usuwają własną kreatywność. Musisz przecież myśleć „aktami prawnymi” i poprzez nie odbierać świat. Choć studia same w sobie nie są trudne (ale nie ukrywajmy – łatwo mówi się po ich zakończeniu), to jednak są o wiele trudniejsze od wielu innych. Problem po prostu polega na ilości materiału do wkucia, który i tak zmienia się. Wtedy mamy kolejną porcję do wkucia.
    Inny punkt ciężkości to inni studenci. Owszem, niektórzy z nich są pasjonatami tego, co robią, ale nie ukrywajmy- jest wiele ciekawszych zajęć niż wilyczanie po numerkach artykułów kodeksów (które są dopiero podstawą, jak za chwilę usłyszymy). Do tego z jednej strony gadanie, ile to wszyscy świetnie umieją, a do tego umieją wszystko zdać na 5 po 1-2 tygodniach nauki (nie mówiąc o tym, jak są ‚obryci już wcześniej;). Chcąc nie chcąc, jeżeli odstajesz od tego schematu, a jeśli do tego jeszcze nie masz „koneksji”, „pomysłu na siebie”, jakkolwiek to nazwiemy, to zaczynasz odstawać (a raczej zaczyna wydawać Ci się, że odstajesz) i czuć się gorszy.
    Później każda wizyta na uczelni zaczyna być coraz większym koszmarem. Zebrany stres potęguje się z dnia na dzień. Nawet po paru latach nie zanika, choć powinno się być otrzaskanym z egzaminami studentem. Historie o garniturach, prochowcach „zdecydowanych cywilistach” nie są przesadzone przez Amandę- sam to widziałem, studiując w innym mieście, kilka lat wcześniej.

    Jak nie zwariować? Ja miałem swoje zainteresowania (osobne od „prawa”), które nadal rozwijam, a które z czasem zaczęły przynosić zarobek. Choć z ich powodu uchodziłem za dziwaka i nieuka (śpisz w nocy zamiast czytać orzecznictwo???). Skończyłem studia, a widząc sytuację na rynku pracy, zacząłem szukać czegoś innego. Choć to również trudna droga, ale pod wieloma względami inna i ciekawsza.

    Czasami słyszę głosy, że samo prawo nie wystarcza i trzeba je z czymś połączyć. Jednak lepiej jednak to wcześniej przemyśleć i może pozostać tylko na tym, z czym chciałoby się połączyć prawo.

    Studia prawnicze nie są aż tak beznadziejne. Mi dały szerszy pogląd na wiele spraw. Nie obawiam się różnych instytucji, z którymi i tak muszę się zetknąć, ale sporo pomogła mi w tym praktyka (życiowa). Jednak należy pamiętać przede wszystkim o nieciekawej sytuacji zawodowej po studiach (opowieści o świetnej karierze, o ile nie są zmyślone, albo przesadzone, należą do przeszłości, o ile w ogóle były prawdą). W czasie studiów poznałem również ludzi, którzy już dużo wcześniej, pomimo ukończenia prawa, musieli przekwalifikować się, żeby wykonywać jakikolwiek zawód, dający zarobek. Tego typu zdarzenia mają miejsce nie tylko w Polsce, ale również w Niemczech, nawet na większą skalę. Np. w Berlinie wielu absolwentów prawa zostaje później taksówkarzami. Wezmy jeszcze pod uwagę to, że nasze historie są sprzed kilku lat, a proces będzie postępował dalej i już teraz jest głębszy niż w historii Amandy, czy mojej.

    Maturzysto – jeśli nie dostaniesz się na prawo, nie myśl, ze to pech. Może właśnie wtedy uśmiecha się do Ciebie szczęście…
    Pozdrawiam

    • Mnie również prawo w jakiś sposób ukształtowało i dało dużo szerszy pogląd na wiele spraw. Więc całkowicie hejtować nie mogę. Jako dziedzina nauki, którą zgłębiałam, na pewno mnie rozwinęła. Ale nie ma sensu, aby ze studiów, które bywały ciekawe, robić całe swoje życie, kiedy się tego po prostu nie czuje.
      Pozdrawiam również 🙂

  • Magda

    Szkoda, że nie starczyło Ci motywacji by skończyć te studia. Po prostu w życiu jak się coś zaczyna to należy to doprowadzić do końca. Ktoś w przyszłości może nie powierzyć Ci kiedyś ważnego projektu, bo stwierdzi, że nie doprowadzisz go do końca i zawiedziesz na finiszu. Ja kończyłam swoje studia ekonomiczne sporo lat temu i uciekłam stamtąd zdegustowana po zrobieniu magisterki. Na doktorat zostawali idioci, a poziom intelektualny pracowników naukowych bywał rozmaity, najczęściej denny. Podobno zawód prawnika odchodzi w niebyt, bo wszystko zmierza ku automatyzacji i algorytmizacji. Nie uważasz, że mogłabyś pokusić się o algorytmizację posługiwania się polskim śmietnikiem prawnym?

    • Nie uważam, aby ktokolwiek musiał doprowadzać cokolwiek do końca BO TAK. Poza studiami pracowałam po kilkanaście godzin dziennie, robiąc obok projekty społeczne i ucząc się programowania. Prowadziłam szkolenia i robiłam tysiąc rzeczy. Studia nie miały z moim życiem nic wspólnego. Były kulą u nogi, która powinnam zawiesić 5 lat wcześniej. Jeżeli ktoś pomyśli, że nie warto mi czegoś z tego powodu powierzać, jego sprawa ;]
      A prawo polskie to taki syf, że niech sami się automatyzują. Kijem tego tykać nie zamierzam ;]

  • Magdalaena

    Czy mogłabyś napisać, dlaczego studiowałaś 5 lat coś, co Ci się nie podobało? W dodatku tylko po to, żeby ostatecznie podjąć pracę poza zawodem?
    Wielokrotnie czytam takie wynurzenia i jest to pierwsze pytanie, jakie mi się nasuwa. Człowieku, to nie jest podstawówka i jeśli jesteś znudzony – NIE MUSISZ TEGO ROBIĆ!

    Skończyłam prawo 15 lat temu, pracuję w zawodzie i jestem zadowolona zarówno z pracy jak z z zarobków. W zasadzie wszyscy moi znajomi ze studiów wykonują różne prace prawnicze i też nie narzekają. Studia były owszem dość teoretyczne, ale wiedzieliśmy, że praktyki nauczymy się na aplikacji albo w pracy i faktycznie tak było. Ale bez tej teoretycznej podbudowy niewiele by się udało.

    • Tak, mogę 😉 Po pierwsze, chciałam iść pracować do policji i czułam, że muszę się przemęczyć. Po drugie byłam w tych studiach nienajgorsza i zdawałam. Po trzecie – liczyłam, że się rozkręcą. Po czwarte – nie wiedziałam wtedy, jaką mam alternatywę. To nie był odpowiedni moment dla mnie do podejmowania decyzji o swoim życiu, bo nie byłam przekonana, co chcę robić. To, że Ty masz dobre wspomnienia ze studiów, nie znaczy, że każdy musi je mieć. Opisałam swoje złe doświadczenia. Tylko tyle ;]

      • Magdalaena

        Dzięki za odpowiedź.

        Nie mam wątpliwości, że niedopasowane studiowanie może być drogą przez mękę, ale IMHO nie ma sensu zakładać, że Twoi czytelnicy też będą mieć pecha i w dodatku będą trwali w tym niewłaściwym wyborze. To tak jakby opisywać studia na Akademii Muzycznej z punktu widzenia osoby, która nie cierpi muzyki – pewnie tekst roiłby się od wrażeń w stylu „od rana w całym budynku było słuchać żałosne rzępolenie”, „marzyłem o chwili ciszy, ale ciągle coś grali” 😉

        • myślę, że jednak nie do końca tak jest. z rozmów ze znajomymi wynika, że studia są bardzo często dużym rozczarowaniem. obwiniam dziwny system i profesorów, którzy wchodzą w rolę kata. dla kilku wyjątkowych profesorów warto było się przemęczyć, bo byli to niesamowici ludzie. jednak większość naprawdę mocno wpływała źle na moją psychikę czy samoocenę. miałam wobec tych studiów zupełnie inne oczekiwania i zostały one brutalnie zastąpione przez rzeczywistość. generalnie odradzałabym ludziom obecnie jakiekolwiek polskie studia, po prostu 😉

  • Micz

    Pierwszy raz czytam Twoją wypowiedź i jesteś niewiarygodnie „mam wszystko w dupie, wszystko jest chujowe, wszystko wiem, rozgryzłam świat”. Jest to pewna postawa na życie, fajnie jak daje Ci szczęście. Chyba, że na co dzień taka nie jesteś – tylko w artykułach. Przeprasza za to wtrącenie.
    Chciałem napisać trochę do Ciebie i trochę do tych młodych ludzi którzy to czytają – musimy wszyscy brać odpowiedzialność za to pokolenie które kiedyś będzie pracować „na nas”.

    Nie studiowałem prawa, studiowałem ekonomię. Studentów dzielę na dwie grupy, Ci którzy chcieli na studiach się rozwijać i Ci którzy studiowali tylko po to żeby mieć papier. O drugiej grupie nie ma co pisać, wszyscy wiemy jak wyglądały ich studia – po skończeniu ich gówno wiedzą. Pierwsza grupa, która ma ambicje, ma też możliwość w trakcie studiów poruszania się w środowisku zawodowym związanym z kierunkiem studiów. Wtedy ma możliwość porównania wiedzy studyjnej z gospodarczą rzeczywistością. U mnie na wydziale ekonomii mogłem uczestniczyć w stażach zarówno w korporacjach jak i średnich firmach, mogłem się bardzo dużo nauczyć. Pomocne były organizacje jak AIESEC (ELSA jest odpowiednikiem prawników? ciekaw jestem czy byłaś jej członkiem) Prawdą jest, że w pracy w rok nauczyłem się tyle co przez całe studia, ale nie jestem do końca przekonany, czy w wieku 19 lat zaraz po liceum bez wiedzy podstawowej i treningu umysłu to tempo było by takie samo.

    Pozdrawiam i raczej sugeruję przemyśleć kwestię studiowania bądź nie, jako zagadnienie dosyć obszerne.

    • pierwszy raz czytam Twój komentarz i jesteś niewiarygodną konkurencją dla wróżbitów. wiesz już wszystko, więc nie muszę się już ustosunkowywać.

      • Micz

        To bardzo merytoryczna odpowiedź.

        Nie chciałem być niemiły, raczej szczery. Jeśli poczułaś się urażona to przepraszam.

        • Rafi

          Micz według mnie się całkowicie mylisz. Porównujesz Prawo do Ekonomii i tu jest błąd. Wytłumacz mi co studentowi prawa da członkowstwo w organizacjach studenckich?? Wyjedzie na staż za granicę? Nie. Dostanie lepszą posadę jako prawnik po studiach bo ma już jakieś staże i praktyki? Nie. Ekonomia jest całkowicie innym kierunkiem jeśli chodzi o możliwości pracy. Co Ci da ELSA?? Wg mnie nic. Chyba, że myślisz o karierze w administracji to i owszem, bo nic tak nie pomaga jak kontakty. Ale w prawie tak nie ma. Oczywiście można w tym zawodzie osiągnąc sukces ale porównałbym to do piosenkarzy wielu świetnie śpiewa ale nie wszyscy są w stanie na tym zarobić. To normalne, że w pracy nauczysz się o wiele więcej niż na studiach ale co z tego skoro pracujesz za grosze i jesteś coraz bardziej zirytowany swoją sytuacją. Pomyśl – skończyłeś jeden z najtrudniejszych kierunków i chcą Ci płacić mniej niż parkingowy (nie obrażając oczywiście ludzi tak pracujących). I tak będziesz przez 4-5 lat ciułał grosz do grosza i po tym czasie albo zrezygnujesz albo zaryzykujesz i otworzysz własną kancelarię a tu kolejne problemy o których nie chce już pisać bo szkoda klawiatury. Autorka wyraziła swoją opinię wg mnie słuszną i albo się z nią zgadzamy albo nie. I tak jak napisałeś studiowanie to zagadnienie dość obszerne ale tutaj nie chodziło o temat studiwania w ogóle tylko co do studiowania prawa a to dwie różne bajki.

  • Mona

    Dokładnie trzeba lubić swoje studia. inaczej ciężko. Ja studiuje dziennikarstwo, no tak nie ma po tym pracy, ale przynajmniej to w jakiś sposób czuje myślę, że jak połączę to z praktyką, to będzie dobrze i pracę też znajdę może nie w tym, zawodzie, ale jest większe prawdopodobieństwo, że bd robić to co lubię. U nas w http://ignatianum.edu.pl/ jest okey, bo cały czas mimo, że jestem na pierwszym roku ta praktyka się przewija, a to jest dla mnie ważne 🙂

  • Pozytywny

    Przykro czytać tyle pesymistycznych komentarzy i widzieć, że młodzi ludzie tracą wiarę w studia i przyszłość. Rozumiem, że niektórzy rozczarowali się kierunkiem studiów, który wybrali albo od samego początku nie wiedzieli, jakie studia podjąć i wybrali to, co wydawało się im najbardziej właściwe, a nie to, co było właściwe. Studiowałem biologię i nie żałuję. Studia były ciężkie, ale nowoczesne i w pełni przygotowały mnie do pracy w zawodzie. Ukończyłem biologię 11 lat temu i od tej pory zawsze pracuję w zawodzie. Pierwszą pracę rozpocząłem już 4 miesiące po obronie pracy magisterskiej. Było to w Polsce. Kolejna praca już w obcym kraju, ale bez najmniejszych problemów, jeśli chodzi o praktykę i wiedzę wyniesioną z uczelni. Zauważyłem, że moi koledzy po fachu z kraju, w którym pracuję mają uboższe przygotowanie do pracy i mniej się uczą na studiach. Program nauczania mają uboższy. Obecnie mam już szóstą pracę w zawodzie i zamierzam wrócić do Polski. Raczej nie znajdę pracy w miejscu zamieszkania (małe miasteczko) i wcale się na to nie nastawiam. Wiem, że muszę szukać pracy w całej Polsce, a ofert jest sporo. Idźcie za głosem serca i nie myślcie, że coś zostanie Wam podane na tacy. Żeby zdobyć jedną pracę, trzeba wysłać mnóstwo aplikacji i uczestniczyć w wielu rozmowach rekrutacyjnych, ale zdobywanie każdej następnej pracy jest już coraz łatwiejsze dzięki doświadczeniu i bogatszemu CV. Pracodawcy zwracają na to uwagę. Trzeba jeszcze umieć się sprzedać podczas interview, a żeby w ogóle otrzymać zaproszenie na rozmowę, należy wyeksponować swoje zalety i umiejętności w CV, i to tak, żeby wyróżnić się z tłumu. Kiedy szukałem pierwszej i drugiej pracy, wysyłałem inne CV do każdego pracodawcy, żeby sprawdzić, które z nich wzbudza zainteresowanie i jest najlepsze. Pisałem je różnymi stylami, nadawałem inną formę, aż się przekonałem, na które otrzymuję odpowiedzi, a które zawsze są ignorowane. Szukanie pracy, to ciężka praca, ale się opłaca.

  • Aneta

    DZIĘKUJĘ ZA TEN POST!!!! Trafiłam zupełnie przypadkiem na Twój blog. Od wpisu do wpisu wpadłam właśnie na tę notkę. Czytałam ją ze łzami w oczach. Nie spodziewałam się, że aż tyle osób myśli tak samo jak ja! Jestem właśnie na II roku studiów i wbrew woli rodziny rzucam te studia. Zawsze lubiłam coś „ogarniać”. Eventy, koncerty, festyny, nawet imprezy studenckie. Na prawo poszłam, bo wyniki z matury z każdego przedmiotu miałam wyjątkowo dobre i nie do końca wiedziałam co w życiu chcę robić. Rodzice mi polecili te studia mówiąc – skończysz, to Ci pomożemy, bo mamy znajomych prawników. Będziesz zarabiała miliony. Uwierzyłam w to (och ja głupia!). Niestety już na drugim semestrze na przedmiocie dodatkowym zwanym „profesje prawnicze” zderzylam się z szarą rzeczywistością. Przychodzili do nas sławni prawnicy, „szychy” lubelszczyzny i opowiadali jak na prawdę wygląda ten zawód. Zabolało, nie powiem, że nie. Pół roku później (po cudownych wakacjach, na których zapomniałam, że istnieje coś takiego jak studia) zrobiłam sobie rachunek sumienia i jedyny egzamin który do tej pory zmusił mnie do uczciwej nauki to było prawo rzymskie (które zdałam za 3cim podejściem). Moi rodzice mnie teraz nienawidzą, znajomi patrzą jak na czubka „bo jak tak na II roku rezygnować ze studiów, przecież to prawie połowa”. Mam pomysł na biznes, czuję, że to właśnie to. Nie wiem czy się powiedzie, to ocenię za kilka lat. Dziękuję Ci za ten post, bo utwierdził mnie w przekonaniu, że jak się nie kocha tych studiów to lepiej omijać je szerokim łukiem 😉 Teraz nie czuję się samotna w mojej decyzji 😉

  • Agn

    Ja przerwałam swoje pierwsze studia po II roku 🙂 Studiowałam co prawda coś zupełnie innego – położnictwo. Miałam dość traktowania nas na praktykach w szpitalu jak gówno. Choćbyś chodziła jak w zegarku, wszystko wiedziała, i tak byś zgarnęła niezły zjeb. Po praktykach na porodówce powiedziałam sobie – DOŚĆ. Sobie i położnym, które mnie regularnie O WSZYSTKO opieprzały. O to, że poszłam do toalety, a pacjentka siedzi sama – no cóż, posiedzi sama dwie minuty, jak chodzę do drugiej na pół godziny potrzymać jej peloty od KTG bo wciąż ucieka tętno to nikt afery nie robi. O to, że nie wiem po pierwszym dniu na oddziale, gdzie są książeczki noworodkowe, bo jak to mogę nie wiedzieć?! Dokładnie O WSZYSTKO. Rzadko doceniano nasze dobre chęci, nastawienie, wiedzę – jak już, to doceniały pacjentki. Jestem obecnie na zupełnie innych studiach, ekonomicznych. Przed decyzją o pójściu na położnictwo myślałam także o nich. Zaraz je kończę. Zrozumiałam jednak, że to zawód związany z medycyną jest tym, co chcę w życiu robić. Mam wrażenie, że jeżeli tych studiów nie skończę, nie będę spełniona. Tak więc… wracam 😉 i nikt mnie nie powstrzyma, nawet kolejna wredna położna… Po prostu musiałam dojrzeć do tej decyzji, dojrzeć do tych studiów, dojrzeć do tego, by wiedzieć, czego chcę. Nie będzie łatwo… Ale wiem, że warto 😉 Czasem trzeba z czegoś zrezygnować, odpocząć od tego,żeby zrozumieć, jak bardzo się to kocha 😉 Pozdrawiam 😉

  • Nauczyciele w szkołach przeceniają możliwości studiów wyższych. To samo jest z rodzicami, wujkami, dziadkami i całym otoczeniem. Kiedy ja zdawałam maturę (a było to 10 lat temu), wszyscy się pchali na: prawo, stosunki międzynarodowe, europeistykę, dziennikarstwo itp. Teraz może 10% z moich znajomych pracuje w zawodzie. Ja sama studiowałam dziennikarstwo. Co mi dały te studia? Nic. Najwięcej nauczyłam się pracując w mediach. Po kilku latach zmieniłam zainteresowania i zaczęłam pracować w…szkółce piłkarskiej 😉 I to była najlepsza praca, jaką kiedykolwiek miałam. Czy przydały mi się studia? Nie. Plusem studiowania było poznanie świetnych ludzi i wyjazd na Erasmusa. Ale świetnych ludzi można poznać wszędzie. Okazji do podróżowania też jest wiele. Ja nigdy nie będę nikogo zachęcała do studiowania.

  • smutnystudent

    Mam taki sam problem… Nie wiem czy to przeczytasz, czy też nie, ale studiuję obecnie na 3 roku prawa, a studia te są dla mnie w takim stopniu męką jak widzę były dla Ciebie. Trwam w tym wszystkim, bo nie mam żadnej alternatywy, nie jestem w stanie podjąc decyzji, czy chcę rzucić prawo, czy mam w to dalej brnąć. Niewiele wyciągam z tego co mamy na zajęciach i pomimo tego, że zdaje te egzaminy mam wrażenie, że nic nie wiem. A patrząc na kolegów i koleżanki na roku, ewidentnie tam nie pasuję. Najgorsze jest to, że czuję się jakbym był w pułapce, 3 lata spędziłem na tych studiach i ciężko jest to zaprzepaścić i porzucić, z drugiej jednak strony stres i zmęczenie mnie wykańczają. Dochodzi jeszcze czynnik rodziców, którzy na moje rozterki odpowiadają jedynie poklepaniem po plecach i słowami „ucz się więcej to dasz radę”. Doszedłem do tego momentu, że w tych studiach zależy mi tylko na tym, żeby dobrze zarobić, co jednak jak się okazuje może być nieprawdą, a jedynie stereotypem. Teraz stoję w kropce i nie wiem co zrobić. Kocham historię i nauka tego przedmiotu zawsze sprawiała mi radość i przyjemność, jednak wszyscy utrzymują mnie w przekonaniu, że po tych studiach nie da się wyżywić rodziny i to mnie najbardziej przeraża. Zostaje tylko kwestia, czy trzymać się prawa, czy rzucić to w cholere…

    • Gdybym teraz była Tobą, zmieniłabym studia na historię (po pierwsze – nikt nie musi pracowac w swoim zawodzie, po drugie – nigdy nie wiesz, keidy Ci się one przydadzą, po 3 – warto uczyc sie czegos, co sie lubi) albo bym wyjechala. np. za granice, zarobic i pojsc na zagraniczne studia, bo w innych krajach mozna znalezc bardziej szczegółowe profile studiów, np. tylko jedna galaz prawa, albo w ogole cos odjechanego.

      • smutnystudent

        Niestety, tu pojawia się ta odwieczna walka ze sobą, oraz strach na myśl o przyszłości. Z kraju nie chcę wyjeżdżać, teraz jest chyba czas na przemyślenia, co zrobić ze swoim życiem. Ale dziękuję za ten artykuł i komentarz, bo to było to czego szukałem cały czas, widzę że sam nie jestem z takim problemem i że te studia w cale nie są takie kolorowe, a praca po nich nie jest czymś pewnym.

    • Jest tyle sposobów, żeby dobrze zarobić! Zastanów się nad czymś innym. I musisz po prostu podjąć decyzję, nikt inny tego za Ciebie nie zrobi!
      Prawo to taka dziedzina, że jeśli tego nie kochasz i tym nie żyjesz, to dobrze nie zarobisz! Musisz być TOP!!! Jednym z najlepszych. Inaczej przez całe życie będziesz się frustrował.
      (Nikt nie powiedział, że jeśli to kochasz i tym żyjesz to dobrze zarobisz, bo jest mega konkurencja, ale to pierwsze co napisałm to prawda – tym bardziej warte rozważenia).
      Rodzice – no fajnie. Oni mają przeżyć za Ciebie Twoje życie?
      To będzie takie straszne, jak rzucisz studia? Moim zdaniem dojrzałość to umiejętność decydowania o sobie, a nie to,że będziesz dawał się nieść życiu, „bo tak wyszło”, „bo rodzice”, „bo bałem się podjąć decyzję”, itp… To Twoje życie i nikt inny go za Ciebie nie przeżyje!

      • smutnystudent

        Tak tylko tu pojawia się kwestia tego, że teoretycznie przemęczę się przez te studia i niby mam wachlarz możliwości na przyszłość i mogę robić równie dobrze coś co nie jest związane z prawem. Najgorsze jest to, że gdy próbuje z kimś o tym porozmawiać, to ludzie pukają się w czoło i mówią, że 3 rok zaraz skończysz, jeszcze dwa – wytrzymasz. Decyzję jest podjąć cięzko bo jako tako nie mam pomysłu na siebie, najbardziej boje się że zdecyduję się na historię i będę tego potem gorzko żałował…

        • Może trochę brutalnie, ale powiem. Jeśli będziesz tak się zastanawiał, miotał, bał się przyszłości… to będziesz tak miał do końca życia.
          Jeśli boisz się tego, że nie wiesz co masz w życiu robić, ja radzę iść do dobrego doradcy zawodowego. Na pewno Ci to pomoże. I jeśli kosztuje pieniądze, tym lepiej – może tak się zmotywujesz, weźmiesz w garść, podejmiesz jakąś decyzję.
          Nie wiem ile masz lat, pewnie 22, 23. Jesteś na początku życia!
          Teraz wydaje Ci się, że ojejeeej, 3 lata, stracone, ale uwierz mi, to nic w porównaniu z tym, co Cię w życiu czeka, ile lat masz zamiar żyć? Przewiduję, że jeszcze z co najmniej 70. Warto się teraz zamartwiać? Czego będziesz gorzko żałował? Że zostawiłeś coś, czego nie lubisz? Że się będziesz męczyć jeszcze przez 2 lata? Że rodzice niezadowoleni?
          Ja widzę w Twoich wypowiedziach dużo strachu. Przeczytaj jeszcze raz to, co napisałeś.
          „nie mam żadnej alternatywy, nie jestem w stanie podjąc decyzji, czy chcę rzucić prawo, czy mam w to dalej brnąć” – nic pozytywnego 🙂
          nie pasujesz, niewiele wyciągasz z zajęć, czujesz się jak w pułapce, stres i zmęczenie Cię wykańczają.
          „to mnie najbardziej przeraża”
          „Najgorsze jest to, że gdy próbuje z kimś o tym porozmawiać, to ludzie pukają się w czoło” – ale to TY MASZ PODJĄĆ DECYZJĘ, a nie ludzie. Dlaczego dajesz innym prawo do podejmowania decyzji dotyczących Twojego życia?
          „Decyzję jest podjąć cięzko bo jako tako nie mam pomysłu na siebie, najbardziej boje się że zdecyduję się na historię i będę tego potem gorzko żałował…”
          Ja naprawdę widzę, że boisz się wziąć odpowiedzialność za swoje własne decyzje. A wiesz co kiedyś przeczytałam?
          „Ludzie sukcesu nie boją się podejmować decyzji”.
          Mnie to przekonało, bo ja chcę być człowiekiem sukcesu.
          (Uwaga, nie mylić z „chcę być uważana za człowieka sukcesu” – ja chcę aby sukces to był dla mnie, osobiście, chcę się czuć szczęśliwa i szczerze – rybka mi co sobie ktoś pomyśli).
          Mam nadzieję, że się nie obrazisz za taki komentarz – ale chciałam Cię jakoś zmotywować.
          I UWAGA wcale nie do tego, żebyś rzucił studia, ale do tego, abyś podjął decyzję i jeśli taką decyzją będzie „dokończę studia”, to żebyś przestał się zamartwiać i biczować. Po prostu naucz się tego co musisz, pozdawaj egzaminy, na minimalnym wysiłku, bez stresu że uczysz się, a po egzaminie nic nie zostaje Ci w głowie, do momentu uzyskania dyplomu. Po studiach prawniczych jest faktycznie mnóstwo możliwości. Od asystenta w kancelarii, przez pracownika działu kadr (prawo pracy), w firmach farmaceutycznych także (prawo farmaceutyczne! sądzę, że dość na topie! i w takich firmach wcale nie najgorzej się zarabia!!), a może znajdziesz inną pracę, która Ci się spodoba.
          ALE PODEJMIJ WRESZCIE DECYZJĘ

  • Joanna Krüger

    Bardzo trafny artykuł! Sama jestem po prawie i mam podobne odczucia. Też się „przebranżowiłam” i nawet wyjechałam z Polski. Mi najbardziej nie podobało się, że zarobki są kiepskie i nawet przy kasie supermarketu zarobi się więcej. Poza tym ta atmosfera intryg, plotek oraz starsznie zidiociali ludzie wokół ciebie. Moje koleżanki, które zostały „w zawodzie” wciaż są wykorzystywane na maksa. Nie mają czasu na życie prywatne (mimo czterdziestki na karku) wciaż nie założyły rodziny, finansowo „ledwo przedą”. Jako ciekawostkę mogę podać, że moja przyjaciołka po zdobyciu tytułu radcy prawnego, została w swojej pracy zdegradowana i odesłana do działu nie związanego z prawem. Pewnie ktoś „z wysoka” poczuł z jej strony zagrożenie….

  • Domagalski Janusz

    Informatyka, marketing, budownictwo. Tutaj http://www.gowork.pl/praca/radom;l

    sporo pojawia się ogłoszeń z tej branży. Co prawda niewiadomo jaki będzie rynek pracy za te 5 lat, ale tego nikt nigdy nie bedzie wiedzial.