Życie psiarzy nie jest usłane różami, bynajmniej z powodu psów. Pomimo braku przepisów, które wykluczałyby psy z funkcjonowania w mieście, są one traktowane jak chodząca ebola, której miejsce jest pomiędzy stojakiem na rowery, a śmietnikiem.

Jako dziecko dużo podróżowałam z rodzicami, jak i z psami. W moim domu zawsze było wiele zwierząt, nawet w momencie gdy wyniki pokazały alergię na wszystko, w tym sierść psów i kotów – ilość zwierząt się nie zmniejszyła. Jedynie psy częściej zażywały kąpieli, a zabawki leżakowały w zamrażarce.
Obecnie w domu rodzinnym przebywa siedem kudłaczy. We Wrocławiu nie mam psa.

Dlaczego?

Agency: DStv Cesar Millan
Agency: Ogilvy & Mather

Bo wyprowadzanie psów we Wrocławiu to koszmar. Dom rodzinny znajduje się w małym miasteczku otoczonym lasem. Sielanka. Poniemiecki dom i przeogromny ogród, który pamięta czasy, gdy był częścią ogrodów działkowych. Ta powierzchnia pozwala mi zwierząt nawet nie zabierać na spacery, bo ciężko o tak dużą, wolną przestrzeń z dala od ludzi i samochodów.
Wrocław. Kiczlerka-kawalerka bez balkonu, drugie piętro bez windy. Aż prosi się o psa, który pozwoliłby mi ruszyć cztery litery na spacer. Jednak ilość przeszkód jest zatrważająca.

Spacer

Molestatorka psów || fot. Magdalena Reyman
Molestatorka psów || fot. Magdalena Reyman

Mały pies, mały kłopot. Z dużym sprawa jest dużo konkretniejsza. Nie wystarczy, że sprzątasz kupy. Zarządcy budynków i administracja miejska upodobała sobie stawianie przekreślonych psów na każdym mikroskwerze, który w centrum dużego miasta jest na wagę złota. Oczywiście, że psiarze ignorują ten zakaz, bo nie tylko jest nielegalny (wyrok NSA II OSK 2439/14), ale przede wszystkim absurdalny. Dlaczego zawłaszczać naturę mają ci, którzy najchętniej ją niszczą? Nie zwierzęta zabetonowały każdy skrawek ziemi, aby teraz im ktoś mówił, że „brudzą” tereny zielone.

Podróż

Julka prowadzi, jestem bezpieczna || Fot. Magdalena Reyman
Julka prowadzi, jestem bezpieczna || Fot. Magdalena Reyman

Wbrew oburzeniu niektórych (a mojemu szczęściu, bo uwielbiam kraść ludziom psiaki na czas nudnych podróży w autobusie czy pociągu), pies może podróżować. Podsumowanie tego, jak dany przewoźnik kolejowy podchodzi do psa w pociągu znajdziesz na blogu Podróże z Psem.

Zakupy i obiad

Julka w Złym Mięsie we Wrocławiu
Julka w Złym Mięsie we Wrocławiu

Wszystko powyższe to pikuś w sytuacji, gdy chcemy w trakcie spaceru odpocząć w restauracji lub wpaść do sklepu po mleko sojowe czy tampony. O ile restauracje coraz częściej pozwalają obiad zjeść w towarzystwie psa, to sklepy i galerie handlowe to wciąż jakieś magiczne miejsca, które bronią się przed tajemniczymi wirusami psiny.

Nie znam ogólnie brudniejszych miejsc niż centra handlowe. Bardzo często spotykam tam bezdomnych, zaś w Kauflandzie na dziale spożywczym byłam świadkiem tego, jak dziesięciolatek wymiotował między lodówkami a warzywami (co posprzątać musiała ekspedientka). Ostatnio zresztą też rozeszła się informacja o dziecku, które w sklepie oddało mocz.

Advertising Agency: Kitchen, Prague, Czech Republic
Advertising Agency: Kitchen, Prague, Czech Republic

Bywam z psami na spacerach, w restauracjach i w publicznych miejscach, z którym jakimś cudem nikt mnie nie wyrzucił. Nigdy nie przytrafiła mi się sytuacja „nie do ogarnięcia”. Przed wejściem w miejsce mocno obetonowane czy zamknięte, czekam aż pies załatwi swoją potrzebę w miejscu bardziej ustronnym. Większość psów nauczona jest załatwiać się na dworze, więc nawet nie pomyśli aby skorzystać z posadzki. A nawet gdyby – opiekunowie psów są wytresowani przez wprawny monitoring sąsiedzki i potrzeba psia nawet do końca nie zostanie wydalona, a jest już posprzątana. Tymczasem nie brak doniesień, że rodzice dzieci w takich sytuacjach kontynuują zakupy, jakby nigdy nic. Ani myślą sprzątać po swoim dziecku. Dlaczego dzieci, których zarazki mają dużo większe przełożenie na ludzi, niż psie, są wpuszczane do sklepów? Nie bez powodu nie zarażamy psów grypą, międzygatunkowe choroby są rzadkością.

Inne kraje

Policz wszystkie psy - plaża w Norden, DE || Fot. Magalena Reyman
Policz wszystkie psy – plaża dla psów w Norden, DE || Fot. Magalena Reyman

Długo twierdziłam, że to taki abstrakcyjny zwyczaj. Przeżyłam szok dopiero, gdy jeździłam po kraju naszych zachodnich sąsiadów. Spotykałam w Niemczech labradory, owczarki czy kundelki w centrach handlowych. Psy były wszędzie, bardzo kulturalnie chadzały przy nodze, nie brakowało też przestrzeni typowo dla psów. Np. plaży, gdzie mogły do woli się bawić, oddzielone od ludzi bez zwierząt.

W Polsce zaś kreujemy przestrzeń zakazami.

Jak to mamy w zwyczaju, argumentujemy to dobrem dzieci, dobrem wspólnym i każdym tam innym. Więc najlepiej chodzić w masce i rękawiczkach. Tak just in case.

Prawo?

Advertising Agency: Jung von Matt, Stockholm, Sweden
Advertising Agency: Jung von Matt, Stockholm, Sweden

Wielokrotnie słyszymy od pracowników farmazony, że to prawo zakazuje wstępu zwierząt do takich świątyni czystości, jak Tesco czy Pizza Hut. Jak wygląda to w rzeczywistości?

Zakaz wstępu psów do galerii handlowych, sklepów (również spożywczych) czy restauracji nie ma uzasadnienia w przepisach. Nie ma co szukać sojusznika w Sanepidzie, cytuję Jana Bondara, rzecznika prasowego Głównego Inspektoratu Sanitarnego:

Przepisy nie mówią nic o tym, czy pies może przebywać w takim miejscu, czy nie. Mówią jedynie, że to na właścicielu spoczywa odpowiedzialność za bezpieczeństwo żywności. Może mieć w restauracji nawet sto psów – jeśli żywność jest bezpieczna, nam nic do tego.

(pełen wywiad: tutaj)

Mordercy psów

Źródło: MyDogIsCool
Źródło: MyDogIsCool

Nie ustają kolejne doniesienia o zagotowanych psach w autach. Dopiero w 2015 roku doczekaliśmy się tego, że JEDEN sklep Media Markt wywiesił zgodę na wstęp dla psów. Za tym krokiem poszedł jeden Auchan oraz Urząd Miejski w Słupsku ( Robert <3). Do powszechnej zgody na psy jednak wciąż daleko. Bo ta prymitywna niechęć bez punktu zaczepienia w logice siedzi wciąż w ludziach, którzy na sumieniu mają gotujące się żywcem psy latem. I zamarzające lub kradzione spod sklepu zimą.

Owszem, to wina przede wszystkich opiekunów psów. Nie ma zgody na pozostawianie zwierząt w samochodach czy pod sklepem i każdego takiego geniusza z chęcią bym w takim aucie zamknęła. Ale zakaz wprowadzania psów sprawia, że coraz więcej ludzi odkrywa w sobie głupotę. Taka nowa wersja: okazja czyni debila.

Fakty

Advertising Agency:GPYR Brisbane, Australia
Advertising Agency: GPYR Brisbane, Australia

Opiekun psa jest za niego odpowiedzialny. Tak jak opiekun dziecka i osoby starszej. Tak jak ty jesteś odpowiedzialny za siebie. Tobie, dziecku, babci, dziadkowi i psu może zdarzyć się nieprzewidziana sytuacja, w której zobowiązany będziesz do sprzątania lub zapłacenia za szkody. Mało to porodów w taksówkach? A jednak zakaz ciężarnych w taksówkach jest dużo rzadszy, niż zakaz psów. Wody płodowe i krew jest zdecydowanie dużo trudniej usuwalna, niż odrobina sierści.

Media Markt - gratulacje za ten krok!
Media Markt – gratulacje za ten krok!

Każdorazowo możesz od opiekuna psa, kota, dziecka, babci żądać posprzątania bałaganu lub zwrotu pieniędzy za szkodę, której każdy może się dopuścić mniejszym lub większym przypadkiem. Dlaczego bardziej boimy się psa w sklepie, który zapewne ma pakiet szczepień, jest regularnie odrobaczany i przy szyi ma beczułkę z woreczkami na kupę, niż dziecka, które w przedszkolu załapało wszy i jest w trakcie ospy wietrznej?

Napisz, czy akceptujesz zwierzęta w przestrzeni publicznej i czy chcesz, aby te pojawiały się w sklepach czy restauracjach.

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

609
Udostępnień
Pinterest Google+
Poprzedni artykuł

Głupi sposób na śmierć św. laleczki Chucky - Wykopki Internetowe #8

Następny artykuł

Czy jesteś korpodzieckiem? - Mały Książę

  • Fajny, przydatny tekst 🙂 podajemy dalej 😉

  • Ja akceptuje.
    WE ogóle nie kumam skad ta psofobia, kotofobia zreszta tez.
    Nigdy nie zapomne jak kiedys mi jakas sasiadka zagrozila, ze ustrzeli mi kota bo Maletna usiadla (usiadla, kazdy kto ma kota wie kiedy kto siedzi a kiedy zalatwia swoje fizjologiczne potrzeby) w piaskownicy zrobionej z budowlanego pisaku, ktory byl przez 2 lata wychodkiem wszystkich zwierzat a potem ktos go wsadzil do piaskownicy.
    I ta pani, odwaznie chowajac swe lico za oknem z zaluzjami insynuowala mi, ze moj szczeiony, odrobaczony, zdrowy kot ktory 10 miesiecy roku spedza w czystym domu roznosi toksoplaze bo usiadł w piaskownicy…
    Ludzie sie naczytali, ze kot to toksoplazmoza a nie kumaja, ze bakterie tej choroby sa obecne wszedzie. Zwlaszcza na nieumytych warzywach i owocach.

    • Tak, paranoja toksoplazmozy to już w ogóle inna bajka. „Bo jak zajdziesz w ciąże to dziecko będzie miało trzy głowy”. Cholera wie czym dzieci mogą mi koty zarazić :C
      A kobity za żaluzjami okiennymi na osiedlach to już w ogóle osobny oddział prokuratury.

      • Nie no z pania owa poszlo na noze, bo moj mąż powiedzial pni, ze dzwoni po policje bo to grozby podlegajace karze i serdecznie pozdrawia ja za odwoge pokazania sie w swoich pogladach.
        Wsciekla sie.
        Ale szybko wyczailismy ktora to bo przychodzila z wnuczkiem na piaskownice to glosno komentowala, ze „ma nadzieje, ze ktos ma dosc krotka smycz by nie dojsc do piaskownicy”. Moja sasiadka odpowiedziala jej kiedy, ze ma nadzieje, ze jej dziecko tez ma smycz bo sie o swojego psa boi.

        • I bardzo dobrze, starsi ludzie często zupełnie nie ogarniają tego, że nie można już komuś grozić bezkarnie jak za czasów faraona. Mądry mąż!

  • Okamia

    Zgadzam się. U mnie dodatkowym super argumentem jest posiadanie psa „TEJ RASY” a także dwa tak wielkie psy (oba należą do moich ulubionych komentarzy). Kilka razy w komunikacji miałam przykre sytuacje z mamuśkami oraz starszymi paniami że mam tupet podróżować z psem mordercą (Prośka, biały mix amstafa wielkości sznaucera może troszkę większa) na kolankach. Pewnie gdyby zamiast Prośki miała bym yorka albo innego ‚psiaka zabawkę’ to już problemu by nie było 🙂

    • Jejku, amstafki są takie słodkie <3 Mi cały czas wmawiano, że mój przerośnięty jamnik (doberman w sensie) to morderca. A mordowała jedynie jak puszczała bąki :C

      • Okamia

        Tak są kochane <3 Dobcie też są fajne 😀 Moja przyjaciółka ma dobka – taki guffy typowy <3

    • Lilla Paluszkiewicz

      Kocham amstafy i pitbullowate boxery <3 mopsy <3 na prawdę a mówienie na nie mordercy to absurd ! Jeśli psy są bite lub wychowywane na obrończe itp. mogą być agresywne a określenie morderca do takich lub innych "groźnych" ras jest dla mnie ocenianiem po wyglądzie moja siostra ma dziecko i nie ocenia ani nie twierdzi że są groźne ale zachowuje ostrożność sama miała psa labradora i twierdzi że dzieci wychowywane zpsem są szczęśliwsze wrażliwsze i odpowiedzialniejsze i podzielam jej zdanie

      • Okamia

        Z doświadczenia i porównania z drugą suką (mix husky) muszę powiedzieć że tak zwane TTB (terriery typu bull) są chyba najbardziej emocjonalną grupą psów jakie spotkałam. Ja osobiście bardziej obawiam sie labradorów i goldenów oraz małych pikusiów ze względu na mity o tym że są łagodne (przez co niektórzy uważają że takiego psa się nie wychowuje) niż TTB w odpowiednich rękach. A co do połączenia pies-dziecko to nawet posiadając psa małej rasy trzeba uważać i kontrolować zabawy. Obserwować mowę ciała psa i nie pozwalać dziecku na za wiele.

    • „Psy mordercy” to zazwyczaj najbardziej urocze psy na świecie <3

  • Joanna Barbara Gębicka

    Ależ oczywiście, że akceptuję i uważam, że pies i kot, czy inny zwierzak powinny mieć wstęp wszędzie ze swoim opiekunem, który ponosi za nie odpowiedzialność. Zawsze mnie fascynuje jak mam zrobić zakupy w sklepie zoologicznym w centrum handlowym, do którego nie mogę wejść z psem… Kilka lat temu, gdy jeszcze studiowałam i często odwiedzałam biblioteki i czytelnie w mojej okolicy, zawsze jeździłam ze swoją sunią i nikt mnie nigdy nie wyprosił, tak samo w liceum. W tym roku byliśmy nad morzem w Jarosławcu z dwoma pieskami i pomimo, że jest zakaz wejścia z psem na plażę, to nikt również uwagi mi nie zwrócił i wszyscy reagowali bardzo pozytywnie, tak samo w restauracjach. Za to na dzikiej plaży w pobliżu Konina pewna mamusia wyraziła wielkie oburzenie, gdy moja sunia zamoczyła łapy, by się napić… – oczywiście powiedziałam, że jak jej się coś nie podoba, to może udać się na plażę strzeżoną, a poza tym mój pies przynajmniej do wody nie sika, czego nie można było powiedzieć o jej dziecku…

    • W ogóle to wiele osób wyraziło jakąś tam solidarność z powyższym tekstem, ale bało się podać go dalej z obawy przed „matkami”. I o ile daleka jestem od deklarowania, że wszystkie matki trafiają na Bekę z mamuś na forach, to jednak jest jakaś silna grupa osób czujących się silnie uprzywilejowanych z racji rozmnożenia się.

  • Donata Biskup

    a najlepsze jest to, ze te wielce oburzone nigdy same po swoich psach nie sprzataja… a juz najwiekszym hitem sa mamusie, ktore pozwalaja dziecku zalatwiac sie zawsze i wszedzie, oczywiscie nie sprzatajac po „dwojce” 😀

    • Joanna Piotrowska

      No sorry , oburzona jestem a po swoim psie zawsze sprzatam . Jesli ja nie lubie dzieci (przyklad tylko) a i takich ludzi troche tez sie znajdzie to moze zabronmy wchodzenia dzieciom do X roznych miejsc bo przeciez dziecko ma nawet wieksza `szkodliwosc` niz pies . Smutne to ze cierpia normalni psiarze przez tych co nie maja kultury . Jednak widzialam juz full przypadkow głupich i nieodpowiedzialnych matek i roznych innych ludzi a im sie jednak niczego nie zabrania …

      • Okamia

        Ja jestem za! Można zauważyć w sklepach spożywczych jakie są kochane dzieci i ich mamusie kiedy dzieci szaleją między alejkami i chwytają w swoje brudne łapki wszystko co się da. (tak, nie lubię dzieci)

        • Donata Biskup

          ja dzieci lubie. NORMALNE dzieci, a nie stada roszczeniowych, rozwydrzonych gnojkow, ktorym wszystko sie nalezy i ktorym wszystko wolno. a niestety, populacja gnojkow znacznie przewaza nad dziecmi…

      • Donata Biskup

        ja akurat tez sprzatam, i tez opieprzam niesprzatajacych, bardziej chodzilo mi o warujace przy oknach i wyzywajace babcie, ktore potem zdarzalo mi sie widziec pod blokiem cichutko czmychajace z miejsca zbrodni, gdzie jej piesek popelnil „dwojke” 😀 oczywiscie nie jest to regula, ale czesto zdarza mi sie to widziec.

    • no co Ty?! wielkie propsy!

      • Donata Biskup

        osobiscie widzialam taka akcje na osiedlu, na ktorym kiedys mieszkalam… dziecko z pomoca mamy wyszlo z piaskownicy, zalatwilo sie trzy metry dalej, pod krzakiem, mama wytarla pupcie i sobie poszla… -.- a nad jeziorami to juz nie mowie, sciaganie pieluchy i wpuszczanie dziecka do wody za potrzeba pozniej skutkuje doroslymi, ktorzy zachowuja sie tak samo.

  • Faustyna Maciejewska

    Do Galerii Łódzkiej z psami można przychodzić od dawna. Polecam! 🙂

    • Odwiedzę koniecznie <3

  • Natalia Klimaszewska

    Wybaczcie klakierzy, ale nie. Nie zgadzam się na psa w sklepie spożywczym i jego pysk w lodówce. Sorry, rzygających dzieci w marketach osobiście nie widziałam, natomiast pasa liżącego się po jajach po czym radośnie wkładającego mordę w ludzką paszę owszem. Jeśli macie ochotę jeść z waszymi pupilami z jednej michy to wasza sprawa, natomiast ja jestem lekko obrzydliwa i nie życzę sobie. Tak samo szczęściem nie napełni mnie kiecka upieprzona sierścią np. w taksówce- jakbym chciała mieć wszędzie psie kłaki to miałabym psa. A jeśli nie przemawiają do Was argumenty o tym, że ktoś może się brzydzić, to proszę o zrozumienie mojego panicznego lęku przed psami i sorry jeszcze raz, nie trafia do mnie argument on nie gryzie, ja się go boję mimo Waszych serdecznych zapewnień drodzy psiarze. Tak mam, po kilku pogryzieniach przez poyebane kundelki różnych rozmiarów(wybaczcie słowo – psy z natury nie były winne, poyebane stały się przez nieodpowiedzialnych właścicieli, tyle że nikt nie ma na czole napisane jestem dobrym odpowiedzialnym właścicielem, więc boję się wszystkich w czambuł)

    • Joanna Sosulska

      Naprawdę jest Pani obrzydliwa? Szkoda…

      • Natalia Klimaszewska

        na prawdę nie zrozumiałaś? szkoda … 😉

        • gamonblood

          Rozumiem że jeśli któryś z ludzi Cię poniży i zbluzga to będzie za ograniczeniem prawa ludzi do przebywania w przestrzeni publicznej??? Na tyle sobie człowiek może w życiu pozwolić na ile jest odporny na presję jaką na nim wywiera świat. Gdyby poparzeni w dzieciństwie nie używali ognia, pogryzieni uciekali od psów, obrażeni lub poniżeni przez kolegów nie przebywali z ludźmi a Ci którzy kiedyś dostali zj*bę od szefa nie pracowali to cała hierarchia społeczna dawno by się zawaliła.

          • Natalia Klimaszewska

            powiedzcie to ludziom z arachnofobią… jakoś, dziwnie ludzie potrafią
            zrozumieć nieracjonalny lęk przed pająkiem, a całkiem uzasadniony strach
            przed psami wydaje im się dziwny… bardzo proszę, spróbujcie wejść w miejsce publiczne z oswojoną tarantulą na smyczy i oczekujcie akceptacji 🙂
            Ja nie jestem anty psowa, ja po prostu uważam, że do wszystkiego trzeba podchodzić ze zdrowym rozsądkiem, pies w centrum dużego miasta jest poronionym pomysłem, zwłaszcza z tych większych niż szczur. Pies na placu zabaw jest pomysłem z cyklu hardcore – nigdy nie masz pewności co Twój ukochany pupil pomyśli na widok apetycznie wyglądającego trzylatka. Pies w centrum handlowym? no błagam, a jaką do cholery on ma z tego radochę? Pierdyliard zapachów, męczące światło, hałas, chaos… faktycznie musicie nieziemsko „kochać” swoje psiaki skoro tak entuzjastycznie chcecie prowadzać je po mordorach… Restauracja, kolejne rewelacyjne miejsce dla psa hhhhh… już mi się nawet z Was szydzić nie chce… zacietrzewiliście się w konieczności wprowadzania waszych „kochanych” Pupilków w przestrzenie które z gruntu są dla nich nie przyjazne i nieprzystosowane – przy czym nigdy nie będą z racji swoich funkcji… Przypomnę jeszcze na koniec drodzy obrońcy, że chodzenie po schodach jest dla psów wybitnie szkodliwe – przyczynia się do ich przedwczesnych zgonów, chodzenie po chodniku również im nie służy, może zaczniecie teraz kampanię na rzecz likwidacji schodów i kostki brukowej 😀 😀 😀

          • kynokultura

            Pani Natalio, niestety, trudno brać Pani wypowiedzi na poważnie. Rozumiem, że taki ma Pani styl bycia i pisania, ale musi być Pani świadoma, że ten sposób wypowiedzi budzi co najmniej niechęć i wtedy Pani problem – jakim jest kynofobia – nie jest brany poważnie, a jest traktowany jako wymysł osoby, która chce włożyć kij w mrowisko. Postaram się jednak potraktować Pani argumenty trochę bardziej serio.
            Myślę, że Pani brak wiedzy na temat psów – uzasadniony, bo nie ma Pani psa i nie musi się na psach znać – też tutaj nie pomaga. Rzucanie oskarżeń o męczenie psów w stronę właścicieli, którzy o nie bardzo dbają, nie dodaje Pani wiarygodności. Nie wiem, czy jest sens, żebym tłumaczyła Pani, co oznacza socjalizacja psa? Czy Pani w ogóle chce to zrozumieć czy woli jałowe dyskusje na forum? Ale spróbuję. Co mi szkodzi.
            Po pierwsze, właściciele psów dostają w łeb z dwóch stron. Z jednej strony są miastowi. Z drugiej – mieszkańcy wsi i małych miejscowości. Według miastowych antypsiarzy, w miastach pies nie ma racji bytu, bo jest mało dla nich przestrzeni, muszą mieszkać w bloku, bo wokół jest dużo ludzi, w tym dzieci, a „pies to jednak zwierzę” (tak jakby człowiek nim nie był). Słyszymy oburzenie, że chce się stawiać wybiegi dla psów za „publiczne pieniądze” (tak jakby psiarze nie płacili podatków). No i słyszymy, że „są ludzie, którzy mają alergię albo się boją psów”.
            Druga strona, czyli wsie i małe miasteczka, to nadal instrumentalne traktowanie psa. Pies ma być na łańcuchu lub przy budzie. Jeśli ktoś chodzi z nim po wiosce, jest dziwny. W najlepszym przypadku słyszymy, że „pies do lasu powinien chodzić”. Problem w tym, że w lesie psa nikt nie chce. Pies luzem dostanie kulkę od myśliwego, co jest niby nielegalne, ale na porządku dziennym. Wszelkie nieużytki, pola, zarośla także podlegają pod okręg łowiecki. Pies niby jest zwierzęciem, ale nie traktuje się go jak zwierzę. Nie wolno mu być na swobodzie, w lesie, na łące. Taki banita. Ani to zwierzę, ani człowiek. Niewiadomoco. Ale w mieście przynajmniej nikt bezkarnie nam psa nie zastrzeli, to duży plus.

            Dlaczego właściciele psów tak się plują o swoje prawa? Chyba dlatego, że widzą, że za granicą tak może być. Współistnieją ludzie i psy. Przepisy są na tyle liberalne dla psiarzy, że nie muszą ich łamać, żeby spełnić podstawowe potrzeby swoich zwierząt. Ja dzień w dzień łamię prawo, bo puszczam psy, żeby porzucać im piłkę. W krajach zachodnich można robić to legalnie. Co ciekawe, w Irlandii widziałam mnóstwo psów luzem i nie podbiegł do mnie ani jeden, w ciągu miesiąca pobytu tamże. Dlaczego? Pewnie przez edukację. Pewnie przez odpowiedzialne adoptowanie i sprzedawanie psów. U nas pan Jaś spod budki ma szczeniaki, daje je byle komu, nikt nie ma nad tym kontroli. I takie szczeniaki z przypadku dorastają, totalnie zostawione same sobie, i gryzą Panią. Ja nie miałabym nic przeciwko wymogowi szkolenia psa na podstawowym poziomie dla każdego właściciela w zamian za bardziej liberalne prawo. Pies ma dyplom z posłuszeństwa, został sprawdzony przez behawiorystę pod kątem agresji? Ok, może biegać luzem w parkach, wchodzić do knajp. Jest problematyczny? To każde miasto zapewnia wybiegi dla psów. To motywowałoby do szkolenia, wychowywania i chodzenia do szkół czy behawiorystów. I rozwiązałoby problem psów potencjalnie niebezpiecznych.

            Dlaczego więc ludzie chcą brać swoje psy do kawiarni, galerii handlowych, sklepów, muzeów? Właśnie dlatego, że jest tam „pierdyliard” zapachów, różni ludzie, różne nawierzchnie. Pies, który od szczenięcia jest oswajany ze wszystkim, co nazywamy socjalizacją, jest stabilny psychicznie. Nie zareaguje strachem i złością na nagły hałas, klepiące go po głowie dziecko. To właśnie psy ogródkowe, łańcuchowe, te, które są zwyczajnie zdziczałe i trzymane w odosobnieniu – gryzą najczęściej. Pies łańcuchowy czy kojcowy przez lata gromadzi w sobie agresję, frustrację. Czy to dziwne? Psy mają takie same emocje jak my, takie same hormony nimi rządzą (adrenalina, kortyzol, oksytocyna – dokładnie te same substancje). Brak ruchu, strach, niemożność ucieczki w razie zagrożenia – mózg uczy się, że nie może uciec. Jeśli się boi, musi atakować. Niestety, podobnie działa smycz, jeśli właściciel nie wybiega psa i nie nauczy radzić sobie z emocjami. Potem pan Zdziś nieopatrznie nie zamknie kojca albo spuści Funię ze smyczy. Przychodzi mała Natalia, a ta kupa złości i zdziczenia w futerku rzuca się jej na nogę.
            Ale gdyby pan Zdziś chodził na psie wybiegi, chodził z Funią od szczeniaka do kawiarni, zainteresował się trochę behawiorystyką – suka od początku byłaby przyzwyczajona do dziwnych hałasów, małych dziewczynek, trudnych sytuacji.

            Pies w mieście to jest pewien lifestyle. Pies jest trochę jak rower, rolki, a trochę jak dziecko. Właściciele psów spotykają się ze sobą, rozmawiają o podopiecznych. Biorą udział w różnorodnych zawodach i imprezach sportowych, to pozwala im na poznanie siebie. Pies pozwala na opadnięcie barier między ludzi – nawet nieśmiała dziewczyna zagada do właściciela psa tej samej rasy. Dlatego lubimy psy. Otwierają nas na ludzi. Przy tym zwierzaki dają właścicielom mnóstwo radości, bo są kochane, pełne energii, chcą się głaskać i przytulać. Znam ludzi, którzy wzięli sobie psa, gdy ich dzieci osiągnęły wiek nastoletni, i przelali na niego tę czułość, którą mieli wobec 4-5 latków. Bo nastolatka już się nie da pogłaskać i przytulić, a wyjście z rodzicami do kawiarni to dla niego „wiocha” 😉 Więc pytanie – skoro psy dają ludziom radość, a nauczone odpowiedniego zachowania i dobrze wychowane nie sprawiają zagrożenia, dlaczego nie mogą być w przestrzeni publicznej? Bo wciąż mamy w pamięci psy łańcuchowe, które agresywnie ujadają? To tak, jakby zakazać jeździć autem, bo są gdzieś tam kierowcy, którzy zabijają pieszych.

            Ma Pani, Pani Natalio, prawo do swojej przestrzeni osobistej. Pies nie powinien do Pani podchodzić, zaczepiać Pani, wchodzić w jakiekolwiek interakcje. Myślę, że większość psów tego nie robi, statystycznie rzecz biorąc. Ale zdarza się taki, który do Pani podbiegnie. Podobnie ma Pani prawo do przejścia ulicą bez zaczepek, ale zdarzy się jakiś pijaczek, który do Pani podejdzie i zacznie nagabywać, ba!, dotykać. Jeśli miała Pani złe doświadczenia z mężczyznami w przeszłości, taka sytuacja Panią przerazi. Ale to nie jest jeszcze powód, by zakazywać wszystkim mężczyznom chodzenia po ulicy. Ma Pani prawo ryknąć na właściciela psa, żeby zabierał zwierzaka, lub zadzwonić na straż miejską. Tak samo z pijaczkiem. Ale Pani lęk czy niechęć nie może być podstawą do stanowienia prawa.

          • Natalia Klimaszewska

            Dziękuję za poświęcony mi czas. Faktycznie mam ironicznie zjadliwy język i wymagam od czytacza (słuchacza również) myślenia i spojrzenia z dystansu. O psach wiem więcej niż może się wydawać, wychowywałam się z owczarkami niemieckimi starego typu (kiedy jeszcze rozmiarem nie przypominały pinczerka) Psy były prowadzone idealnie, jeden był wyjątkowym wstręciuchem i nie lubił ludzi (był psem po kojcu, emerytowanym pogranicznikiem)- miał ciężkie pomysły bronienia swojego stada przed światem za wszelką cenę, co skutkowało warczeniem na sukę z cieczką (to była psia miłość 😉 ) Abart zmarł niestety po roku zadławiwszy się kością która miał w gardle od czasów służby, niestety zanim trafił do nas nie dbano specjalnie o jego los.
            Następna była sunia, psia ciapa rozmiarów cielaka, z absolutną i bezwarunkową miłością do całego świata (typ który złodziejowi wykopałby ostatnią stówę coby miał na taryfę i z łupem nie musiał lecieć świńskim truchtem) Oczywiście szkolona w najlepszych szkołach, pies idealny, płaczę za nią do tej pory, a minęło dwadzieścia lat.
            Dlatego moja kynofobia nie jest z księżyca, wiem jak podchodzić do psa (teraz już nie podchodzę) a mimo to zostałam kilkakrotnie pogryziona przez ogłupione nieumiejętną hodowlą zwierzęta. Miałam też kilka przykrych incydentów z niedopilnowanymi psami przy moim dziecku, nikomu nie życzę tego strachu. Dlatego stanowczo sprzeciwiam się wprowadzaniu psów w przestrzenie które wymieniałam wcześniej. Dopóki nie wyedukuje się właścicieli np. pitbuli że nie jest to kanapowiec, ani urodzony morderca, tylko pies z nadmiarem energii i jeśli się nie wyszaleje to zostanie domowym terrorystą i z radością zeżre domowników. Dopóki właściciele nie nauczą się odpowiedzialności za działania swoich pupilów dopóty będę protestowała i nie zgadzała się na psie towarzystwo

          • kynokultura

            Pani Natalio, niewłaściwie wychowane psy i niewłaściwie wychowani ludzie nie znikną prawdopodobnie nigdy. Dokładnie to samo, co mówi Pani o psach, może odnieść się do ludzi. Można więc powiedzieć, że dopóki ludzie nie przestaną tłuc butelek o chodnik, nie zgadzam się na ich wpuszczanie do parków. Dopóki mężczyźni nie przestaną zaczepiać kobiet (trzymam się tego, bo notorycznie obrywam obelgami i obleśnymi komentarzami od płci przeciwnej), nie pozwalamy im wchodzić do kawiarni, barów i restauracji. I tak dalej, i tak dalej. To nie jest droga, ani w przypadku psów, ani w przypadku ludzi. W ten sposób kara dosięga osoby, które są odpowiedzialne, a nie dosięga osób, które bezczelnie łamią prawo. Ja dostanę karę za to, że ktoś inny tłucze butelki. Mój pies, którego szkolę i wychowuję i któremu poświęcam ogrom czasu, dostanie karę za to, że kiedyś jakiś przypadkowy pijaczek nie wychował swojego psa i ten pies Panią ugryzł. Nie zgadzam się na to. Nie jestem odpowiedzialna ani za inne psy, ani za innych ludzi.
            Wyobraża sobie Pani, że Pani dziecko nie może wejść do knajpy, bo jakieś inne dziecko ze złości stłukło tam butelkę i narobiło rabanu? A jaki ma Pani na to wpływ? Dlaczego Pani i Pani dziecko macie cierpieć, bo jakiś rodzic nie umiał wychować swojego dziecka? Przecież Pani daje z siebie wszystko, żeby Pani dziecko było „ogarnięte”. To samo dotyczy właścicieli psów. I dlatego generalizacja jest tu bardzo niesprawiedliwa.

            Widzę u Pani masę stereotypów, których Pani się trzyma kurczowo. Pani owczarki były wspaniałe, reszta psów to potwory. Opowieść o pitbullach jest zabawna o tyle, że Polsce psów tego typu jest niewiele – polski Związek Kynologiczny nie uznaje pitbulli za rasę. Pewnie chodziło Pani o tak zwane amstaffy (american stafordshire terrier), które notabene są cudowne wobec ludzi i ich tendencja do zżerania (?) kogokolwiek utrzymuje się na takim poziomie jak u innych ras.. Więcej pogryzień na koncie mają psy małych ras, typu york, bo ich nikt nie widzi potrzeby wychowywać, a też mają zęby. A najbardziej histerycznymi i chętnymi do gryzienia psami, jakie ja znam, są mieszańce owczarków niemieckich. Ale ja nie o tym.

            Nie chcę i nie zamierzam przerzucać się z Panią argumentami, bo się poniekąd z Panią zgadzam. Także uważam, że psy powinny być wychowane i że właściciele powinni być za nie odpowiedzialni. Uważam, że obce psy nie powinny podbiegać bez kontroli do mnie czy do moich psów. Ale wiem też, że mijam codziennie setki psów, które do mnie nie podbiegają. A jeden podleci – i pamiętam tego jednego. Mogę pomstować na „wszystkich złych właścicieli”, bo łatwo zapomnieć te setki psów, które minęły mnie i na które nie zwróciłam uwagi. Wybiórczość uwagi jest w tym przypadku ogromna.

            Także zgadzam się z Panią, ale podejmuję zupełnie inne działania w tym kierunku. Moje psy znają komendy i sztuczki, są wychowane i zsocjalizowane. Robię z tego użytek. Moim celem jest pokazanie jak największej ilości ludzi, że tak może być. Dlatego prowadzę bloga. Dlatego chodzę do kawiarni, restauracji czy muzeów, gdzie tylko można wchodzić z psami. Robię pokazy na imprezach plenerowych, a także trenuję w miejscach publicznych – zwykle zbiera się spory tłumek przypadkowych gapiów. Moje psy idealnie nadają się do „robienia dobrego PRu” psiarzom i ich zwierzakom, a to dlatego, że włożyłam w naszą relację masę pracy. Nie uważam, że ktoś ma prawo przekreślać tę moją pracę tylko dlatego, że ktoś inny jest nieodpowiedzialny. Ja odpowiadam za siebie.

            Kończąc – wcale nie uważam, że psy powinny być wpuszczane wszędzie. Ale uważam, że powinien być wybór, który w sumie jest teraz w przypadku kawiarni w dużych miastach. Powinny istnieć też sklepy, restauracje, hotele itd., gdzie psy są mile widziane. A właściciele psów mogą takie jednostki wspierać swoimi pieniędzmi – poprzez zakupy, wykupienie noclegu. Jeśli ktoś stanowczo nie znosi psów, może wybierać lokale, gdzie psów nie wpuszczają. Jeśli ktoś koniecznie chce iść z psem, może wybrać lokale, gdzie psy są wpuszczane. Jeśli ktoś ma to, ładnie mówiąc, gdzieś, to się w ogóle nie zastanawia 😉 Prawda jest taka, że tendencja do wpuszczania właścicieli z psami będzie się rozwijać, bo za tym idą pieniądze. Jeśli w restauracji codziennie dziesięć osób pyta, czy może wejść z psem, właściciel zaczyna przeliczać, ile pieniędzy stracił na odmowie, skoro każda osoba to 30-40 złotych zarobku. Tutaj się nie liczy światopogląd, tylko ekonomia. A rynek artykułów i usług dla zwierząt jest jednym z najszybciej rozwijających się w naszym kraju.

          • gamonblood

            To jakaś kompletna bzdura wynikająca z błędnego przeświadczenia że cały świat nalezy do Ciebie. Ja nie uważam aby w całości pokryta lasem Polska z czasó Mieszka była świetnym miejscem dla wybetonowanych niemal w całości miast, przecież będą przeszkadzały milionom żyjących tu zwierząt. ….. To my odbieramy wspólną przestrzeń dla siebie, wycinamy lasy i budujemy osiedla a potem strzelamy do dzików bo urzędnik w gminie zadecydował że skoro wychodzą do śmietników to jest ich za dużo. To ludzi jest za dużo i ograniczyli przestrzeń na której dziki szukały pożywienia tak bardzo że teraz aby je znaleźć ryzykują nawet spotkanie z człowiekiem. Aha NIE JESTEM EKOLOGIEM!!! Ale czasem przyda się spojrzeć z drugiej strony. Sam uważam, że: w Polsce jest zdecydowanie za dużo psów! Powinniśmy już od dawna przede wszystkim wyłapywać do schronisk bezpańskie psy i je kastrować i sterylizować aby ich nie przybywało. Powinno być prawo regulujące posiadanie psów w okręgach miast. Nie każdy powinien móc posiadać psa. Powinien spełnić warunki głównie finansowe i przejść choć najprostsze testy psychologiczne tak jak w przypadku adopcji dzieci. Powinien być podatek od psa który powinni płacić hodowcy!!! Wtedy ceny psów rasowych poszłyby do góry. Połowa ludzi zrezygnowałaby z kupna rasowego i pozostałaby im adopcja. Druga połowa dysponująca odpowiednimi środkami zakupiłaby psy drogo. Zniknąłby problem przepełnionych schronisk i psów byłoby mniej. W miastach powinno się rejestrować psy w systemie z podaniem kodów DNA (jak w innych krajach zachodnich). Straż miejska powinna spacerując po mieście zbierać próbki z odchodów psich do analizy (szczególnie w parkach i centrach). Od znalezionej nieposprzątanej kupy powinien być mandat. Nie wysoka kara ale niska i konieczna. Gdy ktoś zapłaci 50zł po raz 5,7,9 w końcu zacznie sprzątać po psie. Za porzucenie psa lub jego zabicie uwiązanie w lesie itd powinny być bardzo wysokie kary, tak aby każdy kto zrezygnuje z psa chciał go oddać do adopcji lub schroniska i nawet nie pomyślał że może go w lesie zakopać. Ale narazie jest jak jest i ludzie mają psy, różni ludzie mają i różnie te psy wychowują. Są ludzie którzy mając dziecko wychowają je na dobrego człowieka a są i tacy którzy wychowają na zabójcę, złodzieja itd co nie uprawnia do zakazu posiadania dzieci. Podobnie jak różne dzieci i różni ludzie, są też różne psy. Niech więc każdy właściciel który powinien znać swojego psa odpowiada za niego. Jeśli pies jest wychowany i nauczony to ani Cię nie ugryzie bez powodu ani nie załatwi się w budynku ani nie wpadnie w ladę z mięsem w sklepie. Właściciel jest wolnym człowiekiem i może decydować gdzie będzie z psem spacerować chyba że zabrania tego prawo, a narazie nie zabrania przynajmniej w przestrzeni publicznej (parki, place zabaw, ogólnie działki miejskie, gminne, państwowe itd.) Można bać się różnych niegroźnych rzeczy i zwierząt boją się ludzie myszy i kotów i psów i chomików i nawet pszczół i komarów. Ale fobia to choroba psychiczna i da się ją leczyć, i trzeba leczyć siebie a nie zmieniać świata. To proponuję też różnej innej maści propagatorom różnych idei. Twierdzenia że należy zakazać tworzenia pól uprawnych bo żyją ludzie bojący się dużej otwartej przestrzeni i budowania wind bo są ludzie cierpiący na klaustrofobie są błędne. Jeśli pies idzie na Ciebie z pyskiem to ma właściciela i powinien być na smyczy, jeśli nie jest nie strzelasz do psa tylko upominasz właściciela. Jeśli chodzi o schody i chodniki to już nadużycie, szpilki również są szkodliwe dla kobiet, powodują różne schorzenia (dbasz o psy? zadbaj o siebie wyrzuć wszystkie wysokie obcasy), później zrezygnuj z lodów i cukru też bardzo szkodliwe dla ludzi nienaturalne jest siedzenie na krześle, siedzący tryb życia zabija!

    • Aga Mańczak

      Mam koleżankę, którą psy pogryzły wielokrotnie i się psów nie boi a dodatkowo jest wolontariuszką w schronisku. Nie przekładajmy swoich lęków na ograniczenia przestrzeni dla innych ludzi i zwierząt.

      • Natalia Klimaszewska

        jedni przetrzymują pogryzienia i dają radę, inni zyskują nową hipsterską fobię, niestety zaliczam się do tych drugich 🙁

    • Aga Mańczak

      Dodatkowo myślący taksówkarze mają koce, plandeki dla psów, żeby nikt sobie ciuchów nie pobrudził. Naprawdę, wystarczy chcieć.

    • aleksa

      Nie rozumiem takiego sposobu myślenia, uważam, że żyjąc w jakieś zbiorowości nie można przedkładać swoich fobii i ‚bycia odbrzydliwym’ na jakość życia ogółu. Ja np. nie lubię dzieci, jasne, że denerwuje mnie to kiedy idę ze swoim chłopakiem na obiad a jakieś cudze dziecko się drze przy stoliku obok, nie żądam jednak zakazu wstępu z dzieckiem do restauracji, ponieważ potrafię sobie wyobrazić, że rodzice też chcą zjeść na mieście ze swoim dzieckiem. Poza tym ludzie niejednokrotnie są bardziej brudni niż psy, dotykają bułek swoimi łapami, a potem stwierdzając, że za twarda odkładają je do koszyka w sklepie, plują na chodnik, rzygają po imprezach na ulicy etc.

      • Natalia Klimaszewska

        skoro żyjemy w zbiorowości mam prawo do wyrażenia własnego zdania – ups. teraz zadajmy pytani co jest ogółem, a co marginesem/! 😉 ps. a jakbyś nie zauważyła, żyjemy w zbiorowości ludzkiej, nie w stadzie… 😀

    • Beata Górska

      Na szczęście nie masz nic do zgadzania się czy niezgadzania, bo wg przepisów prawa to właściciel obiektu decyduje o tym, czy można wprowadzać psy, a nie klienci. I coraz więcej jest sklepów, restauracji i innych miejsc użyteczności publicznej, do których można wchodzić z psem (u mnie na osiedlu – na warszawskim Powiślu można wejść z psem nawet do apteki :P).

      • Natalia Klimaszewska

        to cudownie 🙂 jak pies upierdoli mnie w nogę w aptece dostanę podwójne odszkodowanie od właściciela psa i apteki (restauracji, sklepu etc)…. 😀 be my guest

    • Alicja ES

      Jeśli ma się problem to trzeba udać się z nim do specjalisty, a nie wymagać od ludzi na ulicach, że się dostosują. Mam psa, który boi się ludzi (bo bardzo długo była katowana), dzieci, wózków, rowerów, rolek itd – lista praktycznie się nie kończy tzn, że mam wymagać dla niej specjalnej przestrzeni na chodnikach, w parkach i innych miejscach?
      Nie, to znaczy jedynie, że musiałam podjąć ciężką pracę, walki z lękami.

    • Gerard Kowalczewski

      Rzeczywiście, jesteś OBRZYDLIWA 🙁

    • Agata Barczak

      Sklepy i tak maja obowiązek zapewnić zabezpieczenie żywności przed psami i nie tylko bo niewidomy ma prawo z psem wejść wszędzie. I nie raz widzialam panów żuli co najpierw sie brudna lapa za wacka trzymali sikając za sklepem potem ta sama ręką podtarli wiszącego z nosa gluta a później wchodzili do sklepu i macali ta ręka bulki na samoobsługowym. Po kupie z pewnością tez rak nie myją. 😁 ludzie potrafią być bardziej obrzydliwi niż zwierzęta o czym pewnie wiesz skoro jak sama mówisz jesteś obrzydliwa 😏

  • Karola

    Zwierzęta nie są niczemu winne Jak by było mniej zakazów ludzie nauczyli by sie z nimi żyć, sprzatac po nich i troche bardziej je zdyscyplinować. Co o pogryzień przez ,,psy” ‚, jest pewna zasada ,, nie znasz nie zbliżaj sie” A mało jest psów ktore poprostu rzucają się na ludzi ( nie oskarżajac może coś im zrobiłas, albo złowrogo spojrzałas a zwierzak sie bronił )Wole psa liożacego sie po jajach w sklepie spożywczym niz mamuski wywalajace nabrzmiałe od mleka cycki karmiace dzieci na srodku galerii albo na ławce w centrum np. Sorry ale ja jestem za psami To ludzie są nienormalni i powinni wyginąć

  • karolina

    Natalia, rozumiem ze mozesz sie bac psow, tylko nie wiem dlaczego mam byc ograniczona przez Twoje leki? Ja boje sie pajakow, ale ich nie zabijam tylko z tego powodu.

    Odpowiedzialny wlasciciel psa, a takich coraz wiecej, do taksowki wezmie koc, dopilnuje by pies nie buszowal w ludzkim jedzeniu, aby nie zalatwial sie w miejscu do tego nieprzystosowanym i nie lizal kazdego napotkanego czlowieka – jeszcze by sie czyms zarazil!

    Smiejemy sie z Niemcow, ze sa za sztywni, zbyt zasadniczy. A w wielu sprawach sa bardziej wyluzowani od nas polaczkow. Za nasza zachodnia granica z psem mozna wejsc wszedzie, sklepow spozywczych i odziezowych, centrow handlowych, restauracji i atrakcji turystycznych. Psy moga korzystac z parkow i plazy, a mimo to jest u nich jakby czysciej? To nie psy sa w Polsce winne brudnych trawnikow, a ludzie.
    Czas sie z tym pogodzic.

    Dziwi mnie ze nikt nie zwroci uwagi kloszardom kapiacym sie w jeziorze czy fontannie, krecacym sie po supermarkecie, spiacym na laweczce w centrum handlowym czy zalatwiajacym swoje potrzeby w parku. Natomiast bardzk szybko zwrocona zostanie uwaga wlascicielowi czystego, szczepionego, zdrowego psa po ktorym sie sprzata…

    • Natalia Klimaszewska

      primo – kim są polaczkowie? bo jakoś nie trafia do mnie ten termin
      secundo – cieszę się że właściciele czworonogów walczą o ich prawa, ale oczekuję również poszanowania mojej przestrzeni jako przedstawicielki dwunożnych

      • gamonblood

        Natalia „Twoja przestrzeń” to twoja prywatna działka ogrodzona po obrysie, inne miejsca to przestrzeń publiczna z której zgodnie z prawem mogą korzystać wszyscy w tym też psy.

        • Natalia Klimaszewska

          więc jak mam się odnieść do bydlęcia kierującego zęby na moją łydkę? jak mnie upieprzy w centrum handlowym znaczy się nie naruszył mojej przestrzeni prywatnej… no proszę.

  • aleksa

    zgadzam się ze wszystkim co napisałaś! Bardzo dziękuję Ci za ten post, dobrze wiedzieć, że są ludzie podzielający moje poglądy. Sama mam psa (shih tzu) i chętnie zabierałabym go częściej ze sobą, ale nie mogę, a nie nie chce mi się już wszędzie wszystkiego tłumaczyć i znosić spojrzeń innych ludzi. Wkurzają mnie te znaczki z przekreślonym psiakiem naklejone wszędzie. Dodam, że oczywiście mój futrzak ma aktualne szczepienia, jest często kąpany i zawsze mam przy sobie woreczki na jego kupę:)

    • Warto na przekór brać go ze sobą i uswiadamiac ludzi 🙂

  • Marta Czubak

    To nie psy zagrazaja przewtrzeni publicznej, a ich nieodpowiedzialni wlasciciele. Kobiecie, ktorej pomimo zwrocenia uwagi i grozenia straza miejska nie chcialo sie sprzatnac kupy po bolserce, ktora narobila 50m od placu zabaw w zyciu bym nie pozwolila wejsc z psem do galerii. Nie z winy psa.

    • Maja Stelmaszczuk

      nie spotkałam żadnego rodzic sprzątającego kupy po swoich dzieciach a spotkałam całkiem sporo rodziców, którzy swoje pociechy wysadzają na trawnikach w parkach czy w pobliżu ruchliwych ulic w centrach miast, so…

    • gamonblood

      U nas w Katowicach na basenie była ostatnio głośna sprawa matki, której dziecko małe zrobiło kupę przy basenie, mamusia odmówiła posprzątania, przyjechała Straż Miejska i mimo tego Pani nie uprzątnęła kupy po swoim dziecku!!! wtedy inne dziecko poślizgnęło się na odchodach i kupa wpadła do basenu, przyjechał Sanepid stwierdził skażenie wody i basen z którego korzystało prawie tysiąc ludzi dziennie został na prawie 2 tygodnie zamknięty. I czym przy tym jest kupa 50m od placu zabaw???? Zakaz wprowadzania dzieci do galerii??? W Makro odkąd pamiętam obowiązuje min 1,50m wzrostu i ludzie się wywiązują przynajmniej w większości.

    • No ale jak sama widzisz – nie wina psa.

  • KalMi

    To ja może też conieco dopowiem, że osobiście chciałabym, aby chociaż jeden sklep na moim osiedlu nie zabraniał wchodzenia do niego z psem- nie wiem, kwiaciarnia, piekarnia, Żabka…
    Ale w Olsztynie to niemożliwe, my żyjemy na terenie gdzie Polska jest najbardziej zacofana.
    Powiem także, że i ja nie lubię, a wręcz nienawidzę dzieci i wielokrotnie byłam świadkiem zdarzeń typu że dziecko zaczęło drzeć mordę, że słychać je było w całym sklepie, a po chwili wszyscy mieli to gdzieś.
    Rozumiem, że trzeba zrozumieć rodziców, dlatego jestem za twardszym wychowywaniem dzieciarni, bo potem takie niedojeby włóczą się z flaszką w ręku, zataczając się.
    A najbardziej irytują mnie sytuacje, gdzie spaceruję sobie tak po prostu po parku, żeby odpocząć, a za drzewem matka załatwia swojego bachora. Tu już nie chodzi o to, że potem jest brudno- to jest obrzydliwe i głupie.

    • Są nieodpowiedzialni rodzice, jak i opiekunowie psu – ważne, aby znaleźć balans i edukować ich, ale i nie dyskryminować większości, która zachowuje się przyzwoicie 😉

  • ElMon

    Nie mam nic przeciwko psom, sama mam starszą już labladorkę. Ale nie popieram zwierząt w przestrzeni publicznej, przez podejście ich właścicieli. Nie policzę sytuacji w której jakiś mały szczekacz leciał do mnie, lub do mojego psa, ze skowytem wręcz i obnażonymi zębami – bez smyczy i bez kagańca oczywiście – a właściciel nie zrobił nic poza „on tak ma, nie ugryzie”. No i pojawia się pytanie, wierzyć czy może nie. Raz ugryzł mnie pies, właścicielka bardzo przepraszała, ale nie wpłynęło to na jej spacery bez smyczy. Moja suczka została pogryziona dwa razy, za drugim trzeba było ją szyć. Jeśli psy miałyby wejść do galerii handlowych to na smyczy, najlepiej też w kagańcu, a prawdę powiedziawszy nie bardzo ufam większości właścicieli, żeby się do tego stosowali, czy pilnowali psa, żeby nie podchodził do innych klientów. Oczywiście są odpowiedzialni ludzie którzy spokojnie ogarnęli by zwierzaka, ale stanowią oni zdecydowanie mniej niż połowę właścicieli których spotykamy na spacerach.

    • Natalia Klimaszewska

      Dziękuję za zrozumienie 🙂

    • oczywiście, że na smyczy. nie jestem zwolenniczką luźno latających psów, bo to niebezpieczne dla nich samych – samochody, inne psy itp. Są do tego jakieś większe, zielone przestrzenie. Niekoniecznie jestem zwolenniczką kagańców, krótka smycz jest wystarczająco ogarniczająca, a właściciel wie, czy pies ma tendencje do zaczepek. Warto taki mieć w torebce na wszelki wypadek (materiałowy, aby mógł swobodnie pić i się pocić) i użyty np. w bardziej zatłoczonym miejscu.

      • ElMon

        Dokładnie moje zdanie 🙂 Po prostu nie ufam większości ludzi i ich ocenie sytuacji czy przestrzeganiu tego nakazu smyczy. Z moim psem zawsze wychodziłam na smyczy, bez kagańca co prawda, bo go szczerze nienawidziła i nie ruszała z nim z miejsca koncentrując się na próbach pozbycia go. Ze smyczy spuszczałam ją na przykład nad Odrą – też jestem z Wrocławia – ale na widok innych ludzi lub tym bardziej psów, zawsze łapałam. Miała kilka „koleżanek i kolegów” z którymi biegała czy kąpała się (czas przeszły bo teraz ma 13 lat, zwyrodnienie kręgosłupa i zaćmę na obu oczach, wychodzi jedynie do ogródka) ale była też starsza suka, której właścicielka nigdy nie dbała o założenie smyczy mimo, że jej pies rzucał się na inne. Wielokrotne upomnienia, zero reakcji. Przeciwko psom w przestrzeni publicznej nic nie mam, ale wyłącznie z odpowiedzialnymi właścicielami, a tych, jak pisałam, znam niewiele. A ciężko sformuować „Można wprowadzać psy o ile ma się mózg i nie spuści ze smyczy w pewnym momencie, bo musi pobiegać, jeśli innym to przeszkadza to ich problem”

        • Wiesz, w takich bardzo zaludnionych miejscach jak galeria handlowa czy popularne miejsca w miastach mogą czuwać nad tym ochroniarze/strażnicy miejscy. W galerii obowiązkowo na smyczy, a w większej zbiorowości strażnik mógłby mieć prawo zażądać smyczy. Choć we Wrocławiu raczej spotykam się z bardzo rozsądnymi psiarzami i psami bez smyczy 🙂 ale wyjątki znajdą się wszędzie.

  • Adam

    Tak jak napisała większość czytelników — psiarze sami są sobie winni. Niestety znakomita większość właścicieli kompletnie nie interesuje się tym jakie zwierze posiada. Nie czytają, nie próbują zrozumieć jak działa pies, który wbrew opinii przeciwników, jest piekielnie mądrym stworem, który rozumie więcej niż nam się wydaje. Dopóki w Polsce nie zmieni się kultura posiadania psa i dbania o niego, brania za niego odpowiedzialności, dopóty będziemy mieć markety „zasrane” zakazami. A mnie szlag trafia, że muszę kombinować jak wyjść na miasto, żeby nie narobić awantury. Z drugiej strony, twój artykuł do tych awantur mnie trochę ośmielił 🙂 Może jakieś drobne prowokacje zmienią podejście ludzi? Dzięki za artykuł — bardzo mądrze piszesz.

    • dzięki za dobre słowa 🙂 warto rozmawiać i dyskutować w przestrzeni publicznej, mi zwrocono bardzo obcesowo uwage, gdy na grób przyszłam z psem zmarłej. zrobiło to bardzo niemiłe małżeństwo, nie administracja. Nie muszę chyba mówić, jak przykro jest w takim miejscu wykłócać się, kiedy ktoś potrzebuje wyciszenia na cmentarzu wraz z psem (oczywiście na krótkiej smyczy, leżący przy grobie i bardzo smutny w tej całej sytuacji).

  • ianianzaza

    Oczywiście, że akceptuję psy wszędzie i zawsze 😉 Jestem pewna, że ich stan zdrowia jest częściej kontrolowany, niż większości ludzi. Mam to szczęście, że mieszkam w Niemczech. Do większości miejsc takich jak centra handlowe, restauracje, plaże mogę udać się z moimi czworonożnymi przyjaciółmi. Tutaj raz mojej niuni raz zdarzyło się zrobić kupkę na samym środku holu dużego centrum handlowego i od razu podbiegł do mnie ochroniarz – myślałam, że dostanę konkretny opieprz ale nie, on z uśmiechem zapytał, czy ma przysłać kogoś z ekipy sprzątającej. Podziękowałam i odpowiedziałam, że damy sobie radę. Bardzo zaskoczyła ale przede wszystkim ucieszyła mnie postawa pana ochroniarza 😀

    • Bardzo miłe z jego strony, jak i z Twojej, że nie skorzystałaś z tej możliwości 🙂

  • pat

    oczywiście że akceptuję zwierzęta (no może niekoniecznie aligatora albo jadowite żmije puszczane luzem w markecie :P) w przestrzeni publicznej. Bardziej boję się że zarazi mnie jakiś dzieciak, który nawet nie zasłania buzi jak kicha niż pies.

    • No to bardzo możliwe 😉 Ale nie ma co popadać w paranoję – wychodząc z domu stykamy się z bakteriami i tego nie unikniemy.

  • Monika Malinowska

    Bardzo dobry artykuł!! Dotykający sedna sprawy. Bardzo dziękuję!

    Nas kiedyś np. nie wpuszczono z miniaturowym pieskiem, na molo w
    Sopocie. Dodam, że piesek był niesiony NA RĘKACH. To tylko jeden przykład.

    Mam szczerą nadzieję, że coś się w tej kwestii, w końcu się zmieni i można
    będzie swobodnie podróżować ze swoimi czworonożnymi przyjaciółmi
    po Polsce. Może wtedy rozwiąże się problem porzucanych zwierząt.

    • To w Sopocie są chyba zmiany ale właśnie na minus, jak byłam dzieckiem to z rodzicami wzięliśmy tam dwa psy na smyczy – robiły furorę na sopockim molo (kup ani siku nie było ani w jedną, ani w drugą stronę spaceru). Szkoda, Sopot :C

  • Anna Parys

    Całkowicie popieram zdanie autora (y) Dodam tylko jedno ale: Bardzo często psiarzom zdarza się jednak nie sprzątać kup zostawianych przez ich pupili :/ zwłaszcza paniusiom z modnymi psiulkami pasującymi im do torebki 😉 widziałam już takie w akcji. Więc psy w przestrzeni publicznej jak najbardziej, ale kochani psiarze do sprzątania 🙂

    • Psiarze sprzątają, ale warto edukować społeczeństwo, że tak trzeba robić 🙂

  • Ewa Szaplińska

    A co z psiakami na pokładzie samolotów? Nie wiem, jak jest teraz, ale w w 1987 roku pies musiał być przewożony w klatce w luku bagażowym. A co by komu przeszkadzał na pokładzie? Mnie znacznie bardziej przeszkadzają bachory, którym nikt nie zabrania gromkim rykiem informować otoczenie o swoich potrzebach czy wyrażać niezadowolenie.

    • Coraz więcej linii lotniczych na szczęście godzi się na opłacenie miejsca. W luku bagażowym zwierzęta bardzo często giną z przegrzania, stresu – nie warto tak transportować zwierzęta.

    • ElMon

      I po raz kolejny w podobnym tonie do mojej poprzedniej wypowiedzi – grzeczny pies pilnowany przez właściciela, nic mi nie przeszkadza. Puszczany luzem „żeby się rozruszał” czy ujadający przez większą część lotu – to już owszem. Żeby nie było, do dzieci mam to samo podejście. Zależy od wychowania i kontroli, zarówno dziecka jak i psa. No i na prawdę miejmy też innych ludzi na uwadze. Ja lubię psy, ale są ludzie, którzy się ich boją i można ich zrozumieć. Albo też, o czym należy pamiętać mają ostrą alergię. Gdyby to miał być wydzielony rządek lub kilka dla ludzi z psami, ewentualnie dla tych, którzy potwierdzą, że psy im nie przeszkadzają, to owszem. Ale rozumiem też linie lotnicze, no bo wezmą na pokład psa określonego przez właściciela „łagodny jak baranek” a na przykład w czasie startu zacznie być agresywny – zmiana ciśnienia i wywołany przez to dyskomfort, cokolwiek innego – no i co z takim zrobić? Bo wyprosić właściciela z pupilem w środku lotu raczej się nie da. To jest jednak zwierzę i czasami może zachować się nieprzewidywalnie. Jeżdżę też konno od małego dziecka, pies, owczarek niemiecki, doskonale wychowany, z którym zawsze się bawiłam i który na mój widok pędził do mnie z drugiego końca parkingu żeby się przywitać, pewnego dnia rzucił się i prawie zagryzł jednego z tych kucyków-miniaturek. Prawdopodobnie konik po prostu biegał i włączył się instynkt polowania, cokolwiek. Dzieci jakkolwiek uciążliwe by nie były (sama też nie przepadam) jednak dużo rzadziej gryzą innych ludzi do krwi.
      Znów podkreślam, ja bardzo lubię zwierzęta, mam psa, kota i konie, wszystkie razem dogadują się świetnie, ale musimy też zrozumieć ludzi którzy boją się któregoś z uzasadnionych powodów. Albo po prostu mają alergię tak silną, że nie pozwala ona nawet na przebywanie w tym samym pomieszczeniu.

      • Ewa Szaplińska

        Jeśli chodzi o podróżowanie zwierzęcia przez dłuższy czas jakimkolwiek środkiem transportu, zalecam łagodny środek uspokajający. Nie pamiętam już, jak się to nazywało, bo mój pies nie żyje od 15 lat, ale weterynarze wiedzą.
        Nie miałam zresztą konieczności podawania mu tego, tylko na początku czuł się niespokojnie w aucie, później polubił jazdę samochodem i sam wskakiwał na tylne siedzenie, gdzie przez całą podróż leżał, bądź siedział, wpatrując się w okno z wielkim zadowoleniem.
        Myślę, że w przypadku nadpobudliwego dziecka w samolocie, można by zastosować to samo, co byłoby korzystne zarówno dla niego samego, jak i dla otoczenia. Nie wiem, co aktualnie jest zalecane dla dzieci, ja dostawałam neospasminę, a niedawno trafiłam na cukierki z melisą.

        • ElMon

          Nawet nie wiedziałam. Mój pies nigdy nie latał samolotem, jazda samochodem zawsze jej się podobała.
          Ale, tak jak pisałam, przeciwko psom nic nie mam, tylko nieodpowiedzialność właścicieli czasami jest porażająca. Może być to nawet odsetek, ale niestety właśnie tacy ludzie najbardziej kłują po oczach i zapadają w pamięć.
          Co do dzieci… wiem że odbiegam od tematu, ale takie małe przemyślenia: Ja rozumiem jeszcze dziecko lat pięć, komunikatywne i ogarniające świat. Ale dzieci roczne czy dwuletnie? Zabieramy je na urlop. Najpierw kilka godzin lotu, ma siedzieć, nic nie robić, nie przeszkadzać. Potem na miejscu, podróż do hotelu, upał, dorośli są zmęczeni. Następnie „patrz kochanieńki, Akropol/ patrz, ocean/ patrz, piramidy. Och dwa latka i już taka przygoda, wspomnienia na całe życie. Szkoda że nic nie zapamiętasz.” Nie jestem matką i może czegoś nie ogarniam, ale taka podróż jest chyba tylko stresem i męczarnią dla bachorka. Nie lepiej zostawić z babcią/ciocią/kuzynką szwagra koleżanki brata? To nie, bo słuchanie ryków w samolocie, autokarze, na hotelowym basenie jest super rozrywką. Przepraszam, ale nie lubię dzieci. Tak jak mówię, matką nie jestem, może czegoś nie wiem, ale to taka postronna obserwacja.

          • polo

            Jestem ojcem i dziadkiem a dzieci lubię najbardziej z rożna….

      • Astheart

        Mysle, ze ten atak psa na kucyka byl raczej z zazdrosci…

        • ElMon

          Nie wiem czemu z zazdrości? Normalnie stała, żarła trawę. Nigdy wcześniej takiej sytuacji nie było, nigdy się nie powtórzyła. A jako dziecko lubiłam się z nim bawić, a że nie było dużo osób w stajni to zazwyczaj latał za mną. Czekał aż osiodłam konia, potem szedł na halę, kładł się gdzieś do momentu aż skończę i razem wychodziliśmy. Nigdy nie przejawiał agresji do mojego konia.

      • polo

        No, konia na pokład nie weźmiesz… 🙂 Jak zawsze problem dotyczy właściciela zwierzaka. Na pierwszy rzut oka trudno ocenić kto jest kretynem.

        • polo

          A pro pos samolotu i alergii. Powietrze w kabinie jest wymieniane kilka razy na minutę, po za tym można na ogół się przesiąść. W innym przypadku Capt. nie zgodzi się na psa czy kota na pokładzie. Piloci są ludźmi myślącymi….

    • polo

      Bachory są pod ochroną. Mogą się drzeć, srać, sikać i śmierdzieć. Małego psa czy kota możesz wziąć na pokład za zgodą Capt. samolotu.

  • Rasvjet

    Zawsze chciałam zabierać ze sobą psa na wakacje. Niestety, problem
    pojawia się przy jakiejkolwiek formie rekreacji, która nie jest
    smażeniem tyłka nad wodą (choć nawet tu zwykle są problemy!) czy
    spacerem. Rozumiem, że nie mogłabym wziąć psa np. do ogrodu
    botanicznego. Do tej pory akceptowałam zakaz wprowadzania psów do
    obiektów muzealnych, ale teraz myślę, że tak jak mówisz – dziecko może
    narobić o wiele większych szkód niż pilnowany pies. Największym moim
    problemem były właśnie restauracje – jestem uczulona na dym tytoniowy,
    więc nie ma szans, żebym usiadła w ogródku, a przy nastawieniu
    większości właścicieli lokali mogłabym umrzeć z głodu. Przydałby się
    jakiś program psich szkoleń, po których zwierzak dostaje oficjalny
    państwowy dokument, że może być wprowadzany do obiektów użyteczności
    publicznej itp. Jakoś psa-przewodnika nikt ze sklepu nie wyrzuca, więc
    nie może chodzić o sierść i kapiącą czasem ślinę, tylko o to, by pies
    się nie załatwiał gdzie popadnie, nie miał niszczycielskich zapędów i nie terroryzował otoczenia.

    • Wiesz, ale tak jak z ludźmi, jeżeli pies zachowałby się niepoprawnie, to można właściciela upomnieć i w ostateczności wyprosić z lokalu, tak samo jak wobec kłopotliwego klienta. Nie trzeba przecież zapobiegać tym, aby nie wpuszczać nikogo 😉

    • polo

      Od lat jeżdżę z psami na wakacje do różnych hoteli i ośrodków. Wybieram takie gdzie psy są akceptowane i w wielu przypadkach bezpłatne. Nie chodzę z nimi do muzeum, fakt, ale wynika to z tej przyczyny, że moja obecna sunia nie interesuje się sztuką ani historią. Może kiedyś……

    • Stacy

      Ty jesteś uczulona na dym tytoniowy i olaboga (!) nie możesz siedzieć w ogródku restauracyjnym.
      Pytanie: co z osobami, które są uczulone na psią sierść?

  • Daria Wu

    W Polsce i tak jest sporo luzu. Nie mam raczej kłopotów z zbieraniem psa do Galerii, sklepów, pubów i restauracji. Z psem byłam pod namiotem, na plaży, wynajmowałam kwaterę…
    W Londynie, natomiast, psów nigdzie nie wrzucają! Gdzie się człowiek nie ruszy, tam okazuje się że trzeba psa przywiązać ‚przed’. A kradzież psów jest na bardzo ‚popularna’.
    Więc, pisarze kochani, cieszcie się tym co macie bo jest nieźle!!!

    • O jakich polskich miastach mówisz?

    • polo

      Sorry, ale nie potrafię się cieszyć z faktu, że mam gwóźdź w jednym bucie a nie w dwóch…. 🙂

    • To specyfika całego UK czy tylko Londynu?

  • oposowa

    Problem leży też w mentalności jakiejś części (!) naszego polskiego społeczeństwa. Otóż np. 90% psów będzie zachowywało się nienagannie, a właściciele będą za nie brali całkowitą odpowiedzialność, ale wystarczy, że te 10% zrobi kupę na środku sklepu, obsika stoisko itp., a właściciel za zwrócenie uwagi zrobi awanturę. Niestety zdarzają się jednostki, które uważają, że jak prawo na coś zezwala to im tym samym wolno WSZYSTKO, zwolnieni są z odpowiedzialności. Jeżeli zdarzyć się może, że dziecko nasika czy też zwymiotuje w sklepie i rodzic będzie miał to w poważaniu, a jeszcze będzie się awanturował za zwrócenie uwagi, to nie dziwię się, że nie pozwala się wchodzić do sklepu z psami, którym jednak zaspokojenie swojej potrzeby fizjologicznej przychodzi łatwiej niż ludziom (nawet tym w początkowej fazie rozwoju 😉 ). Nie mamy co porównywać się do Niemców, bo tam wszyscy dostosowują się do obowiązującego prawa, a u nas wciąż sprzątnięcie kupy z trawnika ujmuje godności wielu psiarzom i tego nie robią. Niestety są ludzie i parapety i dopóki ilość parapetów będzie wyraźnie widoczna w polskim społeczeństwie, dopóty będziemy w tyle z przepisami, które mają za zadanie sprawdzić poziom kultury obywateli, bo parapety udowadniają, że nie można konsumentowi zaufać. Sama jestem psiarą, jeżdżę z moi psem m.in. na uczelnię, ale nie wchodzę z nim do lokalów gastronomicznych w których nie ma ogródka, bo wiem, że nie każdemu mogą przypaść do gustu psie kłaki pływające w zupie (a mimo wszystko psy gubią ich więcej niż ludzie). Cieszę się, że powoli zmienia się „upsowienie” miast, ale widzę też, że większość psiarzy chciałaby wchodzić z psami wszędzie „już, teraz od razu, bo do media markt można”, nie zapominajmy, że jest to też chwyt marketingowy na który nie wszystkie sklepy chcą i mogą sobie pozwolić, najpierw trzeba wychować zgraję parapetów, by potem móc cieszyć się przywilejami.

    • polo

      Podzielam opinię. Psy są na ogół mądre i jeśli dobrze wychowane nie ma z nimi kłopotów. Problem stanowią niektórzy właściciele. Po pierwsze mają słaby kontakt ze zwierzakiem a po drugie mają gdzieś sprzątanie po nim. Moja sunia od młodości nigdy nie nabrudziła w zamkniętych pomieszczeniach. Jeśli ma taką potrzebę to sygnalizuje ją swoim zachowaniem. Uczmy się języka psiaków. Kocham Francję. Tam psy w restauracjach siedzą koło stołu i nikomu to nie przeszkadza…..

      • oposowa

        A tak z czystej ciekawości- jak jest ze sprzątaniem po psach we Francji? Dawno temu czytałam książkę „Merde! Rok w Paryżu”, w której to opisywany jest Paryż tonący wręcz w psich odchodach. Czy to była prawda, a jak tak to jak jest teraz?

        • polo

          Dość dawno byłem w Paryżu. Widziałem panów jeżdżących na specjalnych skuterach z dobudowanymi dużymi odkurzaczami i sprzątali….

    • Wydaje mi się jednak, że na psie kłaki w zupie musiałoby dojść do bardzo bliskiego kontaktu psa z restauracyjnym talerzem gościa 😉 Ja tam bardzo lubię psy w restauracjach, choć swoje rzadko zabieram z uwagi na frustracje dot. tego, w jak wiele miejsc wejść nam nie wolno.

  • CyrylKwasniewski

    Cześć. Fajny tekst. Zgadzam się, że powinno zmienić się podejście do psów. Nasze podejście do zwierząt wiele mówi o naszym podejściu do ludzi.

    Pocieszające jest to, że można zaobserwować jedną zasadę: tam gdzie właściciele dopuszczają wejście z psami z reguły jest lepsza obsługa i wyższy poziom troski i zaufania do klienta. Taka zwykła ludzka postawa. Jest po prostu przyjemniej.

    Sam problem psów jest złożony i mogą tu coś zdziałać tylko właściciele psów promujący dobre postawy. To kwestia mentalności właścicieli psów, właścicieli lokali i ogólnego zaufania społecznego i wzajemnego szacunku.

    W Pradze widziałem mnóstwo ludzi z psami luzem, ale te psy słuchały się i pilnowały, widać było komunikację i przyuczenie zwierzaka do obecności w mieście. Ryzykowne (mój pieseł by nie ogarnął raczej :D), ale działało. Widać było że właściciele zadbali o komunikację z psem.

    W Szwajcarskiej wymuskanej Bazylei do McDonalda wejdziesz z psem, choćby z dogiem wielkości konia. W Poznaniu w McDonaldzie nie wolno. Ale w Bazylei możesz zostawić rower na noc oparty o ścianę bloku i on tam będzie rano. W Poznaniu znikają nawet przypięte rowery.

    Możesz dbać o swoje otoczenie i to jakie ślady zostawia pies. Ale co z tego jeśli wystarczy jedna osoba na ulicy która nie sprząta żeby wszędzie było brudno.

    To sprowadza się do wzajemnego szacunku dla ludzi i przestrzeni. I być może do umiejętnego sposobu tłumaczenia swoich właściwych zasad w różnych sytuacjach. I walki o swoje – jak w przypadku tych przepisów.

    • Chyba faktycznie problem tkwi w społeczeństwie, które nie ufa samemu sobie. Ale im głośniej mówimy o zmianach, tym są one bardziej możliwe 🙂

  • Od około miesiąca mamy psa, w kawalerce na wrocławskim śródmieściu. Na szczęście lokalizacja dobra, bo blisko do parków, psiego wybiegu i na wały nad Odrą. Za to w samym parku: nieciekawe towarzystwo, wszędzie śmieci, pety, puszki, butelki. Z tego co zaobserwowałam większość zbiera odchody po swoich pupilach, ale niestety nie wszyscy. No i tak sobie myślę… kto brudzi bardziej, ludzie czy psy?
    Na wakacje wybieramy się do miejsc, gdzie zwierzęta są przyjmowane, mamy w planach też odwiedzić parę barów „dog friendly”.
    Ogólnie jestem za obecnością psów (grzecznych i dobrze pilnowanych) w przestrzeni publicznej, ale jak kiedyś podczas lotu jedna pani wykłócała się ze stewardessą 20 minut, że ona nie zamknie psa w transporterze, bo „będzie się stresował”, to ręce mi opadły.
    Super wpis!

    • Transporter to dla zwierzęcia jakaś forma zabezpieczenia, więc warto aby był w jakimś stopniu „zapięty w pasy lub w upięty transporter. Dla jego bezpieczeństwa.

  • pola

    Jedną z nielicznych galerii, do których można wejść z psem jest Galeria Krakowska, zawsze z moim psiakiem wzbudzamy niemałe zainteresowanie ludzi, na szczęście raczej pozytywne, najpierw jest zdziwienie, ale zaraz potem uśmiech 😉 Za to niejednokrotnie widziałam psy w centrach handlowych w Niemczech, ostatnio pani przechadzała się z owczarkiem po h&m. Pies grzecznie szedł przy nodze nikomu nie wadząc. Dlaczego u nas jest to nie do pomyślenia? Świetny artykuł, pozdrawiam;)

    • W Niemczech częsty widok, może u nas też się da – z przyjemnością zajrzę teraz do Galerii Krakowskiej 🙂
      Dzięki wielkie za odwiedziny <3

  • Marta Rysia Jarkiewicz

    Od roku jest z nami najcudowniejszy buldog francuksi na świecie Ziomek. Staramy się go zabierać ze sobą wszędzie gdzie się da. Zatem jest częstym gościem u mnie w pracy, odwiedza naszych znajomych, wyjeżdża z nami na wakacje. Uwielbia jeździć tramwajem, w autobusie i samochodzie też sobie radzi. Nie jechał jeszcze tylko pociągiem. W okresie letnim zabieram go często na spotkania na mieście, ponieważ bez problemu mogę z nim siedzieć w ogórdku na zewnątrz. Problem robi się kiedy trzeba zrobić zakupy lub załatwić jakaś inną sprawę (poczta, urząd etc.). Wtedy psiak musi zostać w domu. Powiem szczerze, że jestem z tego faktu mocno niezadowolona, bo w sytuacji kiedy po pracy chciałabym zrobić zakupy muszę najpierw wrócić do domu, żeby albo psa w nim zostawić albo wyjść z nim na spacer. Ale to nic. Da się to jakoś ogarnąć. Natomiast zdecydowanie wkurzają mnie sytuacje, kiedy słyszę, że mój pies za bardzo dyszy, puścił bąka, narobił na trawniku czy chodzinku (zawsze po nim sprzątam), ale nikt się nie odezwie kiedy jakiś bachor drze mordę w autobusie, wymiotuje w parku, czy zesra się w centrum handlowym. Nikt nie przegoni śmierdzącego pijaka z tramwaju, ani nie zwróci uwagi towarzystwu pijącemu na przystanku czy na ławce. Dodatkowo tworzy się getta dla psów – tzw. place zabaw. O ile jest to fajne, kiedy na takim placu są przeszkody i zabawki, to przestaje być fajnie, jeżeli jest to tylko ogrodzona część placu z brudnym piaczem. Nie można wtedy już spokojnie pospacerować z psem po parku, no bo przecież jest specjalne miejsce dla niego wyznaczone. Czy ktoś matce z dzieckiem powie to samo? Przecież są place zabaw wyznaczone…. Niestety to się szybko nie zmieni. Dlaczego? Zauważyłam, że większość dzieci boi się psów. Uciekają i piszczą widząc psa nawet z daleka. Rodzice wychowują je w sterylnych warunkach, bez baketerii i alergenów (czyli wychowują bez zwierząt). Te dzieci będą kiedyś dorosłe, a psy będą dla nich tylko siedliskiem brudu i bakterii. Musi się zmienić podejście ludzi do psów, ale trzeba to robić od początku. Inaczej nic z tego nie będzie. Artykuł bardzo dobrze napisany. Pozdrawiam.

    • Dzięki za wyczerpujący komentarz 🙂 To ważne co napisałaś o alergenach – wykryto u mnie alergię gdy miałam 6 lat (i cały dom zwierząt). Lekarze zgodnie twierdzą, że stały kontakt z alergenem (sprzątanie było bardzo ważne, ale nie były to pomieszczenia sterylne) praktycznie sprawił, że dziś alergii nie ma/jest znikoma.

  • Marta Jabłońska

    My mamy zasadę, że jak jedziemy na zakupy to pies zostaje w domu. Jeśli jesteśmy na wakacjach i trzeba wejść do sklepu – dzielimy się. Jedna osoba zostaje z psem, reszta idzie do sklepu. Nigdy w życiu nie zostawiłabym go pod sklepem czy samego w samochodzie – on jest dla nas jak dziecko, a swojemu dziecku nigdy nie zafundowałabym takiego strachu jak bycie zostawionym bez opieki. Pies jeździ z nami na wakacje – jemu też należy się odpoczynek w innym miejscu. Do restauracji albo po prostu wchodzę z nim na rękach, a jeśli obsługa krzywo patrzy to chowam go w jego transporterze. Ludzie powinni się jeszcze wiele nauczyć i zrozumieć, że kiedy bierzesz pod opiekę zwierzę, to w jednej chwili stajesz się całym jego światem, dajesz mu poczucie miłości i bezpieczeństwa i nie wolno mu tak bezkarnie tego całego świata niszczyć.

    • Gratuluję odpowiedzialnego podejścia 🙂 Też dużo szczęścia mają opiekunowie małych piesków, które faktycznie można wziąć na ręce lub umieścić w transporterze – gorzej z tymi, których już tak łatwo się nie udźwignie 😉

  • Monitoring sąsiedzki nie jest aż taki zły… Kiedyś panowie zwrócili mi uwagę, żebym nie sprzątała, czego posprzątać się nie da. A czasem serio sprzątnąć się nie da – kupa rzadka, trawa gęsta i wysoka, albo pies tylko pozował i z pozowania nic mu nie wyszło.

    Na moim warszawskim osiedlu jest mnóstwo zieleni. W ogóle, stolica jest bardzo zielona – ale u nas między blokami nic nie jeździ, a trawy i drzew jest mnóstwo. Większość psów luzem chodzi, bez smyczy i kagańca… I nawet nikt specjalnie się tego nie czepia. Ludzie jakoś wychodzą z założenia, że skoro luzem idzie, to właściciel wie co robi i nie ma co panikować.

    Mam swojego trzeci rok, jeździłam komunikacją miejską, pociągami, łaziłam z nim po mieście i bardzo rzadko spotykałam się z czyjąś niechęcią – ot, raz facet w autobusie, raz konduktor w pociągu, a w knajpach i tak siadałam z nim w ogródku. Mam psa dwadzieścia kilo – do transportera go nie wezmę, na ręce niby tak, ale długo tak nie wytrzymam. Na zakupy raczej go nie biorę, a jeśli już, to ktoś czeka z nim pod sklepem w cieniu – kilka razy obsługa zaprosiła mnie do środka i to było naprawdę bardzo miłe. Najgorsze są chyba właścicielki małych psów, które zachowują się, jakby mój kundel miał pożreć/zarazić czymś ich yorki… W ogóle nie znoszę ludzi, którzy dyskryminują mojego psa za to, że jest kundlem, a najczęściej są to właśnie inni psiarze ==’

    • A no wiadomo, monitoring potrafi być bardzo przydatny 🙂 A ludzie różni, nie trudno o świrów po każdej stronie barykady. Choć Warszawa też może być specyficzna, dużo bardziej świadoma psów w przestrzeni niż gdzie indziej. Ale to tylko moje domniemania 😉

      • A przede wszystkim – zielona. Ostatnio byłam we Wrocławiu, koleżanka przekonywała mnie, że macie trawniki, ale było ich tak zatrważająco mało, a większość chodników była tak wąska, że dostawałam klaustrofobii. Fajne miasto, ale powinno być więcej zieleni ;<

        • Wrocław jest strasznie zabetonowany :C jak przywożę psy z domu rodzinnego, to widzę, że niechętnie po betonie w ogóle chodzą, jak mają do wyboru to choćby przejdą parę kroków skrawkiem pseudo ziemi z chwastami. Zresztą mi samej brakuje trawy w tym mieście. Za jakiś czas uciekam do Wawy – tam więcej?

          • Dużo więcej, choć też wiele zależy od dzielnicy. Ale z moich rajdów po Polsce wynika, że to najbardziej zielone z dużych miast.

  • Ewa

    Amando,
    W pelni zgadzam sie ze wszystkim, co napisalas. Dziwi mnie tylko jedno: Twoje obserwacje na temat stosunku do psow w Niemczech. Moje doswiadzenie z Niemczech (ponad dwa lata z malutkim psem w duzym miescie) to tony frustracji nie tylko z powodu zakazow i bezsensownych regol, ale przede wszystkim z powodu nietolerancji spolecznej dla psow.
    Nie wejde tu z psem do ZADNEGO sklepu z zywnoscia (wyprobowalam w duzych i malych miejscowosciach), do wiekrzosci innych sklepow tez raczej nie. Z zasady raczej nie do restauracji, choc tutaj musze przyznac, ze czesto wlasciciele pozwalaja, po zapewnieniu, ze pies bedzie siedzial jak trusia pod stolem, oczywiscie na smyczy. Nie do muzeow, niedo niektorych parkow, mnostwo wszedzie tabliczek o zakazie wprowadzania psow na skwerki. Nie moge wejsc z psem do przedszkola i do szkoly podstawowej, oczywiscie zakaz wprowadzania psow na place zabaw, gdzie jeslibym sie osmielila pozwolic psu czekac na mnie przy jakies ubocznej laweczce, oczywiscie na smyczy, to zaraz znajdzie sie ktos, kto mnie upomni.
    W Polsce jest wedlug mnie duzo wiekrza wolnosc, a przede wszystkim ludzie sa o wiele bardziej przyjazni w stosunku do psow.

    • A w jakim rejonie Niemiec mieszkasz? Moje obserwacje dotyczą północnej połowy kraju i muszę powiedzieć, że wszędzie widziałam psy mile widziane. Przede wszystkim w centrach handlowych, co jest o tyle wygodne, że można się np. tam schronić przed deszczem lub po prostu odpocząć. Szkoda, że jednak nie całe Niemcy wyglądają tak dobrze pod tym względem. Pozdrawiam!

      • Ewa

        To sa moje doswiadczenia z Kolonii i okolic. Musze przyznac, ze nie mam doswiadczen z centr handlowych, bo prawie tam nie bywam.
        Moj maz jest Niemcem, ale poniewaz wychowujemy dzieci dwujezycznie, maz nauczyl sie plynnie mowic po polsku i regularnie odwiedzamy Polske, szczegolnie Wroclaw. No i zawsze jestesmy w szoku przyjaznym stosunkiem do psow, w porownaniu z Kolonia. Nasz pies jest malym, bezowym kundelkiem, wyglada przeslodko, wiec moze ta aparycja uzasadnia troche przyjazne reakcje: niezliczone wykrzykniki o slicznym piesku, nawet od starszych facetow. Tego w Niemczech sie nie spotyka, ale moze ludzie sa tu po prostu bardziej powsciagliwi.
        A na twoj blog trafilam, poniewaz szukalam czegos na temat psow w przestrzeni publicznej. A szukalam czegos na ten temat, poniewaz jestem na maksa wkurzona tymi wszystkimi rzeczami, ktore opisalas w tym wpisie. A dodatkowo wkurzylam sie przeokropnie z powodu kolejnego psiego problemu w mojej karierze z psem. Otoz mamy zamiar przeprowadzic sie do Berlina, gdzie z grupa innych rodzin (nie tylko, sa tez bezdzietni i sngle) zbudowalismy mieszkania wraz z wspolnym ogrodem i wspolna duza swietlica. Projekt jest juz prawie skonczony, wiec przystapilismy do etapu okreslania regulaminu wspolnoty. I okazalo sie, ze wiekszosc (a sa to ludzie otwarci i obyci) jest zdania, iz psy nie maja wstepu do swietlicy i ogrodu. Tak wiec, szczeki nam opadly w glebokim szoku, bo myslelismy, ze Berlin jednak jest troche bardziej otwarty. Jeszcze nie jest ten zakaz przesadzony, i mamy nadzieje, ze uda nam sie zmienic te punkty regulaminu.
        A, i dodatkowym idiotycznym punktem jest, ze na klatce schodowej trzeba trzymac psy na smyczy.

        • wydaje mi się, że głównym problemem są ludzie, na których trafiłaś. Wrocław jest bardzo otwarty dla zwierząt w restauracjach, jest też sporo wegańskich miejsc, gdzie pies jest wręcz wskazany 😉 Na waszym miejscu sprawdziłabym kwestię prawną – może znajdzie się podobny precedens, jak ten w Polsce i po prostu uniemozliwienie psom wejscia do ogrodu bedzie nielegalne. Co do dziwnych przepisów – w Polsce też ich nie brakuje, jak chociażby obowiązek kagańca ( teraz próbuje sobie w kagańcu wyobrazić mopsa). Nie wspominając jak wygląda w praktyce obowiazek posiadania kaganca w transporcie publicznym, kiedy jest goraco i dodatkowo wysiadla jeszcze klimatyzacja.
          Trzymam kciuki za Berlin, ja zawsze czulam sie w Berlinie bardzo swobodnie i wydawal sie wrecz stworzony dla psów 🙂

          • pure_cashmere

            Mopsy i inne psy o krótkiej kufie są z zwolnione z obowiązku zakładania kagańca – jest to uargumentowane właśnie budową pyska. I tym sposobem prawo jest dla równych i równiejszych. 😉 Kaganiec przy upałach nie teoretycznie nie ma znaczenia – psy powinny nosić wyłącznie kagańce fizjologiczne, w których mogą swobodnie ziać i ziewać. Kagańce „tuby” to kagańce weterynaryjne, nie zakłada się ich na spacery.
            Ja bym się bardzo cieszyła gdyby wszystkie psy były przywoływalne i mogly biegać luzem, ale puszczanie psa luzem w mieście (parku/podwórku/skwerze) to ryzyko.

          • ojj niestety nie, dwa razy zostałam wyproszona z autobusu (Warszawa) nawet pamiętam jaka to linia to jeździmy nią do weta 193) bo mój mops nie miał kagańca

        • Dobrusia L

          akurat na klatce schodowej uważam, że pies POWINIEN być na smyczy. A dlaczego? Bo klatka schodowa to ciasny, dziwny teren, w którym pies niejako czuje się zobowiązany do obrony terytorium. A co, jak spotka kogoś en face? Albo innego psa? Nieprzyjemna sytuacja gotowa. Jako właścicielka trzech dużych, nieagresywnych ale nie dających sobie w kaszę dmuchać psów popieram nakaz prowadzania psa w klatce tylko i wyłącznie na smyczy. Dla dobra innych psów i ludzi.

          • Również jestem zwolenniczką smyczy bo wiem, że nie każdy pies dobrze się czuje w towarzystwie obcych psów, a małe psy mają tendencję do zaczepiania dużych 😉

  • Pingback: Z psem pójdę i na koniec świata! | o wilku mowa...()

  • Rarina Fochatkova

    Świetny artykuł. My mamy dwa hasiorki. I znalezienie mieszkania do wynajęcia to nie lada wyczyn. Pominowszy, że płaci się kaucję, że pisze się, że psy te nie są ani agresywne ani nie niszczą. Teraz szukaliśmy mieszkania w Holandii. Tam to już calkowicie kosmos. Większość odpowiedzi, które dostawaliśmy to : nie akceptujemy, nie tolerujemy, nie ma miejsca. Pomyślałam sobie o tym jak ludzie potrafią być straszni. Problem przewiezienia zwierzaka, zakwaterowania się z nim. Tyle propagandy o tym, żeby nie porzucać psów etc. etc. , tyle słów poparcia a tak naprawdę spotkałam się z mnóstwem ludzi, którzy traktują psy jak największy problem na świecie. Żeby problemem nie było mieszkanie, praca tylko pies? straszne ! I oczywiście jeszcze teksty typu : małe psy, kot jeszcze ok ale dwa duże? nie bardzo. Dla mnie to jest nie do przyjęcia. Ja nie wyobrażam sobie żeby bez nich gdziekolwiek wyjechać czy je gdziekolwiek zostawić. To rodzina. I co chwila słyszy się od kogoś „i na co Wam były te psy? same problemy”, ” oddajcie je komuś bo nic nie zalatwicie” to dopiero tragedia. Doprowadzają mnie do szału takie komentarze. Sami wzięliśmy je ze schronisk bo komuś własnie „sprawiały problem”. Ludzie są beznadziejni. Pozdrawiam wszystkich miłośników

    • To bardzo smutne, że ktoś tak doradza. Jestem też zawiedziona Holendarami :C

  • Pamiętam, jakim szokiem dla mnie była jedna z pań profesor, która na zajęcia przychodziła ze swoim labradorem. Pies spał przez całe zajęcia, potem czekał na porcję głasków. Po korytarzach chodził grzecznie za nią, czasami w pysku trzymał jakąś teczkę, czy paczkę papierosów. Albo swoją smycz, żeby nie było, że pies sam sobie chodzi.

    Jak natomiast wygląda sytuacja małych pomieszczeń i alergii na sierść?

    • Oszalałabym ze szczęścia pewnie z taką profesorką 😉
      Co do małych pomieszczeń – wydaje mi się, że jest to kwestia jakiejś kultury życia społecznego. Są przecież momenty, w którym alergicy(którą ja byłam) są zmuszeni do kontaktu, np. winda/poczekalnia czy jakiekolwiek miejsce, w którym jest zwierzę upoważnione (pies przewodnik, pies policyjny). Większość ludzi nie ma aż tak silnej alergii, która uniemożliwia im jakiekolwiek przebywanie. Jeżeli jest to drażniące, a obie osoby muszą tam przebywać, mogą się na pewno dogadać. Wydaje mi się, że prewencyjny zakaz dotyczyłby bardzo niewielkiej ilości przypadków, w których faktycznie dochodziłoby do tego, że spotkałaby zwierzę osoba z silnym uczuleniem.

    • Agata Barczak

      Jeśli mam alergie na pylek kwiatów to czy mogę wymagać by nikt kwiatów nie uprawiał w przydomowych ogródkach? Alergie można skutecznie leczyć. Tak samo fobie. Mając fobie społeczna nie mogę wymagać od ludzi by chowali sie i wysiadali z autobusu gdy ja do niego wsiadam. To moja choroba jest ograniczeniem i ja mam obowiązek sie leczyć lub unikać. Proste ☺

  • olita

    super artykul!tutaj w Katalonii (mieszkam w malym miescie w prowincji Tarragona) psom nie mozna wejsc na plaze w trakcie sezonu (chyba ze np pada albo z rana jak nie ma ludzi-moj chlopak kt jest tu urodzony mowi ze raczej policja mandatu nie da bo nie ma ludzi kt by pies przeszkadza no ale nigdy nie wiadomo ehhe) natomiast poza sezonem-cala plaza dla psow <3 nie wiem czy w Barcelonie np zakaz nie jest caloroczny, i tu pytanie..nie widzialam zeby pies oddawal potrzeby w morzu natomiast ludzkie chamy sikaja i nawet number 2 robia do wody jakby to bylo cos naturalnego!zuzyte tampony i podpaski tez sie walaja!wiec nie wiem skad zakaz..ze bedzie biegac moze miedzy kocykami/parawanami?hmm…po pierwsze nikt w upaly by nie zabral psa na plaze zeby lezec na tej plazy, raczej po to zeby pies poplywal dla ochlody w mozu, najwyzej gonil za pilka przy brzegu (oczywiscie nie w tlumie bo co to za przyjemosc biegania miedzy ludzmi?) a po drugie, lepszy pies miedzy kocami(jesli juz) niz biegajace miedzy koacami i drace mordy dzieci..argh..
    druga sprawa, mamy maly park przy plazy..wiec jesli psom w sezonie nie wolno na palze to powinny moc isc do parku..i tak bylo do czasu keidy ludzi zaczeli narzekac do urzedu miasa..problem w tym ze w parku sa tabliczki ZAKAZ PIKNIKOW..a piknik na pikniku…a po pikniku..smieci ..tony smieci! to lepsze smieci niz posprzatana kupa ja sie pytam?dodam jeszcze ze nie ma zakazu dla psow w tym parku no ale czlowiek najwazniejszy gatunek na swicie, oczywiscie wszystko podporzadkowane jemu..i sa pikniki, i sa smieci..a jak policja przejdzie na rowerze to powie ze pies ma biegac za frisbee na smyczy!ahahha
    no ale podlug polskich warunkow to i tak chyba nie jest zle, jest wiele miejsc w kt pies moze isc na kolacje z wlascicielem pod warunkiem ze jest to pies kulturalny 🙂 (nie potrzebuje kaganica,za to dobre maniery)
    pozdrawiam z Cambrils 🙂 gdzie dzis bylo wietrznie i moj pies z rana mogl sie bawic na palzy bo ludzie sie pochowali w domach 😛 good for us!

  • Bartłomiej Krzywania

    Bardzo słuszny artykuł. Bardzo miło widzieć, jak ktoś pisze o tym głośno.

    Zastanawiam się właśnie, co może być powodem tej niechęci do zwierzaków i przyszedł mi do głowy jeden. Otóż chodzi o uczulenia, alergie i temu podobne. Jest przecież trochę ludzi, którzy mają tą nieszczęśliwą przypadłość – tak sobie myślę właśnie.

    Pytanie tylko, jak sytuacja wygląda w praktyce? Czy taki ktoś kto wie, że ma tą nadwrażliwość może być zmuszony do bardzo bliskiego kontaktu z sympatycznym sierściuchem dłużej niż kilka sekund? Czy jak będzie chciał stanąć w kolejce do kasy za właścicielem tego kotka to będzie zmuszony się wycofać gdzieś bardzo daleko? I będzie to jakąś niezwykle dużą uciążliwością? Jeśli nie to faktycznie nie ma problemu. Wszak musimy sobie nawzajem też pomagać/ ustępować i przede wszystkim rozumieć 🙂 Tak, empatia, to słowo klucz w tym temacie 😉

    • Maddy

      Z tego co wiem silne reakcje uczuleniowe może wywołać sierść kota, a właściwe jego ślina o specyficznym skaldzie. I można być uczulonym tylko na koty.
      Jak ktoś jest uczulony na sierść psa, to prawdopodobnie też na wełnę, kurz, pyłki, roztocza i bug wi co, bo pies na co dzień jest brudny ” z otoczenia” i nosi to wszytko na sobie.

      Zatem z kotami bym uważała w miejscach publicznych. Poza tym koty są zwykle trudne do kontrolowania w stresującej sytuacji, jaką może być np. sklep. Zabieranie kota na zakupu to znęcanie się na nim.
      I nie ma znaczenia, ze ktoś tu zna jednego kot, a co to lubi. Większość nie cierpi.

      Dla odmiany większość psów jest szczęśliwa, ze po prostu jest ze swoim człowiekiem gdziekolwiek to jest i to jest zupełnie inna bajka.

      Lubie koty, mam kota. Koty to nie psy. To bardzo bardzo nie psy.

  • Edith

    Super artykuł. Obecnie w moim mieście jeszcze są miejsca do wychodzenia z psem na spacer, ale jak tylko zdarzy się nieprzewidziana sytuacja typu kupa koło skwerka, na którym jest plac zabaw i mnóstwo ludzi z dziecmi w różnym wieku to od razu słyszę: PROSZĘ TO POSPRZĄTAĆ! a dodam, że właśnie na tym skwerku z placem zabaw i rodzicami czy dziadkami z dziećmi za każdym razem, kiedy akurat tamtędy przechodzę, jestem świadkiem takiej sytuacji: dziecku chce się kupę czy siku, do domu daleko a musi już, bo bardzo się chce, a majteczek nie można zabrudzić. No to majtki w dół i niech się spokojnie dziecko załatwi. Już nie wspominając, że na skwerkach opanowanych przez żuli cały czas wali moczem, a niejednokrotnie też widać załatwianie tej drugiej sprawy przez żuli w miejscu publicznym.I niech mi ktoś powie, że to psiarze są brudasami.

    • Maddy

      Pies ma zarazek!

      Cytat z sąsiadki z bloku, późne lata 70-te.

  • Maddy

    Świetnie ujęte!
    Moja sunie zabieram wszędzie, gdzie się da. Chodzi ze mną do pracy, czasem do klientów – jak jestem bez niej, to są pytania „a gdzie pies”.
    Chciałabym móc pójść sobie z nią na Starówkę łowić pokemony i nie przejmować się czy będę mogła sobie gdzieś usiać na kawę i dostanę michę wody dla psa. Bo okazuje się, że ogródki wcale nie są psom przyjazne.
    Skąd się w ludziach bierze to przekonania, że pies to tylko czyha, żeby się, za przeproszeniem, zesrać na środku lokalu? Szczenięciu się różne rzeczy przydarzają ale dorosły pies wychowany w domu wie, gdzie się sika i kupa, a gdzie pod żadnym pozorem nie.

    Jakiś czas temu zostałyśmy z psom wyproszone z ogródka, bo „pies może nabrudzić”. A przy barze siedział Pan z tchórzofretką, która po tym barze biegała. Zwierzę którego praktycznie nie da się nauczyć czystości biegało sobie w miejscu, na którym stawia się jedzenie i picie a mój pies, który prędzej pęknie niż popuści w domu, „brudzi”.

    Psy jak wiadomo roznoszą też zarazki. Znaczy patogeny, sorry, taka jestem staroświecka. Teraz są patogeny.
    Normalnie pies przejdzie skrajem parku narodowego, cała zwierzyna pada w konwulsjach.
    Ale tytko taki wychuchany, miastowy pies, wiejskie burki patogenów nie roznoszą, zwierzyny nie płoszą, o co najwierniejsze, nie ma komu wlepić za nie mandatu, więc nie ma problemu.

    Na zakończenie obrazek z mojego podwórka sprzed kilku tygodni – mamusia wysadzająca na kupkę swoją córeczkę w wieku piaskwonicowym, na trawniku przy placu zabaw, tuz koło znaku „zakaz wyprowadzania psów”. Nie sądzę żeby to potem zebrała do woreczka.

    I tutaj zostawiam was z tą uroczą wizualizacją.

  • Magdalena Soliwoda

    W praskim Zoo widzieliśmy mnóstwo właścicieli z psami. Wielkimi. Przed wybiegiem z niedźwiedziami. Żadne nie zwracało na siebie uwagi. Można?

    • Też mnie to zdziwiło! Jednak, mimo, że sama mam psa i często zabieram go w miejsca publiczne, to wprowadzanie psów do ZOO nie uważam za najlepszy pomysł. Psy mogą się stresować zapachami nieznanych im drapieżników, a i zwierzęta na wybiegach mogą się czuć niekomfortowo – w końcu w ZOO nie lokuje się drapieżników i roślinożernych na sąsiednich wybiegach.

  • Zdarza mi się zabrać psa do restauracji w celach typowo socjalizacyjnych. Skoro już jadę do Śródmieścia to chciałabym na chwilę usiąść i coś zjeść, wypić kawę. No i tutaj nie ma problemu. Warszawa nie jest nietolerancyjna. Gorzej ma się sytuacja w podróży. Czasami jadąc gdzieś daleko, trzeba na chwilę się gdzieś zatrzymać, coś kupić. Jeśli jest upał to zostawiam auto z szeroko otwartymi szybami bo nie mam wyboru. Podróżuję z psem, jestem przyrodnikiem i pies pomaga mi w pracy zatem jego obecność przy mnie nie jest zachcianką. Poza tym chodząc po lesie z psem czuję się bezpieczniej.
    Problem leży w mentalności ludzi, braku kultury i braku zrozumienia definicji przestrzeni publicznej. W życiu ogólnie trzeba być kulturalnym. Kultura wymaga wielu rzeczy, od psiarzy również. Staram się aby mój pies nikomu nie przeszkadzał i był dobrze wychowany. W PL mamy dość dziwną sytuację, z jednej strony kochamy psy a z drugiej w tej wielkiej i szaleńczej miłości sprawiamy że nasi pupile są uciążliwi dla otoczenia. Im więcej osób będzie sprzątać po swoich psach, szkolić je i nie puszczać samopas tym otoczenie niepsiarskie będzie coraz bardziej przyjazne.
    Ale z drugiej strony dlaczego mam płacić za to, że inni nie potrafią się zachować? Może najlepiej będzie wyciągać srogie konsekwencje wobec właścicieli psów którzy nie potrafią zapanować nad swoim czworonogiem?
    No i jeszcze jedna sprawa. Obserwuję ostatnio jakąś psią histerię. Wielu ludzi wpada w panikę bo obok nich IDZIE pies i nie zwraca na nich najmniejszej uwagi. W szczególności rodzice z dziećmi. Mamy coraz bardziej nadwrażliwe społeczeństwo. Statystycznie istnieje większa szansa, że zabije nas wózek widłowy niż zagryzie pies.

  • Basia Corelowa

    Przez rok mieszkałam w Wiedniu, gdzie z psem można wejsć nieomal wszędzie i gdzie ludzie są tolerancyjni dla różnych psich wpadek – mój ogromny szwajcar ogonem strącił w kawiarni filiżankę z kawą. ja struchlałam, ale usłyszałąm tylko „to nie jego wina, że jest taki duzy”. U nas (Wrocław) wiele restauracji, kawiarni wpuszcza psy, wiele z nich ma na drzwiach naklejkę „Pets Welcome”. Ale wracając z Wwy do Wro zatrzymałam się na stacji Statoil, byłam głodna i chciałam kupić kanapkę. Na dworze 33 stopnie, oczywiście mowy nie było, żebym zostawiłą psa w aucie. No i nie weszłam. Bo mogę, ale bez psa. Nie pomogły protesty. Próbowałam wyjaśniać to z zarządem, tłumaczą koniecznością dbania o bezpieczeństwo żywności – absurd. Ciekawe, co by było, gdybym zatankowała i chciałą zapłacić. Psa bym nie zostawiła 😉

  • Dobrusia L

    może i stary artykuł ale dorzucę swoje trzy grosze 😉 mieszkam w sporym mieście ale nie tak wielkim jak Wrocław. W bloku mam trzy wielkie psy północy, z którymi trenuję biegi i zaprzęgi, wszelkie włóczęgostwo górskie i leśne. Na wakacje z nmi jeżdżę w miejsca, gdzie nikt mi nie będzie truł, że mam trzy wielkie bydlęta, najpewniej morderców a w ogóle to powinny chodzić w ciasnym kagańcu, bo kto to takie bestie widział wśród ludzi (na szczęście takie komenarze usłyszałam może dwa, trzy razy w ciągu całej kariery trójpsowej, 15 lat temu leciały częściej, jak miałam jednego psa). Z tego co widzę, to zachodzą zmiany na lepsze. Np nad morzem w Jarosławcu bez problemu nas wpuszczali do knajp. Trzy wielkie, puchate kule. Np Tawerna Maltańska czy inne, oczywiście miejsce raczej na dworze (sama bym nie chciała się cisnąć w środku). Jest coraz więcej plaż z pozwoleniem na wejście psiaka. Nawet można mapę znaleźć: http://mapa.popiasku.pl/?idk=64

    Ale w dalszym ciągu trafiają się ludzie mało kulturalni z psami jak i wobec psów. Właściciele nie ogarniający swoich psów które są agresywne albo upierdliwe dla innych. I najlepiej oczywiście wybiegać pieska w parku, bez smyczy. A potem nie umieć odwołać.

    A jak idę sprzątnąć po swoim psie to mam szansę wdepnąć w kilka innych artefaktów niesprzątniętych.

    Ale są miejsca, gdzie psa bym nie zabrała. Np do galerii handlowej albo do zoo. Co z tego, że gdzieniegdzie można. Dla mnie za dużo użerania się z tym 😉 poza tym zakupy to zakupy a psy wolą iść do parku a nie między półkami.

  • Jestem kociarą, w tym sensie, że zawsze miałam koty, nigdy psa, ale bardzo je lubię. I wydawało mi się się zawsze, że z psem jest lepiej, bo można go wszędzie zabrać, dla kota każda podróż to udręka. A tu niespodzianka, nie jest tak różowo. Dla mnie bez sensu, w niczym mi psy w przestrzeni publicznej nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie. Z kotem w mieście jedyny problem jaki miałam (i wyobrażam sobie, że z psem jest jeszcze gorzej) to taksówki. Jak chciałam być dobra i zgłaszałam, że mam kota w transporterze to za każdym razem w całym Krakowie nie było ani jednej wolnej taksówki. W końcu się wkurzyłam, przestałam mówić i jakoś żaden kierowca problemu nie miał. Raz trafiłam na alergika, trochę mi było głupio, ale powiedział, że jest na lekach i możemy jechać. Teraz mieszkam w Genewie, która podobno jest bardzo dog friendly. Trudno mi powiedzieć jak to wygląda w praktyce, ale faktycznie kosze z torebkami na kupy są na każdym kroku, widziałam też nieraz ludzi z psami spacerującymi sobie w Ikei, nawet z dużymi. Więc coś w tym jest chyba i bardzo fajnie, może do Polski też kiedyś dojdzie.

  • Kasia

    zwierza górą! to człowiek sie rozpanoszył i myśli, że ziemia nalezy tylko do niego. ludzi na smycz! yaay!

  • Z Wrocławia przeprowadziłam się do Poznania i muszę przyznać, że jest tu znacznie lepiej jeśli chodzi o „wolność” psią. Bardzo dużo miejsc typu kawiarnie etc. jest otwartych na czteronożnych przyjaciół, jest więcej zieleni, gdzie pies może się wyszaleć i ogólnie mam wrażenie, że w mojej dzielnicy są sami psiarze – jest ich tutaj naprawdę dużo i wcale się nie dziwię, bo Poznań lubi psy. Ma Psie parki (nie wiem czy we Wrocławiu takie są)- jedynym problemem, jaki napotkałam to brak śmietników i to nie tylko tych na psie kupy, ale i takich zwykłych. Im dalej od centrum tym gorzej :c

  • Ludzie są czasem większymi brudasami niż psy.
    U mnie w mieście niemalże na każdym trawniku stoi tabliczka aby nie wprowadzać psa. A gdybym weszła z pupilem do sklepu? Połowa klientów (czyt. mohery ) dostałoby zawału.
    Zakaz odnośnie wprowadzania psów do sklepu jeszcze zdzierżdżę, ale wiązania psa na łańcuchu lub zostawianie go na zewnątrz w noc sylwestrową… coś okropnego.

    Pozdrawiam