0
Udostępnień
Pinterest Google+

Wyglądałam tego dnia na tyle dorosło, że sprzedano mi w barze Wściekłego Psa. Bez dowodu.

Usiadłam przy stoliku. Patrzyłam z zażenowaniem na tych, których pochłonął melanż tego wieczoru. Zła na znajomych, którzy kazali mi tam przyjść. Bez lepszych planów na wieczór, obserwowałam dryfujące w kieliszku tabasco. Nie potrafiło połączyć się z wódką, tak jak ja z rytmem wiejskiego techna, w takt którego grzechotały grube, złote łańcuchy i bransolety. Gdyby ktoś wyłączył wzmacniacze, słychać byłoby tylko pisk podrabianych rebooków skrzypiących na linoleum.

Wtedy go poznałam

Odsuwane krzesło zagłuszyła potężna „kurwa”, która wyrwała się z gardła jednego czy drugiego chłystka. Tak tylko umiano tam skomentować niemy gol na wyciszonym telewizorku znad baru. Z transu obserwowania pląsów trzyskładnikowego drinka wyrwało mnie dopiero pytanie:

-Widzisz tam diabła?

Podniosłam głowę i myślę: debil.

-Widzę tabasco.

-Ja widzę diabła. Wszędzie widzę diabła. W kieliszku, w stole widzę. Kibel czyszczę, widzę, zęby myję. 

No debil. Wieczór już nie mógł być gorszy, a jednak. Nawiedzony. Jakby bycie nastolatką nie było wystarczająco okrutne.

-Myślisz, że jestem idiotą.

-Jestem pod wrażeniem, że się domyśliłeś. 

-Masz rację. Jestem. 

I odszedł.

Żołnierze zamiast kulek na liczydle
Paweł Kuczyński

Jak na wiecznie markotną nastolatkę, zrobiło mi się trochę głupio. Wychyliłam Wściekłego Psa, był okropny. Zagryzłam papierosem i ssąc pod drodze anyżowe cukierki, wróciłam do domu.

Ponownie spotkałam go kilka miesięcy później. Na nie mojej imprezie, ale w moim domu. Chata wolna. Nie czułam się gospodynią imprezy, ale zapytałam: kto to?

Elton, jak ten pedał od Króla Lwa. Wrócił z Afganistanu, wiesz, zwariował tam trochę. Jest trochę przygłupi, no ale chujowo takiego patriotę wygonić z imprezy, c’nie?

To się dowiedziałam.

Trumna niesiona przez trzech mężczyzn. Koniec trumny jest w kształcie kamery, którą trzyma żołnierz.
Paweł Kuczyński

Impreza w toku. Siadam na ogrodowej huśtawce i odpalam papierosa od świeczki.

-Alojzy Budnikowski, ojciec dwójki, doświadczony kutermistrz. Zginął na morzu.

O nie, znowu te zabobony o mordowaniu marynarzy, kiedy potraktujesz knot jak zapalniczkę. Czy istnieje takie słowo, jak kutermistrz? Nieważne. Elton dosiada się, nie, wskakuje na huśtawkę. Skrzypi tak, że kawałki rdzy spadają mi na włosy.

Dobra, w zasadzie i tak nie mam nic lepszego do roboty. Kim jest Alojzy? Pytam. Znałeś go? Zaraz wymyślę chamską aluzję, bo to pewnie kolega z wojska. Jakby nie było, jestem anarchistką, pacyfistką, jeden chuj. Gardzę wojną i tymi z karabinami.

Ty go znasz. To nasz proboszcz. Zdałam sobie sprawę, że faktycznie ten stary batman ma takie głupie imię. Rozbawił mnie nawet, choć ciężko było nie zauważyć, że jest wariatem. Mówił za głośno, czasem za cicho. Z ekscytacji czasem klaskał. Bekał bez cienia zażenowania i popijał pomarańczową oranżadę z butelki, głośno przy tym mlaszcząc.

Opowiedz mi o wojnieZapytałam go w końcu. Ja jestem wojną. Powiedział.

Wojna to zapowiedź w radio, nius w dzienniku. Przerażani ludzie, którzy po wiadomościach oglądają mecz, potem kładą się we własnych łóżkach. Nikt nie pamięta.

Brzmi jak Paulo Coelho, o czym mówię mu wprost.

Nie znam typa. Wiesz, wiersze piszę, potem wierszem mówię.

Widzisz, nie pamiętam wojny. Byłem w Afganistanie, potem w Iraku. Nie pamiętam. Zdjęcie mam jedno, stoi chłopa tyle w piaskowych uniformach przed namiotem. Cieszą się, trzymają karabiny. Kolega dał mi to zdjęcie i mówi, patrz, my! A ja nie widzę tam ani jego, ani mnie. Nic nie pamiętam. Jakbym to przespał.

Wróciłem, i widzisz, i nie śpię. Widzę rzeczy, czuję, że je robiłem, ale nie pamiętam. Ładuj, rozładuj. Spust, strzał. Widzisz, nie wiem w co strzelam. Był dom, nie ma domu. Było sobie życie. Czaisz, jak ta bajka. Było. I już nie ma. 

Ale ja tego nie robiłem. Nie mogłem, prawda? Nie pamiętam.

Od tamtej pory próbuję zasnąć, ale nie mogę. Trawę paliłem, ale nie pomogło. Mówili, zaśniesz, zapalisz i zaśniesz. Albo chociaż coś zjesz. Nie chce mi się spać ani jeść. To stwierdziłem, szkoda tak leżeć i próbować spać. Zrobiłbym coś. Bo jak zamykam oczy, to znowu, było sobie życie. Było, i nie ma.

To weź fetę, powiedzieli. Tabsa, wisienki, smajle. Będziesz balował, mówili. No to wziąłem. Oczy na krócej zamykam. Mrugam dużo. W każdym mrugnięciu też strzelam, zabijam. Ale szybko strzelam. I szybko przestaję. Patrz teraz! Widzisz? Mrugam. Strzelam. Nie strzelam. Strzelam. Już nie. 

Im szybciej to zrobisz, tym szybciej zapomnisz, mówili. I tak zapominam, co parę sekund. I co parę sekund znowu pamiętam.

Mówię, że to diabeł. Ten w lustrze, on strzelał. Tak mówię. Dostałem odznaczenie. Jedno, drugie, trzecie. Za służbę dostałem. Jakbym umarł tam albo nogę mi urwało, też bym dostał. Ale nie umarłem i nic mi nie urwało. Więc mogą kazać znowu jechać. I ja znowu nie będę pamiętał.

Kiedy przestał mówić

a mówił dużo. Kiedy przestał, ja też zamilkłam. Lista kąśliwych uwag mi się zmniejszyła. Albo nie wiedziałam, co powiedzieć, albo nie chciałam. Było mi smutno. Mało rozumiałam wojnę. Skoro była, to działo się coś złego. To powinna być, prawda?

Myślałam, że pogadam jeszcze kiedyś z Eltonem, wypytam go o wojnę, o diabła. Ale nie było okazji. Pałętał się po mieście. Ktoś tam śmiał się z niego, ktoś mu dokuczał. Ponoć faktycznie chorował na schizofrenię. Później ponoć znowu wyjechał na służbę.

Nie wiem, nie rozmawialiśmy.

Minęło 10 lat

Dziecko ukrzyżowane na plecach żołnierza
Advertising Agency: Fabrica, Treviso, Italy

Zapomniałam o Eltonie. Noce spędzam pisząc. Z używek to Earl Gray, najwyżej. Magnez wypłukuje, oko mi lata. Pisać nie mogę, nic nie widzę. Nie palę, to i nie zabijam marynarzy. Jestem też miła. Może na jogę nie chodzę, ale i tak. Nudna, do porzygu zwykła.

Dalej brzydzę się wojną.

I tak, jak Elton, nie umiem w nocy spać. Gdy przestaję scrollować dotykowy ekran, gdzie suną informację o nowych ajfonach, zastanawiam się.

Czy Elton kogoś wini? Uchodźców? Islam? ISIS?

A może Polskę? Armię? Dowódcę?

Siebie?

Leci House of Cards. Oglądam, jak sto innych seriali. To o prezydencie, takim sztucznym, niemiłym, czasem zabawnym. Nieprawdziwym, w ogóle. Kogoś zabił, kogoś wrzucił do więzienia. Dla kogoś innego nie zrobił nic. Głupie, nie? Kłamstwa takie. Prezydent tak nie robi.

Choć potem tak myślę. A jeśli?

A jeśli Elton nie śpi, bo jakiś Frank Underwood 15 lat temu też chciał wygrać wybory?

Nie, na pewno nie.

 

 

 

 

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Share Week 2016

Następny artykuł

Będę mieć skrobankę

  • Nie wiem, czy to właściwe, ale podoba mi się ten wpis a najbardziej jego puenta. Strasznie smutna i prawdziwa, chyba. Chyba?

    • Frank mnie natchnął, cholera wie jaka z tego puenta wynika.

  • Patrz chciałam coś napisać i słów mi zabrakło bo jak skomentować To wszystko? Bardzo ładnie napisane, bardzo smutna historia.

    • Dzięki Agnieszka, to coś innego na tym blogu i bardzo ciekawi mnie to, jak inni to odbiorą.

  • Na co dzień nie myślimy jaka straszna jest wojna, a powinniśmy, bo w sumie na Ukrainie tacy ludzie jak my, też o tym nie myśleli… Ten człowiek miał pewnie zespół stresu pourazowego, smutne.
    Bardzo fajnie napisane

    • Tak, miał szereg problemów z osobowością, czego nikt nie brał przy tym poważnie.

  • Mam znajomego w wojsku, za każdy razem, kiedy mówi, że robi to dla mnie każę mu przestać, bo o to nie prosiłam.

    • nikt o to nie prosił, to jest najgorsze ;/