13
Udostępnień
Pinterest Google+

Snapchat, Instagram, a nawet Facebook to dla Ciebie ogłupiające mass media?

Nie wiesz, czym jest LindkedIn, Pinterest, Periscope czy Vine. Masz Facebooka i tam udostępniasz memy o tym, jakie dzisiejsze dzieci są poszkodowane, bo nie mają siniaków i nie potrafią grać w piłkę. Jesteś ostatnim mohikaninem, który pamięta prawdziwe wartości, udane dzieciństwo i bitwę pod Grunwaldem.

Krótka historia wstydu

Do pewnego momentu tłumaczyłam się przed Tobą, zawstydzona tym, że na mieście robię snapy. Mówiłam, że wiesz, taka praca, tak muszę, ale wiesz. Z pogardą prychasz na mnie, bo to próżne, głupie i Ty nie rozumiesz takich ludzi.

Mimo, że doskonale wiem, dlaczego znam wiele mediów społecznościowych, portali informacyjnych i niusów branżowych, to jakoś robiło mi się wstyd. Mówisz do mnie z taką wyższością, niczym wolny człowiek. Wolny od głupstw Internetu.

Już się nie tłumaczę i teraz ja prycham. Bo za oknem mam szkolne boiska i świątek, piątek, widzę tam tłumy dzieciaków grających w nogę, kosza i w siatę. Mają smartfony, ale ich mięśnie są pewnie lepiej rozwinięte niż za czasów Twojego, pożal się boże, wuefisty z podstawówki.

Nie tłumaczę się, bo wiem, że przyznanie się w dzisiejszych czasach do tego, że nie wiesz czym jest Snapchat, jest porównywalne do tego, jakbyś powiedział w latach siedemdziesiątych, że nie znasz Beatlesów. No przypał. Choć pewnie i wtedy takich hipsterów, umniejszającym przełomom popkulturalnym, nie brakowało.

Advertising Agency: Fórmula Comunicação, Florianópolis, Brazil
Advertising Agency: Fórmula Comunicação, Florianópolis, Brazil

I nie wiem, jak grafik, programista, rodzic, nauczyciel, marketingowiec, ekspedient, pielęgniarz, ktokolwiek, może z pełną świadomością wykonywać swój zawód bez choćby starań bycia na bieżąco z rozwijającą się technologią. Bo te rzeczy musisz projektować, programować, wykorzystywać albo chociaż rozumieć. By pracować, udoskonalać się czy mieć o czym pogadać ze swoim dzieckiem. Dzięki technologiom, czyli również aplikacjom społecznościowym, możesz śledzić trendy i przypatrywać się swoim mentorom po fachu. Jeździć na te same konferencje. Po prostu, rozwijać się.

I nie, nie ma sensu za tym sztucznie gonić, wpadać w FOMO i wpędzić się w niekończącą się machinę samodoskonalenia. Ale możesz z tego korzystać. Bo kiedy Ty sądzisz, że na Snapchacie są sami gimnazjaliści, ja podglądam Dolinę Krzemową czy śledzę dziką podróż po Afryce. Podglądam ludzi, których nie znam, ale bez zbędnych barier, możemy ze sobą pogadać.

I kiedy o tym myślę, to nie czuję powodu, aby się tego wstydzić. Więc dlaczego każdorazowo próbuję się przed innymi tłumaczyć?

Mentalni Flinstonowie

Ktoś spędza dzień przed telewizorem, z piwem, przeglądając demotywatory za kolejnym memem udanego dzieciństwa z lat ’70 – ’90. I ta sama osoba ocenia mnie. Bo mam LindkedIna, gdzie dostaję oferty pracy z całego świata. Bo mam Twittera, gdzie mogę zapytać polityka bezpośrednio o zdanie, zamiast wyzywać go od złodzieja podczas oglądania wiadomości. Bo mam Snapchata czy Instagram, na których mogę zarabiać. I tego kogoś to boli. Jak jego dziadka czy babcię, którzy odmówiliby za swojej młodości pójścia na koncert Janis Joplin, bo tylko oszołomy tam idą.

Ktosiu, dław się więc w swojej ignorancji. Nie pluj sobie tylko za parę lat w brodę, że nie potrafisz zamienić słowa z własnym dzieckiem czy wnukiem, bo dzięki swojemu zawyżonemu ego, tkwisz w umysłowym i technologicznym średniowieczu. A nowe pokolenie wciąż zdziera sobie kolana na placach zabaw, jednocześnie znajduje się już, dla Ciebie, w epoce Jetsonów. I kiedy oni będą zmieniać świat, Ty dalej będziesz mieć brudne pięty od podróżowania autem z kwadratowymi kołami.

Ty, Fredzie Flinstonie XXI wieku.

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

E-mail to mleko, nie pamiątka!

Następny artykuł

Gender opanowało The Sims 4?

  • Snapchat to pierwsze medium, o którym pomyślałam „jestem na to za stara”. Zainstalowałam, próbowałam zrozumieć, wykasowałam. Potem coś mnie tknęło i pomyślałam, że jeśli w wieku 27 lat odpuszczę, to skazuję się na to, że już teraz jestem dinozaurem dla moich nienarodzonych dzieci 😀 Zainstalowałam apkę na nowo, dalej nie czuję klimatu, ale się nie poddaję 🙂

    • Też miałam dwa razy Snapchata i chyba odpuszczę 😉 Albo się coś czuje, albo nie i chyba nie ma co na siłę tego sobie wciskać, choć w sumie do Insta dojrzewałam rok, na FB pojawiłam się też po jakimś tam czasie. Niestety ogólnie mikroblogi i im podobne odrzucają mnie swoją ulotnością od dawien dawna czyli od czasów choćby Blipa.
      Jestem właśnie takim dinozaurem – pamiętam czasy bez komórek, netu itp. Nie uważam, że kiedyś było lepiej, bo dla każdego lepiej było w czasach dzieciństwa. Teoretycznie lepiej. Po prostu każdy ma do swoich czasów szczenięcych sentyment i w pewnym wieku przestaje się wszystko tak łatwo łapać, nawet jeśli jest się dobrym w te klocki z natury. Potem jest się trochę w tyle, przestaje się pewne zachowania rozumieć i rośnie frustracja na młodszych, bo robią dla nas rzeczy niezrozumiałe, a do tego jak na dłoni widać ich wady, których nasze pokolenie nie miało 😉 (wyolbrzymienia dokonałam celowo) To jest naturalne i nazywa się konfliktem pokoleń. Tylko jedni bardziej i szybciej wapnieją, a inni mniej lub wcale. Jednak nie plujmy na siebie jadem i dajmy sobie być sobą. Bardziej lub mniej ogarniętymi technologicznie. 🙂

      • Ale absolutnie nie musisz mieć tego wszystkiego 🙂 Ja np. mam Instagram, ale nie czuję go tak dobrze, jak innych mediów. Na Twittera zaś wpadam, gdy mam potrzebę podzielenia się szczególnie czymś, co wiem, że na Twittera się nada. Absolutnie nikogo nie hejtuję, można zaszyć się w dżungli z dala od WiFi i będę to bardzo popierać. Ale nie ma co uciekać od technologii. Te będą i, zazwyczaj, robią dobrze.

    • Ja też w pierwszej chwili byłam wycofana. Ludzie reagują jak poparzeni na wszystko, co nowe (teraz na brzydkie ikonki na messengerze, wcześniej na nowe logo Instagram czy Google). Do wszystkiego można przywyknąć 😉

  • Paulina Żmuda

    Świetny tekst! Jestem tego samego zdania – stare czasy bez Facebooka, Twittera i Instagrama juz nie wrócą, wiec albo zaczniemy korzystać z tego co jest, albo do końca życia możemy narzekać na tę dzisiejszą młodzież… 🙂

    • „dzisiejsza młodzież” ;] to najgorsza rzecz, o której słyszałam, gdy byłam dzieckiem. A nagle powtarzają ją moi znajomi z jednego podwórka. Okropne.

  • Wspaniale ujęłaś sedno genialną metaforą! Mam od niedawna zainstalowanego snapchata, ale oprócz powiadamiania na nim o nowych wpisach na blogu, jeszcze nie bardzo mam pomysł jak go prowadzić. W każdym bądź razie nie będę się poddawać 🙂

    • Spróbuj najpierw obserwować snapy innych 🙂 O genialniej Arlenie Witt nie ma co mówić, ale coraz więcej osób to medium wykorzystuje w ciekawy sposób. To, wbrew pozorom, nie jest typowe miejsce do reklamowania swojej działalności. To miejsce, z punktu biznesowego, pozwala Ci się zbliżyć z odbiorcami. Nagle możesz z nimi wymienić krótkie, prywatne filmy i dowiedzieć się kim są. Zanim sama zaczęłam nagrywać coś sensownego, minęło sporo czasu na zwykłym podglądaniu.

  • Dzięki za ten tekst! Cały czas byłam przekonana, że znajduję się w średniej osób ogarniających internety, ale po weekendowym spotkaniu ze znajomymi okazuje się, że jestem w ścisłej czołówce. Młodzi ludzie, korzystający z nowych technologii, a okazało się że Facebook to max ich znajomości, Instagram obił im się o uszy, a o Snapchacie uważają, że jest głupi. Ale też nie znali pieśni „Orki z majorki”, więc..hmm..

    • Mnie bardziej smuci, że po prostu niby świat pędzi, marudzi się na brak pracy, a specjalistów wciąż brak. A technologie to świetne miejsce na rozwój, wystarczy tylko minimum zaangażowania w to, co się dzieje 😉

    • Orki z Majorki?! Hmmm… Mnie też coś chyba omija… :-/

  • Poczułam się jakbym dostała trochę w dupę od Amandy:) Jestem starym dziadem z lat 80 i tak muzyka była lepsza, podwórko było lepsze ale w jajeczka( taka gra) napieprzaliśmy na zmianę, jak ktoś dostał Tetris to tylko żebraliśmy na baterie. Gdyby dali nam Facebooka wtedy zapewne byłoby tak samo jak dziś. Tylko wtedy była bieda i marzenia o byciu kimś takim, jak pokazuje telewizja amerykańska i trzeba było sobie radzić. Robiliśmy to każdy na swój sposób i tak, życie bez telefonu było wtedy prostsze, dziś już nie do końca. O ile łatwiej uratować kogoś z zawałem na ulicy? Mnie wkurza masowość albo inaczej narastające social media, ale to jak sobie z nimi radzimy to nasza sprawa. Dla mnie jest to ciekawe po prostu, jak to działa co można zrobić. Dzięki takiemu Facebookowi udało się powstrzymać jedną wielką tradycyjną rzeź psów w Chinach( to dopiero początek) Dzięki Facebookowi, można odnaleźć rower szybciej lub podpisać wiele ważnych petycji (gdyby można było dokonać apostazji przez Fejsa:) Snapchata nie rozumiem (tu Amanda pomysł dla Ciebie, zobacz ile osób nie rozumie snapa i dlatego go nie używa, może warto im pokazać) ale nie odrzucam, gdybym miała uczyć dzieci w szkole ( bo takie mam wykształcenie) na pewno bym go używała. Nie umiem też powiedzieć do końca bratankowi, że marnuje życie przy Minecraft bo mimo tych cudownych lat 80 sama wpadłam w wiele gier na wiele miesięcy ale nie znaczy to, że zły ze mnie człowiek. Nadal czytam książki, nadal rysuję i interesuję się sztuką a te zasrane internety mi tylko w tym pomagają:) Wszystko jest kwestią umiaru. Znajdź drogę dla siebie i nie mów innym jak mają żyć, jak im dobrze na snapchacie to niech się bawią tylko nie w trakcie jeżdżenia na rowerze:) Media nie takie straszne jak się znajdzie w nich coś dla siebie:)

    • Nie ma co się oszukiwać, że nasze lata dziecięce były najlepsze, bo mamy głównie miłe wspomnienia i sentymenty ;] Co do Snapchata – tak, to jest myśl, żeby ludziom go przybliżyć. Choć nie każdy przecież musi go mieć. Ale rozumieć go warto. Wbrew pozorom, jest on skrajnie prosty – nie ma lajków, komentarzy ani subów. Jedynie krótkie, spontaniczne urywki z życia 🙂 Przemyślę to.

  • Świetnie napisane 🙂 Snapchata mam już dość długo, ale dopiero niedawno zdałam sobie sprawę jak potężne to medium (przegonił mojego ukochanego Twittera 😛 ). I chyba muszę się nim poważniej zainteresować.
    P.S. Wspominasz Dolinę Krzemową. Z ciekawości: jakie konta warto obserwować ? 🙂

    • To akurat byli moi znajomi tam pracujący, którzy chwilowo nie nagrywają. Ale zrobię listę najciekawszych snapchaterów i na pewno się podzielę jak ich wyselekcjonuję 🙂

  • Bardzo fajnie napisane 🙂 Generalnie ide z duchem czasu, ale jakos nie nic mnie jeszcze nie pchnelo do zainstalowania snapa moze to wlasnie ten czas? 🙂

  • Muszę się przyznać, że do niedawna też uważałam snapchat za ogłupiający i przeznaczony wyłącznie dla gimnazjalistów. W zeszłym tygodniu zainstalowałam sobie aplikację, zaczęłam obserwować kilka osób, ale dalej jeszcze nie do końca wszystko opanowałam. No i bardzo się myliłam, co do snapchata. Oczywiście, są ludzie publikujący dziwne treści, ale można też znaleźć sporo wartościowej wiedzy. Podsumowując, nie ma co oceniać, zanim się nie przekona na własnej skórze 🙂

  • Bardzo trafny tekst. Najbardziej w życiu nie lubię oceniania innych przez pryzmat swoich widzimisię. W ogóle nie lubię oceniania innych, po prostu. Po to jest coraz więcej nowości – tych Internetowych też, by z nich korzystać. Każdy powinien robić to, na co ma ochotę i co jest mu potrzebne. Co do Snapchata akurat nie korzystam z niego i nie zamierzam, ale tylko dlatego, że szkoda mi na to czasu, a nie dlatego, że mam taką dziwną ideologię;)

  • No zawstydziłaś mnie normalnie…no. Jakoś tam w tych wszystkich socjalach hulam, ale na przykład Snap to dla mnie wielki tunel. Nie czaję i nie czuję go. Ciemność. Jestem już lekko tknięta zębem czasu, ale wiesz co, po tym Twoim wpisie to jednak chyba sobie chociaż zerknę na to, co to. Moja córka ma lat siedem, więc wyobrażam sobie, że kiedy ona zostanie wessana przez online, to ja będę już lekko ku balkonikowi się pochylać, a przecież jakoś muszę wiedzieć co i jak. Bo dziś jakby spytała co to „Snapchat” to powiem, że najnowszy model kapelusza od Vivienne Westwood. :))) ściskam

  • Brzmi logicznie, ale z drugiej strony- czy koniecznie musimy być ze wszystkim na bieżąco? Wszystko wiedzieć, że wszystkimi się komunikować, wszędzie wyrażać opinie? W internecie wolę wykorzystywać to, co naprawdę potrzebuję. Nie lubię natłoku informacji, nie lubię być ciągle online, potrzebuję w ciągu dnia sporo czasu tylko dla siebie i mojej książki- bez ludzi, bez świata, bez newsów. Naprawdę mogłabym żyć w Bieszczadach, sto lat od cywilizacji, i byłabym całkiem szczęśliwa. Brak Twittera, Snapchata i telefonu z dostępem do internetu wynika z mojego bycia hipisem a nie przekonania, że wszyscy mają zachowywać się jak ja a ich technologia jest głupia. Poza tym zgadzam się zupełnie, że z tymi dziećmi to przesada, co pojeżdżę rowerem po gminie wpadam na mnóstwo dzieciaków latających po podwórkach albo jeżdżących na wrotkach. Sama nie mam dwudziestu lat nawet, i pamiętam że za moich czasów było tak samo, może nie miałam internetu, ale potrafiłam grać w gry edukacyjne godzinami, póki rodzice nie nakładali mi szlabanów na komputer 😀

    • Hipis, absolutnie nic nie jest konieczne, nic nie trzeba, wszystko można 🙂 Po prostu ocenianie, jak zawsze, ssie.

  • Joachim Kaj Wałęga

    Czyżby LindkedIn oznaczało LinkedIn, czy może o czymś nie wiem? W artykule owa tajemnicza nazwa jest zapisana dwa razy w ten sam sposób. 😛

  • Alicja

    Mam 15 lat i, łatwo się domyślić, jestem na bieżąco z technologią, internetem itd. Jak byłam młodsza miałam konta na Snapchacie, Instagramie, Facebooku, Twitterze, Tumblrze… potem zaczęłam usuwać wszystko po kolei. Czułam się lepsza od równieśników, bo „oni podążają za modą, a ja jestem taka inna, taka mądra i w ogóle”. Dobrze, że zrozumiałam, że to bez sensu i zmieniłam myślenie o internecie i portalach społecznościowych. Nie oceniajmy, nie krytykujmy, nie zaglądajmy w życie innym :). Bo to przechodzi w dwie skrajności. Ci modni, „na czasie” hejtują osoby, które się na tym nie znają, za to ci drudzy wykorzystują swoje bycie oryginalnym do najedzenia swojego ego i stawiają się wyżej od innych. I to i to jest złe. A internet jest fajny i daje nam dużo możliwości 🙂