7
Udostępnień
Pinterest Google+

Dziś 280 tysięcy maturzystów odbiera swoje niezadowalające wyniki matur. Jakaś studentka oblała egzamin i czeka ją wrzesień. Jakiś człowiek skacze dziś z mostu.

Zastanawiałeś się kiedyś, co się stanie, kiedy nie zdobędziesz wykształcenia?

Będziesz zamiatać ulice lub zbierać do czapki. Będziesz żył w niedostatku, biedzie i smutku. Umrzesz.

No co, każdy to słyszał. Od rodziców, a jeżeli nie, to chociaż od dziadków, babć, ciotek, wujków czy nauczycieli. Ktoś dorosły pokazywał Wam kelnerkę czy kasjera i mówił: tak wygląda życie bez wykształcenia.

(Co z tego, jeżeli wskazany miał może doktorat).

Rzuciłam studia. Na piątym roku jednolitych studiów magisterskich. Po zdaniu wszystkich egzaminów. Z prawie skończoną (i nieskromnie, bardzo dobrą) pracą magisterską o traffickingu. Z niezaliczonym od trzech lat egzaminem ze słynnego Kodeksu Postępowania Administracyjnego.

Jestem osobą z natury pacyfistyczną. Ale gdybym mogła, to zrzuciłabym bomby na (puste) polskie szkoły. Spaliłabym podręczniki. Zresetowała mózgi gronom pedagogicznym.

trees

Cały system poddałabym lobotomii.

Jak bardzo dramatycznie zabrzmi, gdy powiem, że edukacja państwowa sprowadziła na mnie wszystko, co najgorsze? Jak bardzo będę przesadzać, gdy powiem, że studia zniszczyły duży fragment mojej osobowości?

Wiele osób sądzi, że na prawo zaciągnęła mnie wizja pieniędzy. Och, błogosławieni ci, którzy nie wiedzą o biedzie, jaka kryje się pod marynarkami Vistuli. Co za nędza wyłania się spod zatęchłej togi.

Nie, to nie pieniądze mnie zaciągnęły. To ludzie.

Amanda, jesteś najbardziej wygadaną osobą, jaką znam! Przegadasz każdego, z nazisty zrobiłabyś hipisa. 

Cóż, to prawda. Byłam królową kłótni, Daenerys Targaryen dyskusji, która argumentami zabić mogła prawie każdego. W głowach życzliwych jawił się zatem obraz urodzonej adwokatki. W mojej głowie widziałam zaś obietnicę robienia rzeczy dobrych. Bo przecież interesowało mnie wszystko i to wszystko zazwyczaj cierpiało na brak prawników. Prawa zwierząt, ludzi. Mogłabym pomóc.

Opanujcie proszę ironię, byłam dzieckiem. Puchem marnym.

glass

A potem poszłam na studia.

Po pięciu latach wyszłam pełna wiedzy. Wiedziałam, jak bardzo jestem głupia, beznadziejna, nic nie warta.

Wyszłam pełna przekonań. Przekonana, że ideały na uczelni umierały razem ze mną.

Pełna pewności. Bynajmniej siebie. Pewna, że minuta dłużej i umrę. Tak po prostu.

Wiem, drama queen ze mnie. W końcu studia co roku zdają setki tysięcy młodych Polaków. Są tak samo bardzo bez pracy, jak przed studiami, ale mają tytuł magistra.

Wszyscy zdają. Ja nie zdałam. Głupia, mówią, w końcu byłam już na ostatniej prostej. Ile to, zarwać miesiąc, nauczyć się na egzamin do Krwawej Barbary. Pozbyć się resztek człowieczeństwa to żadna sztuka. Przypełzniesz, będziesz wić się na uniwersyteckich płytkach, plamiąc godność tej podłogi swoim jestestwem. Może wyprosisz. A może nie. Popłacisz te kilkaset złotych. Obronisz pracę.

I będziesz mieć tytuł magistra. Wytatuujesz go sobie na dupie. Wygrawerujesz na własnym pomniku. A następnie wyprowadzisz psa. Całą watahę. Niech srają. Celowo nie bierz foliowego woreczka. Nie sprzątaj. Niech leży. Niech śmierdzi. Niech straszy.

Nie idź na studia.

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Ile trwa nauka programowania?

Następny artykuł

Nie zdzierżę, że to Tobie wychodzi a nie mi

  • Izabela Kornet

    Dobitne, ale wiesz co? Mogłabym się pod tym podpisać… Ja na moich studiach jeszcze NIC się nie nauczyłam, a będzie spoczywać na mnie ogromna odpowiedzialność. Ale już dociągnę do końca inżynierki, bo ten papierek pozwoli mi spełnić marzenie (nie, nie to marzenie o skończeniu studiów) 😉

  • Gdzie studiowałaś? Ja też studiowałam prawo. Mniej więcej od 3 roku byłam już pewna, że nie chcę mieć nic wspólnego z tym czymś, bo umrę, ja umierałam z nudów. Skończyłam. Zmieniłabym studia bez wahania, ale dostałam się na wymianę erasmus na 4 roku 😛 więc wyjechałam, a jak wróciłam zdałam sobie sprawę, że studiowanie i nauka po polsku to jest takie proste (w porównaniu z nauką w innym języku). Co mi to daje teraz? Praktycznie nic. Ale w Twoim nastawieniu do szkolnictwa wyczuwam lekką traumę 😉 Ja wykładowców, organizację studiów, wspominam fantastycznie. W tematach, które kogoś interesowały uczelnia robiła wszystko, aby udostępnić studentom wiedzę, materiały, wykładowcy to często byli świetni praktycy i nawet jeśli kpa mnie nie interesowało, to sama postać wykładowcy powodowała, że miałam ochotę przyjść. Ja co prawda studiowałam zaocznie, więc to nie była jedyna rzecz, którą robiłam w życiu, może dlatego wspominam to jakoś inaczej.

  • Marta Magrean

    Napiszę komentarz, bo czuję podobnie – Uniwersytet Gdański pokazał mi, jak mało warci są studenci na uczelni, jak bardzo biurokratyczny może być system, jak trzeba mieć twardą dupę, żeby załatwić najprostsze sprawy (zbieranie wpisów, złożenie wniosku o akademik), można by zebrać wszystkie chujowe sytuacje studentów w ogromne tomiszcze okrutnego komediodramatu. Wydaje się, że student to produkt uboczny pracy uczelni, po to, żeby dostała pieniądze od państwa, co jest akurat dla mnie dodatkowo wkurzające, bo akurat ja studiuję wieczorowo i płacę czesne, a mimo to nikt nie traktuje mnie, ani moich kolegów jako klientów, którzy oczekują pewnej jakości i zwykłego szacunku.
    Żeby jednak nie było tak jednostronnie – studiowanie dało mi też możliwość zdobycia wiedzy, której inaczej bym nie zdobyła, poza tym wyjechałam też na Erasmusa i wiem, że zdobywanie wykształcenia może wyglądać inaczej. Natomiast dzięki, między innymi, Twojemu blogowi stwierdzam, że po studiach chcę rozpocząć kurs programowania i nie opieram całej swojej przyszłości tylko na dyplomie. 🙂

    • Ja z prawa też wyniosłam wiele rzeczy, które życiowo i społecznie mnie rozwinęło. Niestety sam system nauczania skopał dupę. Ludzie powinni studiować, zdobywać wiedzę. Ale jednocześnie powinni szanować i być szanowani.

  • Też mam nieskończone studia (zaoczne, bardzo fajna prywatna uczelnia) i całkiem szczęśliwie żyję bez nich, ale w moim przypadku ich ukończenie jest mi niezbędne do wykonywania zawodu, który mi się nadal marzy. Taka sytuacja to jednak rzadkość, większość ludzi nie potrzebuje tytułu magistra i układa sobie satysfakcjonujące ich życie bez niego. Warto o tym mówić. Choć może inaczej dobierając argumenty 😉
    Przykro mi z powodu Twoich przeżyć.

  • paranoJa

    Też rzuciłam. Też na ostatniej prostej. Każde słowo jest o mnie.

    • to co, virtual hug? 😉

      • paranoJa

        *hug* 🙂

  • Magda

    Ja niestety studia skończyłam, w dodatku szukając czegoś co przydałoby mi się w życiu zmieniałam je 2 razy – w ten sposób zmarnowałam 6 lat życia, a moją najlepiej płatną pracą jak dotąd był pub w Londynie i udzielanie korepetycji. Ale hej, podobno nigdy nie jest za późno ;P
    Od jakiegoś czasu ciągnie mnie do programowania, zrobiłam kurs podstaw PHP, liznęłam podstawy Javy, zrobiłam kurs Ruby na Codeacademy… i trochę utknęłam. Brakuje mi jakiegoś celu, żeby użyć i rozwijać tę wiedzę, żeby móc powiedzieć nie tylko ‚yyyy… zrobiłam kurs Ruby’ ale ‚umiem w Ruby zrobić to a z małym wsparciem to zrobię to, to i tamto’. Nie wiem jak to wdrożyć w praktykę. Mogłabyś polecić jakiś ulubiony kurs, stronkę czy nawet kanał na YT? 🙂 Będę ogromnie wdzięczna za pomoc i małego kopa w tyłek ;))) Pozdrawiam!

    • Michał Pietraszko

      Cześć. Z mojej strony mogę doradzić żebyś wymyśliła sobie projekt do zrobienia (nie za trudny i nie za łatwy na własne możliwości tylko taki, który będzie dla Ciebie pewnego rodzaju wyzwaniem). Przygotuj stronę z portfolio i konto na GitHubie (przy okazji nauczysz się podstaw gita co jest musem w obecnych czasach), gdzie będziesz publikować swój kod, a to wszystko po to by pracodawca mógł sprawdzić co umiesz (rozumiem, że to jest twoim celem ;)) I tak rób projekty, które będą dla Ciebie ciekawe. Plusem będzie stworzenie aplikacji, która będzie działać w Internecie (może coś dla Twojej ulubionej społeczności?). Życzę powodzenia 😉

      • Magda

        Dzięki za odpowiedzi! Rejestruję się na GitHub i poprzeglądam oferty staży:))

    • Zrobię niedługo taką bazę wiedzy, ale osobisćie polecam staż w agencji/software housie. Najszybciej się nauczysz.

  • Na poczatku moich studiów myślałam, że może wybrałam zły kierunek więc go zmieniłam. Gdy na dalej musiałam się uczyć rzeczy totalnie niezwiązanych z kierunkiem pomyślałam, to pierwszy rok, potem na pewno będzie lepiej. Nie było. Gdy na egzaminy musieliśmy się uczyć norm na pamięć, a wszyscy praktycy patrzyli na nas jak na wariatów, bo przecież normy nie są do uczenia tylko do umiejętnego wykorzystania zaczęłam w końcu rozumieć. 90% wykładowców traktuje nas, studentów jak zło konieczne. Potwierdziła mi to jedna Pani profesor, która na egzaminie zadała mi pytanie czy moj brak inteligencji jest uwarunkowany genetycznie czy środowiskowo. Domyślam się, że to jej flagowy tekścik na egzaminach, bo bez wzgledu na to jakiej odpowiedzi się u niej udzielało i tak, co druga osoba oblewała.
    Uczelnie wyższe to instytucje zajmujace się zawodowo niszczeniem nadzieji i tego, co w ludziach najlepsze. Aktualnie kończę studia, bo chcę mieć już ten głupi, nic nie warty papier na który musiałam tyle sie namęczyć. Bardziej jednak skupiam się na tym by zagwarantować sobie dobrą przyszłość, wiec chodzę na kursy z których mogę wynieść konkretną wiedzę.

    • Wydaje mi się, że cały sytem jest tak zdesperowany brakiem perspektyw i możliwości, że wyżywa się na najnizszych w systemie. Dlatego studenci muszą słuchać o swoim braku inteligencji, bo doktorzy zarabiają śmieszne pieniądze. Dochodzi też do tego władza, która nie jest niczym regulowana. W praktyce profesor wobec studenta moze wszystko.

      • Polecam studia prywatne 😉

        • Podejrzewam, że kiedyś zainteresuje się studiami za granicą 🙂

        • Tomasz Kubicz

          No właśnie, raczej nie w Polsce. Jest tutaj jakakolwiek prywatna na poziomie poza Polsko-Japońską?

      • Jest i druga para kaloszy, znam wielu wykładowców narzekających, że obecnie studenci nie potrafią nawet podania napisać bez błędów ortograficznych, a prosty referat guglają w Wikipedii i kopiują bez czytania, bo wymyślenie tekstu na kilka kartek a4 przekracza ich możliwości. Może stąd wzrost irytacji, frustracja i wyładowanie się na studentach?

        • Żaden pedagog nie powinien wyładować się na studentach. To, że nie potrafią ma podstawy w systemie. Uczysz się pisać w szkole rozprawek zamiast podań urzędowych.

  • Patrycja Łakomy

    Mnie studia dały perspektywę, owszem, poczucie, że niewiele wiem, ale to wzmogło we mnie ciekawość do nauki nowych rzeczy. Na studiach poznałam przyjaciół, zdobyłam doświadczenia różnych ról zespołowych w organizacji studenckich.
    Nie zrozumiałam przekazu tego tekstu. A komentarze utwierdzają w przekonaniu, że najłatwiej jest szukać problemu poza sobą.

    • Nie obraczam studiów tym, że popsuły mi życie zawodowe. O to ja dbam. Obarczam system szkolnictwa brakiem szacunku do uczniów i studentów.

  • Marcin Sola

    Moja historia ze studiami, pomimo nieco innego przebiegu, zmarnowała mniej więcej tyle samo cennego czasu. Najpierw przetrwałem rok na budownictwie i – jak wcześniej wspomniała Karolina – stwierdziłem, że to nie dla mnie i inny kierunek NA PEWNO będzie super ekstra. Minął rok przerwy, po którym zacząłem kolejne studia (z pierwszych zrezygnowałem na początku drugiego roku, więc na inny kierunek było już za późno). Fascynujące było to, jak dużo oderwanych od rzeczywistości i realiów rynku pracy ludzi można spotkać na uczelniach wyższych. Ludzi, z którymi można porozmawiać tylko o kolokwiach albo najbliższym koncercie Braci Figo Fagot. Nie wytrzymałbym tam dłużej nawet, jeżeli ktoś oferowałby mi złote góry po ukończeniu tych studiów. Niestety, studia nie dla mnie. Zniszczyłem sobie życie, a teraz uderzam w sektor IT, żeby biedować przez resztę życia, jak na niewykształconą szmatę przystało 🙁

    • Osobiście uważam dlatego, że warto studiować zainteresowania, a nie pracę. Polskie studia stoją na bardzo słabym poziomie, technologicznie są w średniowieczu. Stąd warto studiować rzeczy interesujące, a zadbać o dobrą pracę na własną rękę 😉

      • O, to może dlatego ja swoje studia lubiłam. Poszłam głównie dlatego, że zawsze mnie architektura interesowała, a nie dlatego, że zarabia się tam pieniądze (nieprawda, tylko nieliczni, ale fama idzie i wielu ludzi na wydział idzie w celu zdobycia wielkich zarobków, a potem się okazuje, że kolega w korpo na telefonie zarabia więcej).

  • Olka

    borze iglasty nikt nie podsumował lepiej mojego rozczarowania studiami, a emocje które są opisane są mi tak bardzo bliskie przy pierd***nięciu pracy magisterskiej z którą się męczę bo narzucono mi temat. Jedyne co mogę powiedzieć dobrego na temat moich studiów to wzbudzenie potrzeby szukania czegoś innego niż to jałowe coś co mi serwowano na zajęciach i w efekcie znalezienie swojej drogi zawodowej. jak myślę co mogłabym zrobić przez te 5 lat, ile się nauczyć, jakich języków się nauczyć to aż się przykro kurde rob

    • ugufugu

      chciałem napisać nowy komentarz, że podpisuję się rękami i nogami pod tym artykułem, ale znalazłem Twojego posta i pod nim też muszę się podpisać rękami i nogami! 🙂

  • O, to moje studia były wspaniałym kierunkiem. O ile mam wiele zastrzeżeń do edukacji masowej (szłam trybem starym 8+4, który i tak był lepszy niż to, co obecnie), to właśnie studia otworzyły mi umysł, zakurzony wkuwaniem przestarzałej i nieużytecznej wiedzy. To chyba zależy od trafności wyboru kierunku. Studiów nie skończyłam, ale siedziałam na nich z 10 lat albo dłużej, mogłabym kolejne 10, tak wiele mi dały. Oczywiście przyszło i rozczarowanie, że mają mało wspólnego z moim docelowym zawodem, ale nadal nie żałuję i nie traktuję tego czasu jako zmarnowanego (bywa, że gadam coś innego w przypływie złego humoru, ale to nieprawda 😉 ). Pewne rzeczy przebimbałam, co zrobiło mi tyły i uniemożliwiło zrobić dyplom, najwięcej wiedzy zjadłam w pracy, a jednak wzbogaciłam się o wiele doświadczeń, uwierzyłam w swoje możliwości, nauczyłam się jako tako współpracować z ludźmi. Zdaję sobie sprawę, że nie na każdej uczelni czy wydziale tak jest, w końcu nawet na mojej trafiali się ludzie, którzy chyba minęli się z powołaniem. Czasem warto rzucić studia i zacząć inne. Mój brat po 30tce poszedł na studia programistyczne. Kto mu zabroni? Nikt. Dostał jakieś tam dofinansowanie, stypendium, cienko przędzie, ale może za jakiś czas to się zwróci. Sam magister to papier, liczą się umiejętności. Moja matura nadal leży na Polibudzie. Nigdy nie musiałam jej nikomu pokazywać. Wystarczyła praktyka zawodowa i portfolio.

  • Jej, na studia się dostałam, chociaż myślałam, że się nie dostanę, co było niezwykle absurdalną myślą, ale lubię dramatyzować. I nikt mi nie mówił, że bez studiów będę nikim albo że będę pracować na zmywaku. Tylko ja sama nie zamierzam nie mieć studiów. Co ja miałabym bez studiów robić? Chyba tylko zostać dilerem. Mam ciekawe, inteligentne środowisko, takie w jakim obracam się od początku liceum i nie mam zamiaru wracać do „normalnych” ludzi i mojej wiejskiej patologii. Mam dostęp do wielu bibliotek i wielu książek, których normalnie nie dostałabym do ręki. Mogłam zobaczyć na własne oczy wydruk „O obrotach ciał niebieskich”. Mogę gadać z ciekawymi ludźmi i wyciągać od profesorów całą wiedzę, która mnie akurat zainteresuje. Wiedza, doświadczenia i ludzie pozostaną ze mną na długo. Nie wiem, jak to będzie potem, ale dla samej radości z czasu studiowania poprawiałabym maturę i znowu zdawała na studia, gdyby oczywiście udało mi się nie zdać.

  • To ja studia lubiłam i nie żałuję, że je skończyłam i mam ten dyplom, chociaż miałam kryzys pod koniec pisania magisterki. Ale mam ochotę napisać tekst pod tytułem „nie idź do tzw. dobrego liceum”. I chyba napiszę.

  • Kinga Maciulko

    Właśnie skonczylam studia na brytyjskiej uczelni. Mogę się pochwalić znajomością specjalistycznego języka angielskiego i tym, że po maturze jako dzieciak wybyłam 1,5 tys. km od domu i musiałam sobie poradzić. Wystarczyło potem wysłać dwa CV i od razu dostałam odpowiedzi, a po pierwszej rozmowie – prace w międzynarodowej firmie, bo takie CV wyróżniało się spomiędzy setek kandydatów po polskich studiach, którzy uczyli się angielskiego w szkole i co tydzień przywozili słoiki z domu rodzinnego 🙂
    (Bez urazy z tym słoikowym generalizowaniem, chodzi mi o ukazanie kontrastu).
    Też nie chciałam iść na studia w Polsce i brakowało mi pomysłu na siebie, ale wiedziałam, że po liceum i maturze trzeba mieć dużo szczęścia albo znajomosci, żeby złapać dobrą pracę. Dlatego wymyśliłam coś jeszcze innego i póki co nie żałuję. 🙂

    • Kinga Maciulko

      W Polsce problem jest taki, że wszyscy idą na studia, przez co posiadanie papierka straciło na wartości. Męczysz się parę lat, żeby potencjalny rekruter nawet nie zerknął na twoje CV, bo twoje 5-letnie walki o zdanie kolokwiów zupełnie go nie interesują. Na najprostsze stanowiska wymaga się wykształcenia wyższego i krąg się zamyka – ludzie idą na jakiekolwiek studia, żeby dostać jakakolwiek prace.
      Jeśli na studia szliby tylko ludzie, którzy naprawdę się do tego nadają, a reszta uczyłaby się zawodu w technikach czy zawodówkach, to ilość specjalistów w różnych dziedzinach byłaby proporcjonalna i każdy zawód byłby szanowany, niezaleznie od potrzebnego wyksztalcenia. A teraz brakuje policjantów, mechaników i hydraulików, a ludzie idą na filozofię i kulturoznawstwo, żeby mogli jeszcze przez parę lat żyć na rachunek rodziców i imprezować. Potem mogą marudzić, że studia nie dają im pracy.

      • C. Wiśniewska

        Ach, to mityczne kulturoznawstwo. Właśnie niedługo mam obronę. I nie wiem co tam na kwejku mówią, ale praca jest. Prosta logika – w każdym większym mieście masz dziesiątki instytucji, fundacji, galerii, muzeów i tym podobnych placówek. Do tego dochodzą koncerty, festiwale – wszelkiego typu wydarzenia, które ktoś musi zorganizować (moja specjalizacja) więc naprawdę można przebierać. Natomiast faktem jest, że pcha się tam masa osób, które nie powinny się tam znaleźć, ale są one odsiewane, bo wbrew pozorom nie jest to taki łatwy kierunek. Wymagana jest wszechstronna wiedza humanistyczna + specjalizacyjne przedmioty dotyczące m.in prawa, zarządzania, finansów, pr-u więc prosiłabym ładnie o niepowielanie głupiego stereotypu. Pozdrawiam 🙂

  • Emilia Maciejewska

    Moje studia akurat może idealne nie były – skończyłam, mimo iż w zawodzie nie pracuję i w momencie kończenia już o tym wiedziałam – ale wiele dały. Poza rzeczą praktyczna jaką jest 8 lat doświadczenia zawodowego liczonego przy urlopach na UOP (od 10 lat dośw. ma się 26 dni a nie 20), dały mi mega dużo. Między innymi sporo umiejętności miękkich uzyskanych podczas działania w organizacjach studenckich, mnóstwo dobrych i cudownych znajomych, którzy inspirowali mnie i przez to pomogli odkryć co chcę w życiu robić oraz sporo wytrwałości i umiejętność korzystania z Excela 😉 Także wszystko trzeba dobrze przemyśleć, bo może się okazać iż nieperspektywiczne studia – a czasem i perspektywiczne, które takimi nie były – przyniosą coś mega dobrego. Studia w końcu to nie tylko kolokwia i nauka.