2
Udostępnień
Pinterest Google+

Słyszałam i czytałam wszystkie te krwawe historie o początkach emigrantów. Ale przecież mam pracę, mieszkanie i oszczędności. Co złego może mnie spotkać?

Lubię sobie czasem powiedzieć „LOL” i zakpić z własnej naiwności. Jakoś tak łatwiej mi się, odczłowieczonej, nie załamać. Zaśmiać i zapudrować łzy.

Zacznijmy od tego, że na całe życie (dobra, prędzej na rok albo dwa) spakowałam się z Magdą w trzy walizki. Jakieś parę godzin przed lotem. Stwierdziłam, że najistotniejsza jest tona ciuchów, więc to nimi po brzegi ciasno wypakowałam bagaże. W ręku trzymałam leki na przeziębienie, ciepłą piżamę-jednorożca i jedzenie.

Nah! Po co mi? Nie chorowałam już z rok, szkoda walizkę zaśmiecać. Antydepresanty i nospa stykną. Całą resztę można kupić. W tej Szwecji nie jest tak zimno.

Czy ktoś może powrócić do przeszłości i mi porządnie przyjebać?

emi2

No ale skąd miałam wiedzieć, że prędzej kupisz tutaj w aptece obrożę na pchły, niż Gripex. Bo szwedzki wirus nie wybiera, a najwyraźniej to, według pielęgniarki, mi się przytrafiło. Szwedzki wirus.

Zanim się rozchorowałam, przepierdoliłam fortunę, żeby w ogóle się poruszać. Narzekacie na drogie miejskie w Warszawie? Przyjedźcie na byle wypizdowie w tym kraju fiki i Muminków. Za jednorazowe bilety, które potem zamieniłam na miesięczny, przepieprzyłam dobrze ponad połowę minimalnej krajowej (w Polszy, ofc).

Bo widzicie, żyć jak Królowa na Instagramie w Warszawie, nie jest trudno. To znaczy jest, być Polką w Polsce w ogóle być trudno. I smutno. I biednie. Ale jak dorwie się tę średnią krajową, jak nie trochę ponad, to można się rozbijać w chujowym mieszkaniu, które pochłania większość zarobków. A po robocie można wydawać resztę w knajpach, bo stosunkowo niedrogie.

Tutaj moja przyzwoita wypłatka z Warszawy, jest nieprzyzwoita dla większości mieszkańców. Nawet im nie mówię, ile w Polsce się zarabia i za ile trzeba wynająć mieszkanie. Takie kwoty to zazwyczaj ich wypad do ICA i kieszonkowe dla dziecka.

Tak więc hajs rozpieprzył się szybko. Ponadto spadł śnieg. Nie mam auta. W Warszawie to nie problem, klikam Ubera i zadzieram kiecę. Tłukąc się z lotniska do znajomych też miałam taką chęć. Wiecie, odruch. Włączam appkę, a tam kwota, która pozwoliłaby na parę momentów w Atelier Amaro. Sorry, Uber. Sorry, Amanda.

emi3

Cieszyłam się też z pracy. Jednak ostatnio stwierdziłam, że jedynie pisanie mnie cieszy, bynajmniej kodu. Takie pierdolenie do Was czy do siebie samej mnie cieszy. Bo nie wiecie, a ja piszę takie gówna, jak ten blog, albo jakieś inne szitowe opowiadania, odkąd nauczyłam się pisać. Było to dość wcześnie, jak już się kiedyś chwaliłam. Matka ma, widząc, że z moją aparycją nie zostanę raczej baletnicą, postanowiła mi kupić maszynę do pisania i marzyć o tym, że będę 7-letnim Kingiem z cyckami. Nie stało się tak, nigdy nie urosły mi cycki.

Wracając do pracy – wiem, że myślicie, że jestem zajebistą programistką i jak siedzę na kiblu, to tylko pouczam ludzi na Stackoverflow. Tymczasem moją pracą marzeń jest robienie brokatowych kul kąpielowych (tak, kocham Lush Cosmetics) i bywa, że moje ambicje programistyczne nie są tak spektakularne. Dlatego zgodziłam się pracować w Szwecji w pierwszej firmie, gdzie dano mi wypłatę sprawiającą, że szczęka odbiła mi się od ziemi.

To oznacza dosłownie każdą wypłatę, jaką można otrzymać w Szwecji.

Dla Polaka-biedaka są to nieziemskie kokosy. Uprzedzam – życie też nie jest aż tak drogie, nawet fancy mieszkanko i eko żarło sprawia, że na koniec miesiąca możesz sobie skoczyć na weekend na Azory.

No i co, praca fajna, ludzie fajni. Pełen wybór herbat z Liptona, co mają cieszyć mą polskość. Ich szwedzkość cieszy mój Kanken na plecach. W kafeterii wegański lunch w przyzwoitej, jak na Szwecję, cenie. No cudownie.

A potem

emi4

No żesz kurwa, ja pierdolę.

Jakieś 1,5 roku temu płakałam za tym kawałem Gatesowskiego badziewia. Teraz bym mu to wysłała i kazała samemu sobie kodzić na tej szwedzkiej klawiaturze, bez gładzika, Findera i iTerm2. Czuję, że właśnie z braku MacBooka się rozchorowałam. Windows zainfekowany szwedzkim wirusem, zainfekował i mnie.

Teraz umieram, pewnie to moje ostatnie słowa nim wyzionę ducha z kolejnym kichnięciem i osmarkaniem siebie samej. Na szczęście już nie w szorstki papier toaletowy, a w milutkie chusteczki do nosa. Dzięki Ci, o Szwedzki Bogu Wikingów, za Lidla, bo ceny w nim bliżej są Wisły, niż fiordów. I za Willy’s też dzięki, bo mogłam sobie tam kupić 2 kilogramy wegańskiego mięsa.

Teraz się tylko obawiam, że skwitujecie mnie, że jestem jak Natalia Przybysz z aborcją, bo mieszkanie za małe, albo Maria Peszek z depresją w dżungli. Bo tak, mam gdzie spać, nie jadłam jeszcze ze śmietników, nie spałam w parku. Nie pracowałam nawet na zmywaku ani nie sortowałam skorupiaków, tylko dupę grzeję w korporacji, co ja wiem o życiu emigrantki?

Tak, inni mają gorzej, ale to nie zabroni mi zapłakać z tęsknoty za Macbookiem. I Warszawą. Domem. Kotami. Samochodem. I za Biedronką.

O jezusku, ile bym dała za Biedronkę!

 

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Niech Bóg błogosławi Amerykę

Następny artykuł

Kim chciałam być, jak dorosnę, ale zabrakło mi życia

  • Lili zNotatnikiem

    Początki. Wyzdrowiej Zajmij się rzeczami które lubisz robić dzwoń częściej do domu i do ludzi których znaszz i przylatuj do domu co 3 tyg a nie co 3mc. Znajdź sobie znajomych poza pracą na miejscu. czytaj szwedzkie blogi :P. Aklimatyzacja trwa. Z czasem przejdzie >_< albo nie przejdzie. Zaaklimatyzujesz się ale i tak będziesz chciała wrócić.

    • <3 a Ty jestes na emigracji?

      • Lili zNotatnikiem

        Tak. kolejnej

  • The Blond Travels

    Początki zawsze są ciężkie, a potem nim się obejrzysz będziesz się czuła bardziej Szwedką niż Polką 😉 Ja 13 lat temu wyjechałam do Anglii. Nie miałam takiej fansy pracy jak ty, tylko czyściłam kible, więc wiesz…ja przeżyłam i ty przeżyjesz. Zdrówka życzę!

    • szczerze to mam ochote na jakas ciezsza prace fizyczna, co mozg by mi mogl w tym czasie poodpoczywac. nie wiem czy bede czuc sie Szwedka, bo nie wiem czy za rok nie stwierdze, ze jednak Berlin, Londyn albo Toronto. Za bardzo mi dupe nosi 😀 Ale pocieszasz <3 dzieki!

  • Ej Amanda, możesz mi narzekać, ja to rozumiem:) Szacun za spakowanie się w 3 walizki, ja bez gramofonu, kwiatów, psów i kota bym się nie ruszyła. Przerzuć się na rower, wyjdzie taniej, tylko ubierz się dobrze:P

    • koty beda brane, tylko mieszkanie musze znalezc 😀 a to tutaj cholernie trudne.

  • Ana

    Hakierka, nie łam się! Z każdym dniem będzie coraz lepiej… (chyba…)
    Co do Biedronki, to możemy zorganizować jakąś paczkę od fanów – powiedz tylko słowo! 😉

    • <3 wszyscy chca mi paczki slac, a ja nie mam jeszcze stalego adresu bo na walizkach tu zyje 😀

  • Witam w emigracyjnym klubie, w zrzędzącym też. Tylko ja nie płaczę za Warszawą, bo za Krakowem i nie za kotem, bo mu wyrobiłam paszport i zabrałam. Pamiętaj, że jak będzie źle to zawsze można wrócić 😉 Mnie to zawsze pociesza. A może będzie fajnie i nie będziesz chciała wracać. Tak czy tak, win-win.

    • Koty juz maja paszporty, czekaja az wynajmiemy porzadne mieszkanie, bo teraz mam firmowe i nie landlord nie pozwala mi na nie ;( No i przeprowadzam sie do Sztokholmu, wiec wierze, ze bedzie lepiej. Dziekuje <3

  • anita

    Cierpliwości. Jestem już 10 lat na emigracji. A w sumie to już chyba nie nazywam tego emigracją, bo teraz tu jest mój dom. Choć za każdym razem jak odwiedzam Polskę, to też jadę do domu 😉 Mam po prostu swoje dwa miejsca na ziemi. A Tęsknota to poprostu nasza cena którą musimy zapłacić za mieszkanie (i kochanie) dwóch miejsc jednocześnie… Pozdrawiam że Szkocji.

    • A jak Ci sie zyje w Szkocji? Musze ja odwiedzic 🙂

      • anita

        W Szkocji mieszka mi się bardzo dobrze! Napewno dużo łatwiej niż niejednemu z moich znajomych w Polsce… Pogoda latem może nie rozpieszcza, ale za to zimy są łagodniejsze. No i wiecznie zielona trawa zawsze napawa optymizmem 😉 Wiele ciekawych miejsc do odwiedzenia, no i jest tu pięknie!

        • Muszę w końcu odwiedzić Szkocję 🙂

  • Ewa

    Mam wrazenie ze Szwecja to i tak raj na ziemii w porownaniu z norwegia. Bylam w Oslo na 15 m-cznym kontrakcie. Moze jestem zbyt krytyczna ale jak dla mnie to miasto, gdzie w sklepach nie ma wyboru, a ceny przyprawiaja o zawrot glowy, gdzie prawie codziennie pada, a latem najwyzsza temperatura to przy odrobinie szczescia 15-20 stopni, miescie pelnym narkomanow, ktorych wspiera sie rozdajac za darmo igly w centrum miasta, gdzie piwo kosztuje w barze ok 40 zl za szklanke, gdzie bardzo trudno nawiazac przyjaznie z lokalnymi, tym bardziej gdy jest sie polakiem (polacy to dla nich zwykle malo wyksztalcona tansza sila robocza), gdzie nie warto jesc na miescie bo serwowane jedzenie nijak ma sie do ceny na rachunku. Ani przez moment nie poczulam sie jak u siebie, niestety. Czego nie moge powiedziec o berlinie – tam mieszkalo mi sie wspaniale. Moze zarobki nizsze ale atmosfera, ceny i ludzie bez porownania lepsze.

    • Hanna M

      Zgadzam się z Tobą w stu procentach. Twój opis życia w Oslo- słowo w słowo moje odczucia. Jednak okazało się, że może być jeszcze gorzej. Mieszkam teraz przez 4 miesiące w Bergen i… zaczęłam doceniać Oslo. Bergen to drugie największe miasto w Norwegii, a poza piękną naturą ma do zaoferowania tylko depresję z powodu pogody oraz śmierć z nudów. Oslo jawi mi się teraz jako centrum różnorodności i wszelkiej rozrywki 😀 wbrew pozorom, nie narzekam za BARDZO, ale tylko dlatego, że nie przyjechałam tu na całe życie, ale tylko na chwilę, w celach edukacyjnych, i już niedługo wracam do Polski.

      Fakt, ciężko się tu żyje nawet kiedy ma się pieniądze, jeśli człowiek przyzwyczajony jest do większej otwartosci ludzi i do większego wyboru wszelkiego rodzaju usług i produktów. Norwegia ma bardzo zamknięty rynek, co niestety nie idzie w parze z jakością.

      Ja ze swojej strony polecam Kopenhagę 🙂 to taki trochę drugi Berlin, zupełnie inny świat niż Norwegia. Bardziej przypomina Europę, jaką znamy na codzień.

      • Julie Julia

        Mieszkałam w Kopenhadze i szczerze powiem, że tam jest tak samo depresyjnie jak w Norwegii czy Szwecjii 🙁

    • akurat darmowe igly to madra sprawa 😉 nalog nalogiem, ale dlaczego maja sie rozprzestrzeniac przez to choroby? Berlin jest cudowny, mocno go rozwazalam ale jezyk mnie odrzuca.

      • Ewa

        Czyste igly to owszem nic zlego, ale przez to w samym centrum kreci sie pelno narkomanow na haju, a to nie jest mily widok. Berlin jest multikulturowy i wiele osob, ktore decyduja sie tam mieszkac nawet nie mysli o nauce niemieckiego. Angielski czesto wystarcza.

        • Wiele osób właśnie mnie przestrzegało przed tym, że do Berlina muszę z niemieckim. Ale chciałabym tam i tak kiedyś pomieszkać 🙂

  • Kinga

    Ej, tylko bez załamki! No co to ma być? Twardym trzeba być, nie „miętkim”. Ale poważnie, to trochę Cię rozumiem, nie trzeba mieszkać na śmietniku czy wyjadać suchy chleb, żeby cierpieć na emigracji! Każdy ma prawo przeżywać swoją tęsknotę jak mu pasuje, nawet jeśli to tęsknota za jabłkiem czy ladybug;) Dużo zdrowia i cierpliwości, a z czasem wszystko się ułoży. Parabola tańczy 😉 Daję Ci dwa tygodnie i zaczniesz widzieć superaszcze rzeczy, tego Ci życzę z całego serca. Bo uwielbiam tu zaglądać i odpoczywać wśród tego Twojego poczucia humoru. Jak Cię pokona wirus, to co ja pocznę wtedy? ;( Także ten, czosnek i cebula we wszystkie możliwe miejsca i heja! Dasz radę!

    • <3 walcze, nawet wrocilam do tej paskudnej pracy z windowsem. ale szukam nowej, wiec czill, dam rade 😀

  • sick6oy

    Zaraz, zaraz, a co stało się z MacBookiem ? O_o

    • ma sie dobrze, ale nie mam go w pracy ;( ale zmieniam ja.

  • Mieczysław Stuleja

    Po chuj ta kurwa żyje?

  • Marcin

    no nie dokońca zrozumiałem, ale spodobał mi się Twój wpis.

  • Emil

    również czytuje Twojego bloga i byłem w CodersLab:) prace znalazlaś zdalnie czy poleciałaś na spotkanie ?

  • Agata B.

    Hej, jestem tu po raz pierwszy, koleżanka – też emigrantka poleciła mi Twojego bloga, a tu bach, na głównej temat emigracji. Głowa do góry! Początki są trudne, ale z czasem człowiek się przyzwyczaja. Ja mieszkam już 3 lata w Belgii,cały pierwszy rok byłam w rozsypce, że sklepy nie te, klimat nie ten, ludzie zamknięci, no i nie ma rossmana i biedry, ale znalazłam swoje miejsce – najłatwiej wśród expatów. Oni jadą na tym samym wózku i rozumieją z czym się zmagasz. Polecam kursy językowe, tam jest masę przyjaznych ludzi, a z ludźmi jakoś tak zawsze raźniej. No i tak jak ktoś poniżej pisał, dzwonić do znajomych i rodziny, to też podnosi na duchu 🙂 Pozdrawiam i powodzenia!!!

  • Domi

    Ile ja bym dala za biedronke :< Tak bardzo rozumiem. Choc jestem w Czechach… Tez tesknie za kotami.

    • A jak się żyje w Czechach? 🙂
      P.S. Bierz koty jak najszybciej!

      • Domi

        Hmm.. Chyba podobnie jak w Polsce choc maja jakies swoje smieszne odchyly – obiady o 11, na ktore chodza wszyscy, brak keczupu czy sosu na pizzy, zamilowanie do masowego swietowania i picia wina w centrum co weekend itd 😀
        Koty zostaly z mama i raczej nie wchodzi w gre zabieranie jej ich i jeszcze wiezienie tutaj przez 12 godzin..

  • dawpes

    ile zajęła Ci czasu droga od kursu Coders Lab do wyjazdu do Szwecji i pracy w IT?

  • Anna Semczak

    Ja tak całkiem początkującą emigrantką nie jestem, ale oddałabym miliony monet za Lidla i Rossmanna, tu na końcu świata (prawie). Australia pozdrawia 🙂

  • Michał Kaczanowski

    Tak, ja oddałbym wszystkie te fiki, Acne Studios, Cosy i mojego szweda za biedronkę, za herbatkę minutka czy ser Swiatłowid. Pozdrawiam ze Sztokholmu!

  • Anita Olszyna

    W węgierskim supermarkecie szczytem luksusu są morele Bakallandu, a najsmaczniejszym napojem Tymbark przemianowany na Topjoy. Oczywiście wszystko drożej, coby Viktorowi nie zabrakło monet w skarbnicy.
    Rozumiem tęsknotę za Biedronką. Świetny blog! OCZYWIŚCIE POZDRAWIAM CIEPLUTKO ;]

  • Anett Wanderlust

    Tez tak mialam po roku.Po 3.5 jade do PL naprawde jak juz musze 😁Wszystko zbladlo,nawet Biedra i raczej zalosnie wkur ..iaA koty mam tu dwa..adopciaki i nic mi wiecej nie trzeba.Do jezyka idzie sie przyzwyczaic,pogoda prawie jak w Nicei,a znad bodenskiego do Szwajcarii na piechote sie idzie.We Wroclawiu smrod, korki i spaliny.W lecie +40 w zmie -30. Dziekuje,juz sie wyleczylam. Do tego praca murzyna za grosze z perspektywa żebrow na emeryturze.W doopie mam patryiotyzm.A w realu i ruskim sklepie kupisz bialy ser, krakowska i zubrowke.