7
Udostępnień
Pinterest Google+

Jestem swoją pracą w Polsce. W Sztokholmie zaczęłam być człowiekiem.

Doszło do mnie ostatnio, co robiło ze mną życie w Warszawie. Że każdą rozmowę rozpoczynało pytanie o moje dokonania zawodowe. Programistka, spoko. Blogerka, spoko. Ale nie aż tak popularna, meh. Mniej spoko. Jaka agencja czy software house? Ile lat doświadczenia? W jakiej dzielnicy mieszkasz? Kupiłaś już mieszkanie?

Mimochodem rzucane: w sumie to bardzo chciałabym popracować w kawiarni, nigdy tego nie robiłam.

-Hahaha, Amanda, ale Ty jesteś zabawna. No, to opowiedz mi o swoim ostatnim sukcesie?

Ale kiedy ja mówię na serio. Zaczęłam programować, bo chciałam, aby było mnie stać na wynajem mieszkania i aby na koniec wypłaty nie zostawało aż tak wiele miesiąca.

Pieniądze mnie przerażały. Choroba nowotworowa mojej matki zostawiła długi, więc w wieku 18 lat zamiast myśleć o studiach na drugim końcu świata, albo chociaż Polski, sprawdzałam dotacje i szukałam sposobu na to, jak zarobić w końcu pieniądze, które pozwolą mi wyjść na prostą. Kiedy kończyły mi się zajęcia, biegłam na złamanie karku na pociąg, aby za dwie godziny wrócić do swojej małej miejscowości, bo czułam, że muszę zająć się rodziną. Że nie mogę tak po prostu odejść i się rozwijać. Muszę zapierdalać.

I tak zapierdalałam dobre 8 lat. Fiksując się na punkcie tego, aby w końcu nie myśleć o tym, czy mogę sobie coś kupić, bo może lepiej te pieniądze odłożyć i zainwestować. Nie włóczyłam się po klubach, nie znałam życia akademików. Po prostu ogarniałam rzeczywistość, wypełniałam tabelki, czekałam, aż będzie lepiej.

Kiedy w końcu było lepiej, to i tak nie umiałam się tym cieszyć.

Bo nigdy nie wiesz

John Holcroft

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam ile zarobię w Szwecji i przeliczyłam to na złotówki, to odjęło mi mowę. Nie czułam, że pracując jedynie 8 godzin dziennie w biurze można tyle dostać. Bo w Polsce pracowałam na etacie, a po nim ogarniałam własną firmę. Pracując po kilkanaście godzin dziennie udawało mi się dostać jakiś większy zastrzyk gotówki za jakiś projekt, z którego ledwie wiedziałam jak się cieszyć.

W Szwecji zaczęłam poznawać ludzi. Pracujących w różnych miejscach: studia nagraniowe, kawiarnie, firmy IT, hospicja, szkoły. Uderzyło mnie, że dowiedziałam się o tym przypadkiem. Bo nikt nie pyta, mało to kogoś interesuje. Wczoraj, siedząc w nocy na balkonie ze znajomą opowiadałyśmy sobie o tym jakich pytań nie lubimy od nieznajomych. Dość upierdliwym jest kwestionowanie Twojego pochodzenia etnicznego i częste wypieranie, że skoro nie jesteś biała, to skąd jesteś, bo Szwecja nie jest satysfakcjonująca. Nawet jak się tu urodziłaś.

Więc siedzimy i wtedy ona mi mówi: Amy, ja nawet nie wiem gdzie Ty pracujesz i mało mnie to w sumie interesuje. Nie w złym sensie, bo jesteś fajną dziewczyną, masz fajne mieszkanie i świetne koty. Ale niezależnie czy czyścisz kible czy jest CEO Spotify, to nijak to nie definiuje tego kim jesteś.

Ja też nie wiem, gdzie ona pracuje, a znamy się już trochę. Nie pytałam i pewnie nie zapytam, bo jakie to ma znaczenie?

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Dlaczego tak bardzo nienawidzę szkoły?

Następny artykuł

Jak to jest być imigrantką?

  • Jakie to mega! Jestem Szwedką w głębi duszy, choć przed chwilą jeszcze o tym nie wiedziałam! 🙂

  • Nat

    Geez, właśnie dlatego przestałam chodzić na wszelkie spotkania niby towarzyskie, a tak naprawdę networkingowe, bo przecież sieć kontaktów trzeba rozbudowywać, bo nigdy nie wiesz, kto ci się w życiu zawodowym przyda. Ugh.

  • Ana

    Kiedyś, zanim zmieniłam branżę, miałam pracę u janusza biznesu, która mało mnie interesowała. Rzeczywiście tutaj w Polsce ludzie pytają często, czym się zajmujesz w życiu, a ja się trochę tej pracy u janusza wstydziłam, bo nie była to praca marzeń, ba, nawet nie była zgodna z moimi zainteresowaniami. I nie lubiłam o tym mówić. Teraz, kiedy znalazłam swoją ścieżkę w IT, dobrze czuję się z tym, co robię, mogę nawet powiedzieć, że jestem dumna z tego co robię, więc nie mam problemu, żeby o tym mówić. To prawda, że praca nas nie definiuje, choć może pokazywać pewne wybory, których dokonaliśmy lub do których zmusiło nas życie. W niektórych przypadkach może być jedną ze składowych tego, kim jesteśmy, ale niekoniecznie najważniejszą.

  • Marta Nowicka

    A ja uwielbiam słuchać moich znajomych programistów (bo mnie to nie dotyczy), znajomej pracującej w psychiatryku jako nauczycielka (szanuję ją jak stąd do Bangkoczku) albo o próbach pisarskich kumpla z doktoratu. Sama też opowiadam o pracy tak, by było to zabawne 😉 Ot, część życia. Nie musi pokrywać się z marzeniami czy pasją, ale jak w ogóle się o tym nie rozmawia, to trochę tak, jakbyśmy nigdy nie rozmawiali z bliskimi o snach – zajmują tyle mniej więcej co praca właśnie…

  • Jagoda

    Niestety, Polska jeszcze jest w fazie odkrywczej takich priorytetow dla wiekszosci, jak prestiz i pieniadze jako wyznaczniki awansu spolecznego. Dobre auto (czyt. musi wygladac i kosztowac)mieszkanie w jakims zgettoizowanym osiedlu i pozniej dziecko, bo tak wypada(nie z potrzeby serca) oczywiscie genialne, spelnienie konsumpcyjnych oczekiwan rodzicow.Nikogo nie interesuje, jakim jestes czlowiekiem, tu nie pracuje sie aby zyc, tylko zyje aby pracowac.. i utrwalac swoj wizerunek oparty na takim ideale niczym rylcem w kamieniu.smutne, ale do takich wnioskow prowadzi Twoj tekst, btw b. Zgrabnie napisany i jak zwykle z żywymi metaforami.;)

  • Z drugiej strony praca to ważna część życia. Nawet jak się jej specjalnie nie lubi to zajmuje większość dnia, więc trudno nie ruszać tematu. Trudno też, żeby na przykład właściciel firmy (zazwyczaj mocno nią podjarany) o niej nie opowiadał. Ja tam lubię o pracy rozmawiać, ciekawi mnie co robią inni i nie widzę w tym nic złego. Czym innym jest ocenianie ludzi po stanowisku czy dzielnicy (dla mnie totalna abstrakcja), a czym innym zwykłe zainteresowanie tym, co wypełnia im dzień i często jest bardzo ciekawe.

    • Ewa

      Mysle ze nie zrozumialas do konca o czym Amanda mowi. Tez mieszkam za granica, w innym kraju i takze widze ogromna roznice w mowieniu/nie mowieniu o pracy. Nie jest tak jak to rozumiesz, nie chodzi o to ze ludzie o pracy nie rozmawiaja, ze nie opowiadaja jak minal im dzien czy kto ich w zespole wkurzyl. Chodzi o to ze w Pl na dzien dobry w sumie jestes pytana (przez to czesto z gory oceniana, wrzucana do jakiejs szufladki) czym sie zajmujesz. Tak bylo juz w wieku 20 lat, kiedy nowo poznane osoby pytaly – a ty gdzie studiujesz? Grymaszac z neismakiem i zaklopotaniem reagujac gdy ktos (o chryste!) nie studiowal wogole albo co najgorsze zaocznie i to jeszcze w jakiejs filii uniwerku w Koziej Wolce.
      To o to wlasnie chodzi ze w Pl pytanie czym sie zajmujesz pojawia sie zawsze i wszedzie itowarzyszy mu natychmiastowa ocena, to sie widzi i czuje.
      Powiem nawet ze sama widzialam jak inaczej reagowali na mnie rozmowcy w czasach gdy mowilam – studiuje zaocznie na nietopowym uniwerku i jestem biedna jak mysz koscielna a jak gdy z perfidia dla testow zaczelam mowic ze pracuje w banku za granica. Roznica nie doopisania, ten blysk w oku, przyprawiajacy o wymioty..
      Tak ze nie – nie chodzi o rozmowy o pracy, chodzi o to ze Polska to potwornie snobistyczny kraj, przesiakniety po uszy wierzeniami iz jestes kowalem swojego losu a to co masz i osiagasz swiadczy przez to o Tobie, twojej inteligencji, ambicji i zaradnosci. Takie zerojedynkowe to i bardzo prymitywne a wielu na miejscu brakuje zupelnie perspektywy jak bardzo to karykaturalne i zacofane.

      • olita

        dokladnie tak..zgadzam sie

      • To współczuję doświadczeń, naprawdę. Najwyraźniej miałam dużo szczęścia, bo takich nie mam. Też mieszkam teraz za granicą i pytanie o to, co kto robi pojawiają się na dzień dobry, a konkurencja na większość stanowisk jest straszna. Łatwo tu odnieść wrażenie, że każdy ma fantastyczną pracę, w której świetnie zarabia i jeszcze zmienia świat (stolica NGO). Ale nie widzę w tym oceniania ani zadzierania nosa, tylko autentyczną pasję do tego, co się robi. I w Polsce też tak jest, tylko lepiej unikać ludzi, o których piszesz. Mi się to udawało bez większych problemów.

      • Babcia Stefa

        To nie jest snobizm, to jest nieoliberalne pierdololo, jakim karmi się ludzi w Polsce prawie od 30 lat. Bardzo wygodne, bo utwierdza tych, którym się udało, w przekonaniu o ich własnej zajebistości oraz zwalnia z odpowiedzialności czy w ogóle przejmowania się tymi, którym udało się mniej.

  • asloska

    O, nie przepadam za tym pytaniem (głównie pytali kolesie na tinderze), bo bardziej się utożsamiam z zajęciami pozalekcyjnymi, niż z pracą.
    Za to uwielbiam pytać ludzi, jaki był ich temat pracy magisterskiej/inżynierskiej – cudowny rozrzut tematyki 🙂

  • Marcin Wójtowicz

    Tylko co zrobić jeśli komuś udało się połączyć pasję i pracę? Nie chwalić się tym, nie mówić?

    Po drugie My (Polacy) zapier***my, bo nadrabiamy zaległości po komunie i nie chodzi mi o wielki korpo świat, ale chociażby żeby mieć czyste toalety na stacjach benzynowych. Ktoś na to musi zapierd***lać. Podoba mi się, że w Polsce jest ruch, życie, rozwój, energia. Ktoś kiedyś to nazwał Twórczym Napięciem. W Szwecji kocham przyrodę. Nie lubię z kolei pewnego zastoju, podejścia „wszystko już mamy i co tu teraz robić?” Oczywiście to wielka generalizacja. Ogólnie chciałem podyskutować i przedstawić swój punkt widzenia. Twój szanuję i powodzenia!

    • >Nie chwalić się tym, nie mówić?

      A może pozwolić się chwalić z własnej inicjatywy i nie pytać? 😉

  • Gardzę ludźmi oceniającymi Cię przez pryzmat wykonywanego zawodu. Sama mam taką rodzinę. Poszłam na kierunek studiów, który mnie jara i sprawia mi przyjemność, główny kontratak w rozmowie to to, żebym na magisterce wybrała coś, z czego będę COŚ miała 😉

  • Emilia Maciejewska

    Coś w tym jest. Dlatego gadanie o pracy zostawiam na meetupy gdzie chodzę po wiedzę i kontakty, a dla pozostałych znajomych mam rozkminy i opowiadanie o rzeczach, które robię w wolnym czasie. Bo jak obcym gadam, że po pracy mam kilka innych zajawek to pytają jak to robię i nie wierzą, że się da. A to nieco frustrujące i dystansuje mnie do nich.

    • Tak samo mam :/ Nie ma co mówić wszystkiego.

  • To chyba kwestia znajomych. W życiu mnie nie spotkały w Polsce pytania na zasadzie „kim jesteś, bo nie wiem, czy Cię szanować, czy nie”. Może sobie lepiej dobrałam ludzi, z którymi rozmawiam, wszystko.

  • iw

    Moich przyjaciół znam tyle lat, że nie muszą pytać o to, co robię i jakie odnoszę sukcesy, bo wiedzą to na bieżąco, bo się tym z nimi dzielę. Pytania, które mnie irytują i po których ja kończyłam znajomość (nawet z częścią rodziny) to:
    – ile zarabiasz?
    – masz mieszkanie? ile metrów i gdzie? (to się powtarza)
    Czym się zajmujesz – jako zagajenie, na tej podstawie czasem można z kimś pogadać, albo usłyszeć, że to mało ciekawe, bardziej zajmująca jest pasja tego człowieka – i rozmowa płynie dalej. Ale to nie jest kwestia ściśle polska, w Niemczech też pytają, ile kosztuje twój dom.

  • Julita Wasiak

    Zawsze jest lepiej jak sie lubi swoją prace. Dlatego jak meczymy sie to warto zmienić pracę, tutaj http://www.gowork.pl/praca/sosnowiec;l zobaczcie ile jest ogłoszeń, nie ma cos sie meczyc, bo to naszemu zdrowiu nie przysłuży.

  • ależ się cieszę, że to przeczytałem. W samo sedno droga Pani!

  • Sialua

    Gdzie pracujesz? W budynku.
    Ile zarabiasz? Wystarczająco.
    Na jakim stanowisku? Satysfakcjonującym.
    Masz studia? Nie, zwykłe M2.
    Taki standardowy schemacik :). Najgorsze jest, że nie słuchają odpowiedzi, a potem komentarz: „Ty to masz w życiu dobrze / źle nie to co ja. A Lucyna / Halinka / Tomek / Brajan ostatnio kupiła / kupił nowy samochód, awansowała / awansował.” A jaką cenę za to zapłacili? O tym nikt nie myśli. Liczy się co masz i to wrzuca Cię do konkretnej szufladki.
    A ja jestem naiwna i zacofana bo mam wrodzony brak ambicji :D. Za to jestem megalomanką, uwielbiam herbatę i spokój, tylko kogo to obchodzi :D.

  • Mam 19 lat, więc moi rówieśnicy jeszcze nie uznają pracy za coś definiującego. Mam dużo znajomych starszych i zwykle znam albo kierunek studiów albo zawód, nie jedno i drugie, znam miasto, z którego pochodzą, albo nie, właściwie takie rzeczy ,,z dokumentów” nie są zbyt ważne.

  • Julita Wasiak

    Grunt zeby zachować równowagę i nie uważać że praca jest całym życiem, bo wtedy można oszaleć. Tutaj http://www.gowork.pl/praca/rzeszow;l sobie przeglądam ogłoszenia i jest dużo pracy, także można wybrać sobie taka ktora pozwoli nam zyc godnie ale tez nie zyc tylko praca.