2
Udostępnień
Pinterest Google+

Żałuję, że nie studiowałam socjologii, biologii, filozofii czy innej psychologii z gender studies.

I wiem, że nie jest to może postawa, jakiej oczekuje się od promującej pracę w IT programistki, felietonistki Wysokich Obcasów PRACA(!) czy byłej „wiceprezeski fundacji wspierającej kobiety w IT”. Bywam na konferencjach, spotykam się ze studentkami kierunków technicznych. Ba, czasem mówię do tych studentek. Mówię im, jaka się przy nich głupia czuje, bo gadam o ich przyszłej karierze w IT, kiedy sama jestem niewykształcona. Wiecie, studiowałam prawo, ale co tam prawo przy tych mózgach. One rozłożyłyby mnie na łopatki najprostszym równaniem matematycznym.

Nie studiowałam bezrobocia

W mojej ocenie trochę studiowałam, bo zarabiać będą wciąż dzieci prawników. Reszta będzie bidować, bo absolwentów, nie czarujmy się, jest zbyt dużo. Nikt nie potrzebuje tylu adwokatów, radców czy sędziów. Świat byłby dużo lepszy, gdyby większość tej bananowej młodzieży porzuciła aktówki i prochowce i nauczyła się prawdziwego fachu. Szycia butów, naprawiania okien czy strzyżenia kotów. Poczucie wyższości i recytacja niezrozumiałego bełkotu prawodawcy, co pisał to z panem Zdzichem po kilku głębszych, nie jest niczym szczególnym. I nie zasługuje na dobrą płacę. W mojej skromnej opinii, rzecz jasna.

Ostatnio oglądałam odcinek One Day At a Time (obczajcie na Netflixie, niesamowicie dobry sitcom!) i tam Elena, która jest kubańskim odzwierciedleniem mnie jako nastolatki, usłyszała, że powinna zostać prawniczką. Bo to takie dobre miejsce dla Social Justice Warriors i aktywistów. I ja usłyszałam to samo już jako 10-latka, może i wcześniej. Z babcią bawiłam się w rozprawy sądowe. A potem słyszałam, że z dyplomem prawa zmienię świat. Tylko, że zanim to zrobiłam, Wydział Praca zmienił mnie. A właściwie to zmielił na miał.

Jednak no, uściślijmy, prawo w rankingach studiów bez przyszłości czasem się pojawia, jednak nie jest to taki przedmiot jak „kulturoznawstwo”, gdzie rozmówca uśmiecha się, jak tylko się przyznasz, że to studiujesz.

Nie studiowałam „robocia”

Nie studiowałam robotyki i budowy maszyn, fizyki czy informatyki. Będąc klasie maturalnej nawet przez myśl mi to nie przeszło. Z niedowierzaniem patrzyłam, że matematykę na maturze jednak zaliczyłam i poprawki nie będzie. Wmawiano mi całe życie, że jestem humanistką, choć dobrze wiedziałam, że to inne określenie na „zdolna, ale leniwa”. Czyli generalnie, nadrabiałam kreatywnością na przedmiotach, które nie wymagały konkretnej wiedzy i w zamian mogłam użyć na przykład dedukcji. Nie zmieniało to faktu, że nawet jak pomyślałam, że poszłabym na medycynę, to fizyka przerastała moje pojęcie. Nie potrafię myśleć o odległościach większych niż jest w stanie zobaczyć moje oko, ani o wadze, która nie mieści się na skale mojej łazienkowej czy o prędkości szybszej, niż moje 90km/h na autostradzie. Wyobraźnia moja jest bujna, ale nikt jej dobrze fizyką nie karmił, to też pozostała dla mnie nauką zbyt abstrakcyjną i zbyt podobną do religii. Wierz, że jesteś z żebra Adama, a księżyc jest w pizdu daleko. No wierzę, że daleko, bo to wciąż brzmi lepiej niż fakt, że mogłabym być nowotworem-potworniakiem na czyimś żebrze. No ale.

Nie studiowałam. Trochę żałuję, a trochę wiem, że nie mam czego. Poprawcie mnie, jeżeli się mylę, ale słuchając o znajomych, którzy programowali na kartce papieru w Pascalu, to robi mi się smutno. Z części wyrośli pewnie dobrzy programiści, a inni pewnie rzucili studia po semestrze i wyjechali na zmywak do Anglii, bo przecież nie każdy ma cierpliwość do stawiania średników w kodzie długopisem.

Jeżeli nawet wierzyłabym wtedy w siebie nieco bardziej, to pewnie skończyłabym na zmywaku. Bo ja nie jestem geniuszem i z nudów rysuję cycki na rachunku, nie pętle w PHP. Łatwo byłoby mnie zrazić.

Dlaczego warto studiować bezrobocie?

Dlaczego pokładamy tak wielkie nadzieje w studiach? Szczególnie maturzyści i ich rodzice? Czy nie zdajecie sobie sprawy, jak dziewiętnastoletni człowiek jest głupi? Jak miałam dziewiętnaście lat to… nie wiem, byłam całkiem mądra, poza tym, że zdecydowałam się pójść na prawo, ALE dziewiętnastolatki bywają głupie. A na pewno głupsze niż dwudziestopięcio- czy trzydziestolatki. No znacie zasadę, wczoraj byłam głupsza niż dziś.

I skończyłaś to liceum, technikum czy zawodówkę. Matka pisała Ci usprawiedliwienia z wychowania fizycznego, lekcje trwały 45 minut z czego 15 to sprawdzanie obecności. Płacz pomagał poprawić oceny, a sprawdzian odwlekało się rozdaniem cukierków z okazji urodzin. „Po dwa”. I idziesz teraz na studia, nowy, dorosły człowiek. Tyle tylko, że to ten sam człowiek. Po prostu przedłużasz sobie liceum. I nie wiesz, co idziesz studiować. Zawody znasz z seriali na Netflixie i tak naprawdę, to chcesz po prostu uciec od rodziców. Za pięć lat będziesz ciut mądrzejsza, ale skacowana i bez wątroby, jak moja kuzynka. Albo skończysz znerwicowana u psychiatry, jak ja.

Tak myślę czasem, o ile moje życie byłoby piękniejsze, gdybym mogła czytać COKOLWIEK, zamiast czytać o środkach dowodowych czy postępowaniu gabinetowym. No cokolwiek, bo wszystko się wydaje ciekawsze. Korelacja zaparć wśród mieszkańców Kielc kiedy to w Warszawie rozgrywają się mecze Legii – to jest ciekawsze. Życie płciowe ośmiornic – bez ironii, bardzo ciekawe. Interpretacja tekstów Beaty Kozidrak. Wróżenie z kociego żwirku. Wszystko zdaje się ciekawsze niż właściwość miejscowa sądu.

Elena z One Day At A Time

I tym sposobem mogłabym tak teraz o tych studiach nie marudzić. Miałabym miłe wspomnienia i tytuł magistra. Tymczasem mam wykształcenie maturalne, mimo pięciu lat na uczelni i wiem jak wygląda młoteczek, kowadełko i strzemiączko od środka czaszki po wyjęciu mózgu. Bo najpiękniejszy dzień, jaki mnie spotkał z powodu studiowania prawa, to wyjście do Zakładu Medycyny Sądowej.

Ale do rzeczy. Wiem, że niedługo niektóre i niektórzy z Was będą pisać matury i decydować się na studia. Rozważcie to mądrze. Bo jesteście za głupi, aby w tym wieku decydować o swoim życiu. Jeżeli coś Wam nie pasuje po kilku wykładach, zmieńcie kierunek. Studiujcie rzeczy ciekawe, a niekoniecznie zawodowe. Bo niejeden kurs online na Lyndzie, Pluralsight czy Udemy dadzą Wam lepsze możliwości w ciekawych i dobrych zawodach niż Wasze studia.

Dbajcie o siebie.

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o redukcji piersi (lub mastektomii), ale baliście się zapytać

Następny artykuł

8 transpłciowych kobiet, które trzeba znać na Dzień Kobiet