3
Udostępnień
Pinterest Google+

Mieszkam w Szwecji już 2 i pół roku. I od czasu do czasu spotykam się z pytaniem: czy już zaczęłaś narzekać na Szwecję?

Są dwa typy imigrantów. Tacy, co wyjechali za granicę „za chlebem”, za szkołą, za miłością, za czymkolwiek, ale mentalnie wciąż są w matkowiznie. Fetyszyzują kraj, z którego pochodzą. A bo chleb taki dobry. A ziemniak taki z ziemi. A wódka taka tania. A kobiety piękne. A trawa zielona. A te … (Szwedy/Brytole/Niemcy/Holendrzy/Belgowie/Inni – wstaw własne) to takie nieroby, z góry patrzą, chytrzy, nierodzinni, nieuprzejmi… (dodaj własne epitety).

Tak jakby nie istniały różnice kulturowe. Myślimy, że różnice mogą być albo ogromne, albo żadne. A tymczasem ludzie są różni. I tak jak my ściągamy buty w domu, tak i Szwedzi, ale już może niekoniecznie Brytyjczycy. Ubieramy dzieci na cebulkę, skarpetki i czapeczka nawet przy 30+, kiedy Szwedzi zakładają na dzieciaki kombinezon i mówią: baw się w błocie, nabierz odporności. Polacy są gościnni, dla gościa lepsze łóżko, lepsze jedzenie. Szwedzi nie mają żyznej gleby, nie marnują jedzenia, nie kupują więcej niż potrzeba, więc gość czasem może tylko usiąść z boku kiedy gospodarz zdecyduje się odgrzać obiad.

Drugi typ imigranta

Ten drugi typ wyjeżdża zwykle bardziej z chęci, niż potrzeby. Przyjeżdża do kraju i nie patrzy wstecz. Bo nie chce, lub nie może.

Co robisz w Szwecji? Studiujesz? Pracujesz? Zbierasz na coś?

I co tu odpowiedzieć, kiedy odpowiedź jest bardziej prozaiczna. Ja nie chciałam mieszkać w Polsce. Tylko i aż tyle. Byłam zmęczona – mentalnie, ekonomicznie, politycznie. Programować nauczyłam się, bo w kancelarii zarabiałam 1180 złotych miesięcznie. A potem w „Agencji” za 700 złotych „do ręki”, bez umowy, bez przelewu.

W Warszawie zarabiałam już lepiej, jako Junior Developer dostałam 3000 złotych. Stać mnie było na wynajem mieszkania z dziewczyną, lunch na mieście co jakiś czas, siłownię. To wszystko na B2B, comiesięczną fakturę, więc musiałam opłacać ZUS, księgową. I tak znowu żyłam od 15 do 15.

W pracy ten taki śmieszek korporacyjny zapytał mnie o to, jakie lesbijki lubią dilda – realistyczne czy nierealistyczne. I o ile seks i relacje to coś, o czym lubię czytać, uczęszczać na eventy i rozmawiać, to czemu mam mówić temu chłopcu z pierwszym wąsem, siedząc nad ziemniakami, jakie lesbijki lubią zabawki? Bo raz – nie wypowiem się w imieniu wszystkich lesbijek. Bo dwa – muszę sama wyrazić chęć rozmowy na temat seksu, zwyczaj jest to osoba, którą lubię. A tamten kuc, fan Korwina, był kolegą z pracy, na którego ciężko było mi patrzeć.

Potem przyszła impreza pracownicza. Jeden chłopak od dłuższego czasu był dla mnie bardzo miły, więc stwierdziłam, że po raz pierwszy przyznam się w pracy, że jestem lesbijką. W końcu takie nowoczesne korpo, wszyscy poniżej 30 lat, Playstation i dyspozytor wódki w kuchni, to pewnie nie zrobi to na nich wrażenia. Mówię więc, rzucając w przestrzeń informację, że „ja i MOJA DZIEWCZYNA”. Kolejne miesiące przynoszą przynajmniej kilka osób pytających czy uprawiałam seks z mężczyzną, „dla sprawdzenia”.

Gdybym pisała artykuły dla serwisu seksualnego, spoko, możemy pogadać, choć również jakoś niekoniecznie, jeżeli nie mamy specjalnej więzi. Ale ja po prostu pisałam w Pythonie formularze rejestracyjne. Byłam w pierwszej pracy jako developerka. Marzyłabym, aby takie zainteresowanie dotyczyło wsparcia mnie w nauce programowania, jak w zadawaniu mi pytań o moje życie seksualne.

Szwecja i co w niej złego?

Przyjechałam do Szwecji. Moja wypłata jest imponująca. Moje mieszkanie znajduje się w centrum Sztokholmu. Szef kupił mi najnowszego MacBooka i latam po świecie na koszt firmy. Mam dziewczynę i tylko z racji tego, że mieszkamy razem, jesteśmy „sambo” – i mamy prawa. Mogę odebrać jej leki w aptece. W szpitalu byłam bez problemu informowana o jej stanie zdrowia i nikt mnie nie wyprosił. Ona może zadzwonić w mojej sprawie do lekarza, prawnika. Możemy mniej płacić za Internet, jako „rodzina”. Mam więcej praw w Szwecji niż kiedykolwiek miałam w Polsce. A byłam w wieloletnim związku, traktowana przez rodzinę i państwo jak obca, nic nieznacząca osoba.

Po części jestem imigrantką ekonomiczną. Po części osobą, która nie czuła się bezpiecznie w swoim kraju. Po części po prostu nie chciałam być w Polsce. Po części po prostu chcę tu być.

Nikt nie obiecywał mi raju, w Szwecji nie wszystko rzyga tęczą. Są rzeczy, których nie rozumiem, bo przywykłam, że wyglądają inaczej. Są problemy, ale gdzie ich nie ma?

Więc jak ktoś pyta mnie o to, co denerwuje mnie w Szwecji, odpowiadam:

Pamiętam skąd jestem. Porównując życie, które zostawiłam, dla życia które mam, nie mam prawa narzekać.

Z osoby, która była nieakceptowana ze względu na orientację seksualną i dyskryminowana jako kobieta, stałam się zwykłą, uprzywilejowaną obywatelką. Również jestem uprzywilejowaną imigrantką – w porównaniu do większości, u mnie wszystko poszło z górki. Bez potrzeby nauki języka, zaakceptowania edukacji. Kiedy są ludzie, dla których proces trwa latami, aby dostać social security number, prawo do rezydencji, pozwolenie na pracę, możliwość wyrobienia konta w banku. Gdzie zmieniają poziom życia ze wcześniejszego na niższy, bo Szwecji ceny są inne, jak i klimat i kultura.

Rozmawiałam kiedyś z jedną dziewczyną, co przyleciała do Szwecji z Etiopii. Uczy się pielęgniarstwa. Szwedzkiego nauczyła się w kilka miesięcy. A co miesiąc musi jeździć 100km do prawnika, aby pomógł jej z jej rezydencją, aby zaakceptowano jej papiery. I pytam, jakie ma plany. Bez zastanowienia mówi, że jak odrzucą jej papiery, ona nie będzie starać się dalej i wróci do domu. Bo w Etiopii żyła jak księżniczka, nigdy w życiu nie gotowała, chodziła do szkoły, kochała swoją matkę i siostry. Jedyny problem? Musi poślubić męża, a boi się, że matce pęknie serce jak dowie się, że jest lesbijką. Więc udało jej się uciec i zacząć szkołę w Szwecji. Mieszka w pokoju na przedmieściach i żyje na nieporównywalnie niższym poziomie. Bo wbrew pozorom, mit o zasiłkach i opiece społecznej może robić wrażenie w Polsce, gdzie koszty życia są wielokrotnie niższe. Może jak usłyszysz, że ktoś dostanie w przeliczeniu 3000złotych, to myślisz wow. W Szwecji za to może wynajmiesz pokój, ale nie kupisz już jedzenia. Ani biletu do metra. Ani szamponu. Ani gumy do żucia czy paczki papierosów. No po prostu nie.

Sprawdziłam swój przywilej. Jest naprawdę wysoki. Nie mam prawa narzekać, po prostu.

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

6 sposobów na to jak pomóc komuś, kto ma atak paniki?

Następny artykuł

To jest najnowszy artykuł