12
Udostępnień
Pinterest Google+

Tak, jak dziecko mierzy swą wartość tym, że koleżanka ma droższą Barbie, tak Ty kopiesz głębiej basen, aby pokazać środkowy palec sąsiadowi.

Pierwsze ukłucie poczułam jakoś w drugiej klasie podstawówki. W telewizji leciało Od przedszkola do Opola oraz Mini Playback Show. Miałam osiem lat i czułam, jak życie przecieka mi przez palce. Jak zaczynam być za stara, aby wziąć udział w talent show. Za stara, aby być gwiazdą.

Z lubością śledziłam wtedy karierę The Kelly Family. Najmłodszy, Angelo, poza tym, że był mym zaginionym blond bliźniakiem, to był również moją drugą dziecięcą miłością. Pierwszą była pani Monika, katechetka. Ale z jej wizerunkiem nie można było wtedy kupić poduszki.

Angelo miał wszystko. Sławę, pieniądze i talent. Ja miałam astmę oskrzelową i alergie pokarmowe.

Ambivalently Yours
Ambivalently Yours

Pamiętam, że chciałam kiedyś być najlepsza, pokazać wszystkim. Chciałam pierwsza napisać książkę, być najmłodszą pisarką. Dobrze, że nigdy nie wygooglałam ile lat miała najmłodsza pisarka, załamałabym się o wiele szybciej. Tymczasem załamała mnie dopiero Dorota Masłowska. Potrzebowałam roku, aby się odbrazić i przeczytać jej książkę. Bez zazdrości, że ona jest młoda i zdolniejsza, niż ja kiedykolwiek będę.

Nie chciałam wiedzieć, że z Rihanną mogłabym chodzić do szkoły. Czemu mam wiedzieć, że kiedy ja siedzę zakopana pod kołdrą, w swoim życiowym okopie, to ona jest kimś, kim ja nigdy nie będę. A jutro jest tym kimś dwa razy bardziej.

Przerażało mnie, że nie umrę jako gwiazda, gdy będę miała 27 lat. Nie dołączę do klubu, gdzie od lat grzeje mi miejsce Kurt Cobain. Jaką porażką będzie dożycie dwudziestu ośmiu lat.

28

Każdy czyjś sukces brałam za swoją porażkę, pięść prosto w żebra.

I tak się toczyłam, złożona z niespełnionych oczekiwań.

I teraz powinna wejść wstawka, że już się nie toczę. Już mnie nie boli. Już wiem i znam swoją wartość.

Gówno tam. Nic nie wiem.

nirvana

Ale zaczynam zauważać, że nie mogę mieć wszystkiego. Próbuję zaakceptować, że nie muszę. Że przy tym całym przeroście ambicji i poczuciu niespełnienia, ktoś mi ostatnio powiedział: Ty to jak zdmuchujesz świeczki z tortu, to pewnie nie masz czego sobie życzyć. Wszystko masz.

Zakrztusiłam się, że dla kogoś moje życie, przed którym chowam się w kołdrze, może być aż tak atrakcyjne. A jeszcze bardziej ubodło mnie, że przecież o tej osobie mogłabym powiedzieć to samo. W moich oczach ma wszystko. A wewnątrz pewnie topi się we własnym gnoju. Ale ja o tym nie wiem.

Dlatego zaczęłam patrzeć na innych ludzi z czułością, jakiej nie umiem wykrzesać dla samej siebie. Jestem osobistym rzecznikiem każdej osoby, której ktoś zarzuca, że w cellulicie mogłaby przemycać narkotyki. Każdej celebrytki z alkoholizmem. Każdego amanta z botoksem. Wyobrażam sobie całe błoto, które skrywa ich powierzchowność. I to błoto usprawiedliwia ich w każdym najgłupszym działaniu.

Ich sukces był ciężki. Mój też. Może nie tak medialny, ale istnieją ludzie, którzy tego sukcesu mi zazdroszczą. Choćby była nim prosta kreska eyelinerem i to, że czasem nie zrobię zakalca. I ja też innym zazdroszczę. Potrafię zazdrościć piegów, tembru głosu i umiejętności malowania paznokci bez ubrudzenia sobie twarzy, stołu i kota.

Bo my, ludzie, to jesteśmy jednak strasznymi debilami.

 

 

 

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

A co jeśli nie dostanę się na studia?

Następny artykuł

Jak wygląda praca programistów?

  • Jakbym miała zacząć wymieniać czego ja Tobie zazdroszczę to by się zwiesiły literki na disqus i tylko dlatego tego nie zrobię.

  • paranoJa

    Jak coś, to bardziej lubię czytać Ciebie niż Masłowską 😉

    • napisałabym coś mądrego, ale stać mnie tylko na strzelenie buraka 😉

  • Jejuniu jakie to jest dobre 🙂

  • To jest takie prawdziwe. Dzięki!

  • Oj, jak na czasie!
    Ja jestem na etapie odcinania się od „inspiracji”, bo mnie tylko demotywują i wywołują poczucie niższości. Ale podobno to choroba generacji – polecam artykuł „Why generation Y is unhappy” na Brightside (nie chcę spamować linkami).

    • Dzięki, sprawdzę 🙂

  • Asia – Matka w Kratkę

    Masz rację! Dlatego cieszę się, że coraz cześciej i głośniej mówi się o tym, żeby nie porównywać i nie oceniać. Każdy jest niepowtarzalny będąc sobą, ma swój zestaw sukcesów i porażek – fragment o znajomym od zdmuchiwania świeczek – super!

    • Do dziś nie mogę wyjść z szoku ;]

  • W punkt! Czasami nawet nie zdajemy sobie sprawy ile tak naprawdę mamy, nie spodziewamy się też, że ktoś inny może zazdrościć czegoś nam. Bardzo fajny i potrzebny wpis!

  • www.kilkuetatowamama.com

    Prawdziwe docenienie zaczyna sie w nas samych, mimo że musimy to dostrzec w oczach innych ludzi.
    A natura ludzka już jest tak skonstruowana, i nic na to nie poradzimy. Dobrze mieć jednak tą świadomość. Pozdrawiam 🙂

  • Super tekst 🙂 Ile to każdy z nas ma do przepracowania… 🙂

  • Magda

    Bardzo podoba mi się szata graficzna tego bloga – admiruję, nie zazdroszczę. Nie rozumiem tej polskiej specjalności – bezinteresownej zazdrości podszytej zawiścią, znanej też w Słowenii (jak Zizek twierdzi); mnie wyszło, że mentalnie bliżej mi do Australijczyka, ale marne szanse na emigrację i męcz się człowieku w polskim piekiełku.

  • Uczyłam się grać na gitarze, ale nie mogłam być jak Jimi Hendrix. Uczyłam się tańczyć, ale nigdy nie zrobiłam moonwalka. Wtedy zastanawiałam się po co to robić skoro zawsze będą lepsi? Dziś już robię wszystko dla siebie. Nie po to by być gwiazdą, tylko po to by czuć się spełniona. Trochę pomaluję, trochę złożę rower, czasem coś napiszę 🙂 Może nie będę Charlsem Bukowskim, ale kimś tam dla siebie będę.

    • Baśka

      Danuta Padjasek napisała piękny tekst a do niego skomponował ktoś muzykę : „Jestem jaka jestem- to dkrycie nowe, i nie pytam już nikogo, czy pozwoli mi być sobą … choć galowy numer wytnę, nie zostanę drugą Britney … ” nie chcę być kimś „drugim” – jestem jaka jestem – PIERWSZA 🙂

  • ugufugu

    Jestem przed swoją pierwszą sesją. Wieczorem miałem znowu, jak to się ostatnio bardzo często zdarza, kolejny breakdown. Od paru lat siedzę troszkę w tym programowaniu ale teraz studia utrudniają mi spełnianie się w tym (mimo, że jestem na informatyce). Zacząłem więc w internecie szukać sposobów na znalezienie pracy, w której nie są potrzebne studia. Tu chcę zaznaczyć, że nie chodzi mi o to, by iść na łatwiznę. Nieskromnie przyznam, że jednak zawsze byłem mądry i chciałem się edukować (I like learning and hate studying), ale bardzo możliwe, że obleję. Odkąd jestem na studiach mam nieprzerwane uczucie osaczenia i przygwożdżenia. Tak więc dziś powiedziałem sobie „pierdolę”, odpaliłem google i tak trafiłem na Twojego bloga poprzez artykuł o CodersLab. Bardzo fajnie mi się go czytało, dało mi wiarę, że jednak jest wyjście na tą moją ciulową sytuację. Tak fajnie mi się czytało, że zacząłem czytać inne artykuły. Wszystko jest na czasie i takie adekwatne. Podobało mi się, jak w artykule o studiach pisałaś o wykładowcach, którzy nie interesują się otaczającym ich światem. To mnie dosięga i bardzo boli. Całe te studia zaczęły mnie wpędzać w stronę depresji. Jednym z aspektów jest właśnie nieustanne przyrównywanie się do innych, rówieśników już odnoszących jakieś tam sukcesy. I to jest mega dołujące, próbuje z tym walczyć i sam chyba niedługo zacznę brać antydepresanty, choć terapeutka uważa, że narazie ich nie potrzebuję. I tak teraz kolejny z rzędu artykuł i w nim mowa o właśnie porównywaniu, porażkach i sukcesach. MEGA. Co artykuł to czuję się coraz lepiej. A to zdanie na końcu – podpisuje się rękami i nogami! Aż się zarejestrowałem żeby tutaj napisać, a blog dodaje do subskrypcji. Dziękuje Ci bardzo! 🙂

    • Ja dzisiaj zaspałam na egzamin podczas 2 sesji. Nie żałuję.

  • Ten tekst jest dokładnie o tym, jak ja się czuję przez większość mojego życia. Z Masłowską miałam to samo, a jestem od niej starsza, więc mój ból był podwójny. W ogóle ilekroć wchodzę do internetu i czytam blogi tych wszystkich świetnych ludzi, czuję się tą mniej utalentowaną, mniej pracowitą i w ogóle beznadziejną. Czasem sobie myślę, że gdyby nie internet, to bym się tak nie czuła, ale to bzdura. Porównywanie się do innych jest stare jak świat. Ja się chyba nie oduczę tego nigdy.