13
Udostępnień
Pinterest Google+

Moi znajomi przechwalają się wynikiem 50, 100, 300 książek rocznie. A ja?

Są rzeczy, którymi trudno się chwalić. Schudnę, przestanę palić i znajdę pracę – świadczy to o Twojej życiowej beznadziejności. Nie mówi się o tym. Co innego mówić o swej elokwencji wyrażonej w liczbie pochłoniętych tomisk.

Wydarzenia na Facebooku pokroju „w 2017 roku przeczytam 50 książek” trują mi feed od lat. Kilka lat temu poszłam za tym owczym pędem. I wpadłam w przepaść nazwaną Doliną Musienia.

Nie warto czytać

Agency: Grey
Agency: Grey

Nie bijcie i nie linczujcie, ale taka jest prawda. Czytanie dla czytania nie ma takiego samego sensu jak sranie dla srania. To drugie daje chociaż jakiś pożytek. Czytasz tylko dlatego, żeby czytać i odhaczyć tytuł na swojej liście? To przestań. Teraz.

Wiesz, że warto czytać, jeżeli książka i sam proces czytania sprawiają Ci przyjemność. Nie możesz doczekać się, kiedy znowu będziesz mieć czas na kontynuację.

Jeżeli jesteś w trakcie książki i już marzysz o jej końcu, to przerwij. Szkoda czasu, oczu, kartek czy baterii czytnika.

Dlaczego? Bo:

To nieuczciwe

Agency: Love
Agency: Love

Są książki o stu, dwustu i tysiącu stronach. Są książki, jak Harry Potter, które, choć grube, czyta się szybko. Bo są dobre. Są też grube książki, jak Zmierzch, napisane chujowo, ale przeczytasz je nawet szybciej. Są z kolei grube książki, jak Gra o Tron, gdzie mnogość wątków będzie kazało Ci zwolnić. Są też grube książki naukowe, jak Higieniści, równie ciekawe, jak i powolne w czytaniu. Potem są książki cienkie, które można czytać dłużej niż całą ustawę o Vacie. Przykładem jest „Buszujący w Zbożu”, króciutka książeczka, którą czytałam bite dwa miesiące. Bo ubzdurałam sobie, ze coś „muszę”.

No i jak tu takie książki porównywać? Mogę dobić do setki czytając broszurki papieru toaletowego. Mogę nie dobić dziesiątki zaczytując się w tomiszcza historyczne.

To nieprzyjemne

Agency: MatosGrey, São Paulo, Brazil
Agency: MatosGrey, São Paulo, Brazil

„Muszę” i „przyjemne” średnio idą w parze. Powiedzmy, że ktoś każe mi codziennie jeść mango, pić frappucino i słuchać Tash Sultany. Mimo, że uwielbiam to robić, to po tygodniu pewnie miałabym dość całej trójki. „Musienie” zabija przyjemność. Więzienie na bezludnej wyspie z codzienną dostawą drinków z palemką, to wciąż więzienie.

Możesz wyrabiać normę czytania minimum 25% lub 150 stron książki dziennie. Nie dziw się jednak, jeżeli sprawi to, że będziesz robotnikiem, nie czytelnikiem. Nie będziesz książki doświadczać, jedynie przerzucać kartki.

Zabiera czas

Creative team: Juan Pablo Navas, Gustavo Zapata
Creative team: Juan Pablo Navas, Gustavo Zapata

Śmieszne, że odradzam czytanie w momencie, gdy sama zarywam noce czytając dwie książki jednocześnie. Nie przeszkadza w tym fakt, że w październiku nie przeczytałam ani jednej książki. Bo nie miałam czasu i ochoty na żadną z posiadanych lektur. Wolałam grać w Mafię 3 (swoją drogą, dupy nie urywa, z powodu czego jest mi bardzo przykro). Nie chciałam, nie czytałam. Nie ubyło mi intelektu. Chyba.

Nie tylko książki są do czytania

Agency: Air, Brussels, Belgium
Agency: Air, Brussels, Belgium

Poza książkami, istnieją inne formy pisane. Felietony, newsy, badania naukowe, plotki, artykuły, twitty, statusy facebookowe, przepisy kulinarne, instrukcje obsługi, nędzne blogi (jak ten), a nawet składy na opakowaniach produktów spożywczych. Śmiej się, ale to wszystko czytam w ciągu dnia. I tak, skład kawy rozpuszczalnej oraz przepis na majonez z fasoli nauczyły mnie o życiu więcej, niż Cierpienia Młodego Wertera.

Dlaczego?

Agency: Filadélfia, Belo Horizonte, Brazil
Agency: Filadélfia, Belo Horizonte, Brazil

Ja wiem, że zatrważają Was statystyki nieczytających Polaków. Mnie w sumie trochę też. Jak można przez rok nawet nie spróbować przekartkować jednej książki? Choćby tej, na podstawie której nakręcono kolejny, nagrodzony Oscarem film? Z drugiej strony, nie dziwi mnie to aż tak. W szkole czytamy schizoidalne Dziady we fragmentach oraz archaiczne, stuletnia tłumaczenie Szekspira. Gdybym faktycznie w szkole czytała lektury, to kto wie, może dziś też byłabym analfabetką?

Szkoła

Agency: Lowe Bull, Johannesburg, South Africa
Agency: Lowe Bull, Johannesburg, South Africa

Tymczasem, w trakcie całej mojej edukacji, nie przeczytałam ŻADNEJ lektury. Przynajmniej nie w momencie jej omawiania. Mama przeczytała mi Janko Muzykanta i obie stwierdziłyśmy, że ta książka jest patologiczna. Zaczyna się od wsadzenia siostry Janka do pieca, a kończy skatowaniem na śmierć dziecka. Jak wyrosnąć na człowieka bez zaburzeń psychicznych po takiej lekturze?

Czytałam streszczenia, miałam dobry bajer i lekkie pióro. Z wypracowań zawsze dostawałam najwyższe oceny. Nikt nigdy nie odgadł, że nie mam pojęcia, o czym mówię. Nie zorientowali się nawet egzaminatorzy maturalni.

Ta wolność pozwalała mi czytać to, co chciałam i co mi się podobało. Już wiem, że Szekspira nie warto wypożyczać ze szkolnej biblioteki. Jak czytać, to w oryginalne lub w nowożytnym przekładzie. Bo sorry, ale ja nie parlę, szprecham ani spikam w staropolskim.

book2

Dlatego czytajcie z dobrych powodów. Dla wiedzy, poszerzenia horyzontów, zobaczenia innego punktu widzenia. Również dla przyjemności i relaksu. Ostatni tydzień przemielił Cię przez maszynkę do mielenia mięsa? Przeczytaj sobie Pisiąt Twarzy Greya, kim ja jestem, aby Cię oceniać?

Ja polecam Zmierzch po wyrwaniu zęba, kiedy leżysz jak kłoda naćpana Ketanolem. I tak nic ambitniejszego Twój umysł nie przyswoi. Czas szybciej płynie przy kolejnym akapicie, który utwierdza Cię w przekonaniu, że podmiot liryczny narrator (poloniści, poprawione! Mówiłam, że nie uważałam na polskim) jest na poziomie intelektualnym pantofelka.

Nie zamieniajcie ostatnich podrygów przyjemności na znaczek Najki do odhaczenia. Dajcie sobie miejsce na szczyptę YOLO w tym życiu zasranym planowaniem sukcesu.

Z wyrazami miłości i wiecznej dbałości o Was,

Hakierka

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Znasz to uczucie, kiedy zakładasz spodnie i zaczynasz się nienawidzieć?

Następny artykuł

Jak prawie przestałam się martwić?

  • Jan

    Ja tam czytam z przyjemnością te pisiąt książek, choć ostatnio spora część z nich to komiksy. Ale punkt widzenia spoko – podobny prezentuje Daniel Mizieliński z Hipopotam Studio w fajnym wywiadzie o książkach dla dzieci http://www.polskieradio.pl/130/5551/Artykul/1706274/. W ogóle, fajnie że piszesz, od dłuższego czasu nie wpadałam regularnie na żadnego blogełka ;-).

  • Ja kiedyś czytałam „Proces” Kafki dwa lata, cieniutką książeczkę. Nawet nie dlatego, żebym czuła, że muszę, i to w sumie jest zajebista książka, no ale nie da się tego czytać szybko. Moja matka czytała ją cztery lata, a ona to naprawdę niczego nie musi, więc chyba to jest po prostu książka, której szybko się nie da i już.
    W ogóle to jestem patologicznym przypadkiem, który przeczytał większość lektur i nie został analfabetką. Raz próbowałam czytać bryka, ale nic nie zrozumiałam, więc dałam sobie spokój.
    Czytanie dla przyjemności a czytanie dla wiedzy to też dwie różne sprawy. Niektórzy czytają tylko to, co im może przynieść pożytek, co w sumie jest smutne. W sumie smutne na poziomie czytania dla odhaczenia numerka na liście 50 w roku. I mam na to piękny cytat Wirginii Woolf (właśnie to czytam i mi się skojarzyło, więc wklejam, bo fajne::)
    https://uploads.disquscdn.com/images/762eb1d7845985be1a9079319ba07112c326e2f612ee6815fccd26843938babe.jpg

  • misz

    Ja mam ocd niestety, ilekroc zaczne czytac ksiazke, musze ja skonczyc, nawet jak jest beznadziejna.
    Ale nie ma tego zlego, czego fotel przed kominkiem i koniak w reku nie zniesie

  • O, to to! Fajnie podsumowane, Te wyzwania 52 ksiazki sa o tyle spoko ze sobie co jakis czas przypomonam, ze fajnie byloby po cos siegnac, bo czasami totalnie zapominam o tym, ze oprocz netflixa mam cala sciane ksiazek do przeczytania 😀

  • l Paw

    Czy wreszcie mogę napisać to publicznie, bez ryzyka zlinczowania? Nie podoba mi się „Mistrz i Małgorzata”! A czytałam bez przymusu, sama z siebie. W końcu tyle ludzi uznaje ją za genialną, więc co może pójść źle…? Wszystko. Nie dałam rady skończyć, uważam, że jest kiepska, a wszechobecnie wielbiony cytat o spirytusie żałosny. I nie jest mi z tego powodu głupio.

    • 39/10

      ooo tak, Mistrz i Małgorzata okropnie mi nie przypadła do gustu! a Bóg mi świadkiem, że próbowałam, ale po kilkunastu stronach stwierdziłam, że jest tyle książek, które wolałabym przeczytać, że sobie odpuściłam.

      • l Paw

        Mi zostało może jakieś 30 kartek do końca, ale nie było warto czytać tych wcześniejszych 🙂

        • Jej, a ja tak się bałam do tego przyznać! Nie podobała mi się wcale ta książka, chociaż dociągnęłam do końca, bo wtedy jeszcze żyłam w przekonaniu, że muszę 😉

  • „Już wiem, że Szekspira nie warto wypożyczać ze szkolnej biblioteki. Jak czytać, to w oryginalne lub w nowożytnym przekładzie. Bo sorry, ale ja nie parlę, szprecham ani spikam w staropolskim.”
    W oryginale? Szekspira? Szprechasz w ‚staroangielskim’? 😀

    • Szekspira w oryginale czyta się bardzo przyjemnie i „zrozumiale” 😉

  • Ja też nie przeczytałam żadnej lektury w szkole w czasie jej omawiania, a nie przeszkodziło mi to mieć zawsze najwyższe oceny z wypracowań. Piona!

  • Ja zawsze czytałam, ba, wręcz uwielbiałam lektury. Może dlatego zawsze walczyłam o czwórkę, bo moje przemyślenia na ich temat nijak miały się do tego, co przewidywał program. Od dawna mam wrażenie, że ludzie piszący program nauczania nigdy nie czytali nic więcej poza ich opracowaniami, dlatego nie wiedzą co w nich jest i wymyślają głupoty na ich temat. Do tej pory czasem sięam po dzieła Sienkiewicza i mój ukochany Potop Czy Pana Wołodyjowskiego. Ogniem i Mieczem jakoś mi mniej podchodzi. Pana Tadeusza czytałam pierwszy raz w 5 klasie podstawówki, cudo. Do tego wszelkie nowele i nowelki, to dokument niemal, jak żyli ludzie w tamtych czasach. Że przykro się czyta… a Kamienie na szaniec może lekko? Moim zdaniem powinnaś nadrobić. Ich czytanie naprawdę wzbogaca wnętrze pod warunkiem wszak, że omija się szerokim łukiem to, co ma o nich do powiedzenia kuratorium.

  • Czytam odkąd pamiętam – w pamięci najbardziej zapadły mi jedne wakacje, podczas których przeczytałam chyba z kilkadziesiąt książek. Uwielbiałam to i nadal uwielbiam. Całkiem do niedawna żyłam z tym błędnym (teraz o tym wiem!) przekonaniem, że jak już zaczęłam coś czytać, to muszę skończyć. Przeszło mi i od tamtej pory jeszcze chętniej sięgam po różne pozycje. Jeśli mi nie leży, odkładam z czystym sumieniem, a kto wie – może kiedyś wrócę. Może kiedyś mi się zmieni 😉

  • Brawo 🙂 Ja co prawda nigdy się nie zapisałam na takie wyzwanie, ale nigdy ich nie rozumiałam.

  • Nareszcie szczere podejście do tematu. Opisałaś coś o czym wielu myśli ale boi się powiedzieć. Czytanie z przymusu, bo tak wypada, no bo co inni powiedzą. Bardzo dobry wpis, który będę polecać 🙂 Nie przeczytałam wszystkich lektur w szkole i nie uważam, że to powód do wstydu. Były nudne, długie, przygnębiające, trudne, nic nie wnoszące. A tych, które przeczytałam w ogóle nie pamiętam bo tyle wniosły do mojego życia 😉 Propaguję rozwój i samodoskonalenie ale czytając to, co sprawia nam radość. To co wnosi do naszego życia jakieś wartości. Nie czytanie dla samego faktu czytania i odhaczenia książek na liście. Sama miałam kiedyś półki pełne książek, kupowałam je i nie czytałam. Miałam dla samego faktu posiadania. Kiedy pozbyłam się nadmiaru rzeczy pozbyłam się też 3/4 moich książek. Zostawiałam tylko kilka tych, które mają dla mnie znaczenie:) Po informacje sięgam do innych źródeł, czerpię z internetu. A jeśli czytam książki to w formie ebooków. Niestety większość książek, które kupowałam bo były polecane przez innych i popularne, była dla mnie rozczarowaniem. Teraz czytam to co lubię i co sprawia mi radość 🙂 Pozdrawiam Cię gorąco:) Będę tu zaglądać bo robisz kawał dobrej roboty 🙂

  • Nooo i ja jestem w tej samej drużynie. Choć w tym roku postanowiłam zapisywać co przeczytałam to robię to wyłącznie dla siebie. Nie podejmuję wyzwania, bo to nie ma sensu. Książki są różne, w życiu dzieje się różnie i nie ma co nakładać na siebie sztucznych nakazów i przymuszać się bo walczę z wszechświatem o złote gacie! Czytam to co lubię, bo lubię i nauczyłam się odkładać książki, które mi się nie podobają. Wyzwalające doświadczenie 🙂

  • Czytanie jest fajne, czytanie dla lansu nie. Na sztuki, strony, liczby wszelakie. Zgadzam się z Tobą. Różne są książki, czasem pożeram tom poezji w jeden wieczór, ale na tym nasza historia się nie kończy, bo wracam i wracam. I jak to policzyć? Jedna książka trzy razy, trzy książki? 😉 Można dojść do absurdu.

  • Zgadzam się w stu procentach. O ile sama lubię robić sobie listy książek, które rzeczywiście chcę przeczytać, o tyle czasem po zakupie okazuje się….że książka to dno. Jeśli nie okazuje się „dnem” to mnie tak strasznie nudzi, że męczę się ogromnie, z każdą stroną bardziej. W takich chwilach trzeba odpuścić. Nie ma co się katować, żeby tylko odhaczyć. Pozdrawiam gorąco 😉
    /magdasierocinska.wordpress.com/

  • Tak bardzo w punkt. Czytam książki, ba pochłaniam. Czasami dla samej siebie czasami się zapisywać, ile książek przeczytałam – bardziej ku pokrzepieniu w ciężkich chwilach. Ale czytanie na licznik, żeby zaliczyć magiczną cyferkę jest pozbawione magii. Choć może Ci, którzy mają problem, żeby przeczytać choćby jedną książkę w ciągu roku, poczują się zmotywowani do wzięcia na warsztat czegoś więcej, niż instrukcję przyrządzenia zupki chińskiej 😉

  • Odpuszczania książek i poświęcania czasu tym, które na prawdę chcę przeczytać nauczył mnie Mo Yan (stety lub niestety). Wiem, że dostał Nobla; że pewnie znalazł się w wielu rankingach książek do przeczytania… ale robiłam 4 podejścia do jednej z nich. Przy ostatnim powiedziałam sobie „teraz, albo nigdy”. Padło na nigdy. A w zasadzie jak uczysz się odpuszczać książki, uczysz się też odpuszczać inne rzeczy nie warte uwagi, energii, czasu. Świetny artykuł – w punkt.

  • Zgadzam się! Nareszcie ktoś to mądrze ujął. Niedobrze mi się robi jak czytam te blogerki, że niby 50 książek rocznie a wśród nich poradniki w stylu ”jak zapalić świeczkę i przykryć się kocykiem, żeby było ci przytulnie”. Rozwijające. I w międzyczasie gardzą tymi, co to przeczytali książek pięć, ale konkretnych, np.naukowych, czy historycznych, bo to ich interesuje i wiele wnosi, a jednocześnie wymaga większego skupienia i wolniejszego czytania. Odnośnie tego, u mnie wpis i tym, dlaczego nie udaje się dotrzymać postanowień noworocznych. I czy mają sens akurat teraz, w zimie.

  • Ja lubię wyzwania a to czytelnicze jest jednym z moich ulubionych, ale nie dlatego, że MUSZĘ czytać, a dlatego, że chcę się sprawdzić. I nigdy nie czytam kiedy nie mam ochoty. Wyzwanie to jest dla mnie tylko motywacją, że może jednak książka zamiast filmu, ale bez spiny. No i pomaga mi to jakoś usystematyzować to całe moje czytanie, zwłaszcza gdy sobie stawiam moje małe wyzwania, np. czytam książki tylko z własnej półki, bo czasem o tym zapominam i czytam tylko książki na czytniku 😉

    Doskonale jednak rozumiem Twoje zdanie – myślę, że trzeba, jeśli się już chce, znaleźć w tym wszystkim złoty środek i, kurczę, nie robić nic przeciw sobie, bo to bez sensu 😀

  • Boziu, jak ja się zgadzam. Sama jestem nieustającym więźniem „powinności lekturowych”, chociaż nie liczonych w ilościach (może powinna być akcja „Przeczytam 15 kg książek w 2017”), tylko raczej „wypadałoby znać”. Poza tym jeszcze mój wewnętrzny kat „nie czytasz wcale nowości!” (a ja się tłumaczę sobie samej, że przecież już nie mam czasu na tamto i na to i na wszystko). A gdzie w tym miejsce na książki, które chcemy przeczytać drugi/trzeci/milionowy czas? Można się nabawić od tego gorączki i wysypki. Moje postanowienie czytelnicze na 2017 – poluzować. Jest styczeń, póki co same porażki.

  • Sanna

    Wszystko prawda, ale Rozalka to była siostra Antka, a nie Janka 😉

  • Kasia Wu

    Czytuję z entuzjazmem rozmaite blogi o książkach, głównie żeby wiedzieć, za co się nie brać 😉 Ale ostatnio zawiodłam się szczerze – książka o dużym potencjale okazała się tak syfnie przetłumaczona, że mnie odrzuciło po paru stronach. A miało być tak pięknie 😛 Autorka bloga szalenie książkę polecała. I teraz nie jestem pewna, czy ją w ogóle przeczytała 😛
    Jest tyle powodów, dla których rzucam zaczęte książki, że ho ho.
    Tymczasem PanMąż czyta z zacięciem wyrobnika. W dzieciństwie i nastolęctwie czytać mu nie pozwalali w domu za bardzo, najwyżej lektury, więc nadrabia. Według sztywnego planu, masy regulacji i tak dalej. I żadnej książki nie odrzuca. I powiem wam, mnie się to we łbie nie mieści – jak można sobie kazać obcować z czymś niedobrym, czymś dobijającym albo głupim tylko dlatego, że się zaczęło?

    • Kocz1lla

      Żeby móc powiedzieć, że się umie nie tylko zacząć, ale i skończyć. Mnie jest głupio, jak nie doczytam książki. Choćby była nudna.

  • Krzysztof Nowak