3
Udostępnień
Pinterest Google+

Jak dorobić filozofię do papieru toaletowego? Nie wiem, ale propagatorzy design thinking na pewno to wiedzą.

Na początku tego roku byłam na pewnej „innowacyjnej” konferencji. Wzięłam wolne w pracy, pojechałam na koniec świata na wrocławskie Stabłowice aby posłuchać o wrocławskiej Dolinie Krzemowej. Nie śmiejcie się, ja też nie mogłam gdy tak mówili o sobie Janusze Biznesu przez całą konferencję. Szczerze mówiąc, to przez połowę konferencji miałam ochotę rzygać pluszem i tęczą (nie było mi dane, bo poza paskudną kawą, tylko krzesła były tam wegańskie – cóż za design thinking).

Nie przekreślam całej konferencji, gdyż tam po raz pierwszy zobaczyłam Michała Sadowskiego z Brand24, który w 2 minuty rozerwał skostniałe towarzystwo i pokazał ludziom jak się robi prezentacje i przemawia publicznie. Również Zeccer czy Space is More robili wrażenie, jak cała zresztą część konferencji poświęcona startupom. Gdyby Sadowski nie puścił poniższego filmu, nie miałabym przyjemności poznać tych projektów. Bo znudzona zaczynałam już zbierać się do wyjścia.

Niestety nie o Brand24 jest dzisiejszy artykuł. Na nich nie mam w zwyczaju narzekać. A na design thinking będę.

Wielogodzinna konferencja była w sumie poświęcona na pobiciu rekordu w powtarzaniu zwrotu „design thinking”. Niestety, do dziś nie jestem w stanie wytłumaczyć czym to diznajnerskie myślenie jest.

Łopatologicznie, jest to nauka stworzona przez ludzi wychowanych w głębokim PRLu, gdzie nikt nie zastanawiał się „po co?”. Wychodząc z tego PRLu, odkryto konkurencję i wolny rynek, zauważyli, że WOW – klient będzie szczęśliwy, gdy przed projektem pomyślimy o nim! GENIUS!

Sprawdzam swoją wiedzą w wujku Google, no i niewiele się mylę od definicji, jakie desing thinkerzy propagują. Skupianie się na użytkowniku w zróżnicowanych grupach, celem zrobienia INNOWACYJNEGO czegoś.

Problem jest taki, że prawdopodobnie dla młodszego pokolenia nie jest to rzecz odkrywcza. Ludzie wychowani po ’89 roku wiedzą, jak ważny jest UX, pomysł, brainstorm oraz użyteczność sprzedawanych produktów i usług. Wiedzą to na swoim przykładzie, bo nikt z nas nie chce bulić miliona monet za coś, co nie spełnia naszych oczekiwań. Tego oczekujemy od firm, takie firmy odnoszą sukces.

Pracując przy różnych projektach też doceniam ideę wspólnej burzy mózgów, angażowanie w projekt osób spoza branży, szczegółowy wywiad z klientem i empatia wobec jego potrzeb.

Dla ludzi, którzy mieli gwarancję skupu ziemniaków z pola przez państwo, już nie jest to tak oczywiste.

Tak to sobie tłumaczę, biorąc pod uwagę średni wiek 60+ osób zachwalających design thinking na tej konferencji. Doszło tam również do prezentacji wyników takiej pracy w ramach design thinking. „Interdyscyplinarna grupa”, złożona z blogerów, urzędników, dziennikarzy, hydraulików i cholera wie kogo jeszcze, miała za zadanie stworzyć innowacyjny przystanek tramwajowy. Zaprezentowano nam śmieci ze styropianu i rolek po papierze toaletowym, moja uboga wyobraźnia na próżno doszukiwała się tam przystanków. Nie szkodzi. Przystanki nigdy nie powstaną, chodziło o kilkugodzinne bawienie się w design thinking. Taka tam innowacja.

A ja oczekiwałam, że wskażą mi chociaż gdzie jest tramwaj.
hex_design-1
Być może ta koncepcja nie jest zła. Być może skreślam ją zbyt szybko, bo od zawsze przecież, nieświadomie, ale pracuję wedle jej założeń. Różnica jest taka, że nie spodziewałam się, że styl działania, oparty przede wszystkim na lojalności, szczerości i szacunku na płaszczyźnie zleceniodawca-zleceniobiorca, może doczekać się prac naukowych. Myślę o użytkowniku moich projektów zawsze, testuję i zwracam się o pomoc do ludzi totalnie niezwiązanych z danym tematem. Nie piszę o tym doktoratu. Biorę to za pewne zjawisko mające na celu usprawnienie społecznego postępu.

Tymczasem wyobrażam sobie studentów na Wyższej Szkole Robienia Hałasu, gdzie zestresowani googlują na smartfonie definicję design thinking na kolokwium. Czy naprawdę potrzebujemy tworzenia filozofii do rzeczy oczywistych? W pewnym sensie design thinking nie byłby pierwszy zjawiskiem opisanym, mimo, że opisania nieszczególnie jest wart.

A może nie dostrzegam ukrytej pod tymi słowami rewolucji?

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Jak napisać e-mail - 3 sposoby na szybką odpowiedź

Następny artykuł

5 absurdów w filmie Matrix

  • Dzięki za dobre słowo 🙂 Fajnie, że moja skromna prezka przypadła do gustu 🙂

    • Kurcze, też myślałam, że Brand24 słabo ściąga z facebooka. Teraz już zapamiętam 🙂

      • Nawet tak nie pisz, bo Ikea wyposażyła Brand24 w cały arsenał taboretów 😀

  • Często na konferencjach jest tak, że jedynie jedna lub dwie prelekcje są dobre a reszta… no cóż, nie o tym chciałam. Myślę, że warto definiować zjawiska już istniejące, aby lepiej je zrozumieć oraz, aby przekazać tę wiedzę osobom, które wcale tego nie czują intuicyjnie, ani gdzieś to po drodze zostało pominięte. Ty jesteś w temacie i chwała Ci za to, ale gwarantuję Ci, ze jest jeszcze masa pracowników w IT, którzy wymagają edukacji i tkwią w przekonaniu, że stronę robi się tak: Które logo się Pan wybiera?, OK, to teraz zaprponujemy stronę główną. OK, no to podstrona. Akcetp -> strona gotowa Będzie Pan zadowolony 😀

    • Wiem, że masz rację 🙂 Wiem, że gdyby tylko inaczej ktoś zaznajomił mnie z design thinking, pewnie pomyślałabym: spoko, że takie coś ma nazwę. Tymczasem konferencja, gdzie prezentowano mi doktorantów zajmujących się design thinking – no cóż, został tylko niesmak ;]

  • Pingback: Buka przeciw homofobii - Wykopki Internetowe #3 -()

  • Raffik

    Amanda, miałem bardzo podobne odczucia przy pierwszym kontakcie z DT. Było to prawie 5 lat temu. Dzisiaj staram się praktykować tę metodykę. Czy można dorabiać do niej filozofię? Patrząc od strony zadania jakie stawia rzed sobą filozofia (rozumiana jako nauka oczywiście), to można uznać że DT również stawia to samo wyzwanie przed sobą, tj prawdziwe i obiektywne poznanie danego przedmiotu (problemu badawczego). To, że DT nie wnosi zbyt wiele nowego, to zgodzę się z Toba w kontekście narzędzi. DT stosuje zbiór narzędzi wykorzystywanych dotychczas w różnych metodykach i metodologiach. Więc gdzie jest różnica? A więc wg mnie tkwi ona w kontekście zastosowania tych narzędzi, w kontekście pracy zespołowej (uwierz, rozumianej i stosowanej bardzo często błędnie), w podejściu skoncentrowanym na człowieka, co nie jest takie oczywiste, jak piszesz (wystarczy podejść do parkomatu w wawie), ponieważ jest jeszcze zbyt micno zakorzeniona wiara we własne kompetencje, doświadczenie, i dyktatorskie podejście do tworzenia produktów i usług. Utwierdzają mnie w tym wszystkim uczestnicy projektów prowadzonych metodą DT i uczestnicy szkoleń. Wg mnie źle trafiłaś, nie tę konferencję, i nie na tych ludzi, a szkoda 🙂

    • Raffik, bez obawy, nie przekreślam design thinking jako kierunku, w której dążyć powinni wszyscy. Sama napisałam, że przecież, przypadkiem, sama od lat tak działam. Masz rację, że była to słaba konferencja, którą położono wielokrotnie. Chciałabym bardzo trafić kiedyś na praktyczne zastosowania DT – to mogłoby być bardzo ciekawe, zamiast tego trafiłam na wielkie słowa i rolki papieru 😉

  • Jarosław Rzepecki

    Samo DT jest jak najbardziej ok. Po prostu jedna z metodyk rozwiązywania pewnej kategorii problemów. Natomiast szkopuł tkwi w absolwentach wyższych szkół robienia hałasu, którzy z DT robią religię i zbawcę ludzkości. Dodatkowo owi absolwenci nie omawiają najczęściej wyników swojej pracy uzyskanych za pomocą tej metodyki, a tylko o niej bajdurzą.

    • Dokładnie, ja myślałam, że nic mnie nie zdziwi po 5 latach studiów – mimo to z lekkim niesmakiem oglądałam doktorantów design thinking na scenie. I przysięgam, ANI JEDNEGO zrealizowanego przykładu design thinking. Same prototypy, bajdurzenia i klepanie się po plecach.

  • Jako znany hejter terminu 😉 polecam: http://uxdesign.pl/design-thinking-i-czy-cos-z-tego-wynika/

    • Jednak nie jestem osamotniona w hejcie ;] Dzięki za link!

  • Po pierwsze – mniej terminologii i będzie cacy. Po drugie – mniej konferencji i będzie arcycacy. Jak dla mnie – jedno i drugie jest tylko napompowane, wydmuszkowe i nic nie wnoszące. A DT to nic innego jak racjonalne myślenie i zdrowy rozsądek. Dobrze, że istnieje, bo jest zaskakująco dużo firm, które pracują i wymyślają zupełnie w izolacji, pod swoją tylko wygodę i dobre samopoczucie. A DT pokazuje, że w bardzo prosty sposób (tak prosty, że naprawdę wstyd go nazywać filozofią) można inaczej i lepiej. Pracuję jako service designer (kolejne modne określenie) i kiedy wchodzę do firmy, nie opowiadam o metodologii i pokładach empatii, a mówię: ok, to teraz zrobimy tak, że Wy zarobicie, a użytkownik będzie naprawdę usatysfakcjonowany. I tu nie ma ściemy ani niepotrzebnych kompromisów. To po prostu tak działa:)

    • To się nazywa język korzyści 🙂

      • Kolejny buzzword:) Tu tak naprawdę chodzi o korzyści – robi się po to, żeby ktoś miał dobrze. Sorry za prostotę absolutną tych sformułowań, ale świadomie dążę do tego, żeby odpomnikować to, co robi design. Powiedzenie – „robimy proste rzeczy, stosujemy proste metody – niczego nam nie odbiera.

        • Ale branża wprost uwielbia gadać korpomową, która mogłaby być prosta i polska, ale po co? Im mniej klient wie, tym mniej go boli ;] Sama strasznie od tego uciekam. Szczególnie, że widzę, że klient docenia kiedy z nim usiądę i łopatologicznie mu wszystko wyjaśnię. Bez dorabiania do tego tony bullshitu. Jednocześnie gdy mówisz zbyt prosto, środowisko stwierdza, że.. się nie znasz Oo

  • Pingback: Spontaniczny przegląd Internetu #1 | Verdia Life()

  • Pingback: Grek Zorba - Wykopki Internetowe #17 -()

  • Dla mnie całe „design thinking” wygląda jak ładne hasło które ma się sprzedać, zamiast zaoferować analizy UX na poziomie analizy naukowej pokazać ładne hasła, nic niezmieniający couching etc. 😛 Ale Sadek zawsze daje radę w każdym miejscu i jest bardzo miłym akcentem, szkoda że mówisz, że był tak krótko 😀