8
Udostępnień
Pinterest Google+

Wiecie co jest najsmutniejszym widokiem na świecie? Kiedy aktywizm umiera pod ciężarem społecznych oczekiwań.

Mów z powagą, załóż białą koszulę, mów na około, aby wprost nie przyznać, że serio, walka w 2018 roku o równe prawa to, kurwa, kiepski żart.

Z powagą zapłacz nad losem kobiety z depresją, która poddała się aborcji, bo to nic łatwego, ale potrzebnego, bo inaczej umrą kobiety, nie tylko płody.

Zapłacz nad losem umierających homoseksualnych i transseksualnych nastolatków, przez co potrzebujemy więcej praw i tolerancji.

Wyrzuć z parady równości drag queen i wmawiaj, że homoseksualizm to tylko po bożemu, chcemy tylko miłości.

Związków partnerskich potrzebujemy tylko dlatego, że co, jak jedna osoba zachoruje i wtedy jak wejdziemy do szpitala? Płacz!

Mów o tym, że potrzebujemy przyjąć uchodźców, bo umierają kobiety i dzieci, bo ludzie toną. Okażmy miłosierdzie.

Do kurwy, nędzy, skończ.

Okładka Wysokich Obcasów

Potrzebujemy tolerancji dla trans nastolatka niezależnie od tego czy ma, czy nie ma myśli samobójczych.

Związki partnerskie i małżeństwa to nie patos, to okazja do imprezy i pokazania homofobom środkowego palca.

Uchodźców możemy przyjmować nie tylko dlatego, że umierają, ale dlatego, że żyjemy w wolnym świecie. I skoro połowa Waszych wujków zapierdala w Anglii na zmywaku jako uchodźcy ekonomiczni, to ni chuj nie mamy prawa odmawiać miejsca w Europie uchodźcom wojennym.

I aborcja może być trudna, ale nie musi. Aborcję można przeżyć bez załamania psychicznego, depresji i PTSD.

Grace Fallen, „Jeżeli nie możesz powierzyć mi wyboru, jak możesz powierzyć mi dziecko?”

Mam dość dopasowywania sposobu komunikacji do oprawców. Bo to nie ma znaczenia, czy będziemy mówić o aborcji medycznie i traumatycznie. Koniec końców przedstawi się cały ruch Czarnych Marszy jako garstkę feministek krzyczących „Aborcja jest ok”. Więc czemu nie zacząć od razu, skoro nie zmienimy ludzi, którzy wierzą, że kobieta wyrosła z żebra Adama?

Walka o prawo do aborcji to nie walka o to, aby w każdym gospodarstwie domowym w Polsce była najnowsza Tesla i bomba atomowa. To dość podstawowe prawo człowieka do zarządzania swoim ciałem. I serio, potrzeba tłumaczenia tego w 2018 roku jest po prostu smutna. Bo zdaje się, że Świat podzielił się na dwa obozy. Albo nie chcesz aborcji i jesteś dobrym człowiekiem, który ma nieograniczony budżet, nie pracuje i ma wykształcenie do zajmowania się najbardziej chorymi dziećmi. Albo jesteś szaloną lesb-femi-nazistką, która poddaje się in vitro, tylko aby poddać się aborcji. Nic pomiędzy.

Jestem zmęczona paradą udawania. Jestem zmęczona narracją, która wzbudza litość. Jestem zmęczona, że w XXI wieku muszę tłumaczyć, że homoseksualizm to nie choroba, Islam to nie kraj, a aborcja to nie morderstwo.

I mam dosyć wrzucania emocji do prawno-medycznej debaty.

Nie zrobiłabym sobie aborcji, ponieważ:

  1. prawdopodobieństwo niepokalanego poczęcia jest zerowe;
  2. prawdopodobieństwo pokalanego poczęcia może nieco wyższe, ale zeru bliskie;
  3. jeżeli zdecyduję się na dziecko, to będę musiała włożyć do tego masę wysiłku, więc no nie abortuję się na początku ciąży dla zabawy.

I wiecie co? To nie ma nic do rzeczy i mie zmienia to faktu, że ktoś może zajść w ciążę i z różnych przyczyn jej nie chcieć. Może też mieć problemy zdrowotne i mieć różne wskazania do tego, aby ciążę przerwać. Ale na litość boską, może też po prostu podjąć decyzję, że mimo stabilizacji finansowej i zdrowia, może nie chcieć posiadać dziecka. I chwała tej osobie za to, że racjonalnie potrafi podjąć decyzję na temat swoich kompetencji do zarządzania swoim życiem i tego, jak wpłynie na życie potencjalnego dziecka.

Grace Fallen, „Każde dziecko chciałoby matki będącej PRO-Choice”

I to, że dla Ciebie aborcja nie jest ok, że byłaby to trudna i traumatyczna decyzja, nie oznacza, że taka będzie dla każdego. Wystarczy nam mszy w intencji nienarodzonych dzieci, utraconych plemników, pogrzebanych tamponów. Zostawmy ten patos, zostawmy tę mękę. Słyszę głosy „z takim hasłem nie wygramy prawa do aborcji!”. A z jakim wygramy? I z kim wygramy?

Prawo do aborcji to nie szóstka w lotka. Nie musimy walczyć o społeczne nastroje. Kto będzie przeciwko aborcji, ten nadal będzie i będzie miał pełne prawo, aby aborcji na sobie nie wykonywać, gdy ta zostanie zalegalizowana w kraju. Debata o prawie do decydowania o własnym ciele to nie debata z sąsiadką, hydraulikiem czy księdzem. To debata o prawach człowieka, o których rozmawiać mogą prawnicy, i, uwaga, PRAWNICZKI, lekarze, i, uwaga, LEKARKI. To respektowanie prawa unijnego, to respektowania wykonywania zawodu lekarza, który przyrzekł nie szkodzić i chronić życie. Człowieka, nie zarodka. I tutaj do głosu dochodzi biologia, nie biblia, aby mówić o procesie powstawania duszy, bo w kościele ksiądz krzyczy do mnie, że mój pies nie ma duszy.

Jak to mój pies nie ma duszy?

Jak to, skoro ma dużo więcej empatii od ludzi, którzy obiecali pomagać, a zamiast wysyłają osoby w ciąży do podziemi, wrzucają im do głów wyrzuty sumienia a do macic zakażenia?!

Nie można prawnie usankcjonować, czy osoba poddająca się aborcji będzie przeżywała depresje, a może dzień później pójdzie po prostu na drinka ze znajomymi. Nie można, więc przestańcie mówić ludziom jak powinni się czuć po aborcji. Zapytajcie jak się czują bez aborcji, w strachu, w biedzie i w tym autobusie do Niemiec, promie do Szwecji czy samolocie do Anglii.

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Powiedz mi, dlaczego muszę iść tysiąc mil?

Następny artykuł

Jak pracuje i programuje osoba z ADD?