1
Udostępnień
Pinterest Google+

Co jest nie tak z pióropuszem w Halloween, czerwoną kropką między brwiami i dredami na głowie? Czyli o co w ogóle chodzi w tym przywłaszczeniu kulturowym?

Polska jest monokulturą, gdzie ludzie rasy białej stanowią zdecydowaną większość społeczeństwa. Ponadto, mamy dość skondensowane, słowiańskie pochodzenie, czyli nie rzucono nas daleko od Ukrainy, Rosji, Litwy, Łotwy, Niemiec. Prawdopodobnie większość z nas może mieć żydowskie korzenie, ale nie chcemy tego sami przed sobą przyznać.

Łatwo w tym środowisku stwierdzić, że Pocahontas miała fajną kieckę, chętnie pojechałoby się do Indii pohasać w wielkich spodniach w słonie, siedzieć w kwiecie lotosu na wielbłądzie i powtarzać Namaste, na głowie mieć dredy lub warkoczyki. Łatwo pomyśleć, że nie ma w tym nic złego, no bo przecież doceniamy inną kulturę, a wymiana kultur jest potrzebna w tym złym świecie.

Przywłaszczenie, a wymiana kultur

instagram.com/lupitanyongo

Jasne, wymiana doświadczeń kulturowych jest istotna, choćby dla budzenia empatii i zrozumienia świata. Ale przywłaszczanie wybiórczo atrybutów kulturowych, bo część z nich zdaje się dla białej rasy romantyczna czy atrakcyjna, nie jest wymianą kultur. Dredy u osoby białej świadczą albo o tym, że mamy do czynienia z palącym zioło hipisem czy uduchowioną podróżniczką.

Tymczasem u osób z włosami typu 3(curly) lub 4(kinky), jest to naturalna metoda zaplatania włosów, która ułatwia funkcjonowanie czy pielęgnację. Jednocześnie są to włosy, które biała rasa mniej lub bardziej krytykuje, bo odstaje od standardów. Poczynając od prześladowania dzieci w szkołach, po usuwanie włosów Lupity Nyong’o z okładki Grazia, ponieważ ogolona głowa wydawała się dla grafika lepsza, niż jej naturalne kinky hair. I to nie odosobniona sytuacja, naturalnie kręcone włosy traktuje się jako nieeleganckie, nieschludne, w niektórych szkołach zabrania się dziewczynkom nosić po prostu naturalnie rozpuszczone włosy, bo są dalekie od białych standardów włósów – rzadkich, cienkich i przylegających do głowy. 

Kulturowa asymilacja

I tutaj dochodzimy do punktu, w którym część osób powie, że przecież właśnie często osoby z typem 3 lub 4 włosów, usilnie włosy prostuje, używa peruk, nosi dżinsy, rozjaśnia włosy. Przecież przywłaszczają białą kulturę!

Cóż, moglibyśmy zacząć od tego, że jako takiej białej kultury nie ma. Ale żeby nie być niemiłą, to po prostu ujmę to tak – te wszystkie zabiegi są kulturową asymilacją, nie przywłaszczeniem. Aby sprostać standardom wykreowanym przez zachód, łatwiej nauczyć się angielskiego, wyprostować włosy i założyć dżinsy. Bo jeżeli na każdym kroku osoby, pochodzące z innych kultur niż zachodnie, nie będą podkreślały tego, jak bardzo są zasymilowane, zostałą nazwane terrorystami, dzikusami, niechcącymi zasymilować się imigrantami, bo mają śmiałość przenosić swoją kulturę, do europejskiego czy amerykańskiego mainstreamu. 

Nie mówiąc już o tym, że żadna biała osoba nie była prześladowana przez posiadane białe atrybuty. W przeciwieństwie do komentowania standardów urody, mody czy sposobów praktykowania religii osób spoza Europy.

Czyli to, co jest cool i zajebiste dla białych, jest przesadą, brakiem asymilacji i ucywilizowania dla imigrantów w Europie. Jest kolejnym argumentem przeciwko, bo kultywowanie własnej tradycji odczytujemy negatywnie.

Więc ustalmy – kulturowa asymilacja, to nie wybór, to przymus. Rezygnacja z własnej kultury dla czyjejś, aby sprostać jej wymaganiom, dostać pracę, wykształcenie i szacunek, przynajmniej w jakimś procencie, co biały Europejczyk, który jest katolikiem.

Historia

Wiele razy nie zdajemy sobie sprawy, jak używanie pewnych symboli i słów jest zakorzenione w opresyjnej przeszłości. Polskie m-word, czyli angielskie n-word to dziedzictwo apartheidu. Ale co z określaniem rdzennym Amerykanów jako „Indian” i mówienie o ich kolorze skóry – czerwony? Kolor czerwony w określaniu rdzennych Amerykanów wziął się od tego, że kolonizatorzy płacili białym za zabicie mieszkańców odkrytego lądu, a jako dowód musieli dostarczyć głowy lub genitalia ofiar. Te, naturalnie, były pokryte krwią. Czerwoną. Do dziś funkcjonują ciągle drużyny sporotwe nazywające się Czerwonoskórymi i używające grafiki rdzennego Amerykanina jako swojego loga. Trochę tak, jakbyśmy wciąż mówili o Żydach w kontekście wytwarzanego z odtopionego z ciał tłuszczu – mydła. 

Białe hipiski

Kto teraz zarządza całym spirytualizmem, chodzi na jogę, otwiera swoją chakrę i lekko upojonym głosem, od tych wszystkich kadzideł, powtarza „Namaste”? Cóż, zwykle białe, zamożne, europejskie kobiety. I nieco mężczyzn. 

Wiecie, co oznacza „Namaste”? Cóż, jest to takie uprzejme „Cześć”. Hindusi tak witają ekspedientów, wujków, babcie. Nie trzeba lewitować nad chodnikiem, aby powiedzieć „Namaste”.

Mówimy o biednym i barwnym kraju, który jest fetyszyzowany przez Zachód. Gdzie rdzenni właściciele tej kultury i religii nie mogą samodzielnie rozprzestrzenić swojej wiedzy, religii i chociażby praktyk jogi, bo biznes jest zdominowany przez bogate, białe kobiety.

Ale czy to taki duży problem?

Tak! Dlaczego? A czy przypadkiem symbolem rock’n’rolla nie jest biały mężczyzna? Sam Phillips, producent muzyczny, który wykreował Elvisa, mówił przed tym o tym, że zarobiłby miliony, gdyby tylko odkrył białego mężczyznę o muzykalności mężczyzny czarnego. Bo nikt nie chciał promować czarnych artystów. Kiedy blues był od lat grany przez czarnoskórych muzyków, media wykreowały historię Elvisa, jako króla i twórcę muzyki, którą bynajmniej wymyślił. Kradzież, czy „pożyczanie” od innej kultury i sprzedawanie to białą twarzą za miliony, to proceder, który jest do dzisiaj stosowany i historia jego przypadków jest zbyt długa, aby ją tutaj przytaczać.

Seksualizacja i stygmatyzacja

Katy Perry, Nokia Theatre L.A., 24 listopada 2013 / Michael Tran

Azjatyckie kobiety są często przedstawiane w zachodnich mediach jako obiekty seksualne. Uległe gejsze, które można „kupić”, w co doskonale wierzą zachodni turyści przybywający do „egzotycznych” krajów, proponując pieniądze każdej kobiecie, która nie wygląda europejsko. 

Czarni mężczyźni są przerażający, napawają strachem, kobiety często podobnie. Jednak ci o jaśniejszej skórze są fetyszyzowani, bo jest to „life goal” białych ludzi, uzyskanie opalonej skóry muśniętej słońcem. Ale nie przesadzaj! Bo zbyt ciemne już traci na atrakcyjności! Oh, my smutni, transparentni.

Biali zabierają z różnych kultur cokolwiek im się podoba i uchodzi im to na sucho, jednocześnie osoby oryginalnie posiadające cechy wyglądu, wychowane i praktykujące daną kulturę czy religię – są z tych powodów prześladowane.

I nie, wolność słowa nie wyjaśnia tego, że dominująca kultura może bezmyślnie korzystać z dobytku kultur uciśnionych.

Waliszewska, ile można?

Dlaczego tak dużo czasu poświęcam na tym blogu zagadnieniom, które w ogóle mnie nie dotyczą? W końcu jestem białą Europejką. Ba, jako trzynastolatka sama miałam dredy na głowie, jako kompromis z matką, bo chciałam ściąć włosy. Nawet chodzę na jogę!

Cóż, po pierwsze zdaję sobie sprawę, że żyjąc w polskiej monokulturze zadawałam sobie o wiele mniej pytań. Podejrzewam, że wciąż większość osób żyjąca w Polsce i nie mająca styczności z różnorodnością, nie zacznie z przypadku zastanawiać się nad językiem, sposobem myślenia czy traktowania innych ludzi i kultur. W końcu mamy własne, polskie problemy.

Po wyjeździe do Szwecji, tych pytań zadaję sobie o wiele więcej, bo żyję w różnorodnym kulturowo państwie. Ale Polska już nie jest państwem oddzielonym od reszty świata i warto nie być bucem czy dzbanem, niż być. Mamy szerszy dostęp do informacji niż w latach ’90 i na początku XXI wieku. Możemy się wspólnie edukować i ewoluuować. Ponadto nastał już ten czas, że jeżeli tak uwielbiamy czyjąś kulturę, to może powinniśmy w końcu przestać uciśniać ludzi z tej kultury? Bo falafel, hip-hop, twerk (please, just don’t), kebab, fried chicken, blues/rock, pad-thai, sushi, joga, taco… setki rzeczy, które biała kultura z chęcią przywłaszcza. Ta sama kultura, ci sami ludzie, później deklarują chęć strzelania do łodzi z uchodźcami czy popierają budowę muru na granicy z Meksykiem. The fuck?

Po drugie, zacytuję Ellen Pompeo, która jako biała kobieta musi podnieść temat, bo ciągle krzyczymy, że reprezentacja wynika z poprawności politycznej. 

I tym sposobem, pozbywamy się jakiejkolwiek reprezentacji. Chętnie oddałabym ten wpis na blogu osobie, która wypowiedziałaby się swoimi słowami o odczuciach związanych z własną kulturą. Więc jeżeli masz ochotę opublikować swoje przemyślenia na temat cultural appropriation – pisz na hello@hakierka.pl – z chęcią oddam tę przestrzeń osobom, które powinny mieć miejsce, aby mówić w swoim imieniu.

To nasz obowiązek, jako białych ludzi, nasza odpowiedzialność aby przeciwstawiać się rasizmowi w każdym miejscu, w którym jesteśmy. To nasz obowiązek, ponieważ to my stworzyliśmy problem.

“As Caucasian people, it’s our job, it’s our task, it’s our responsibility to speak up in every single room we walk into. It’s our job because we created the problem.”

Ellen Pompeo

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Czy kogoś jeszcze cieszy odzyskanie niepodległości?

Następny artykuł

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o redukcji piersi (lub mastektomii), ale baliście się zapytać