54
Udostępnień
Pinterest Google+

Przechadzałam się po Facebooku, kiedy nagle uderzyło mnie wyznanie na jakiejś grupie o kotach:

Kochani, w wieku 42 lat zdecydowałam zrobić coś szalonego – tatuaż! Nie wiem, czy mi wypada (..)

I mnie zmroziło. Tatuaż z kotem, wiadomo, ale no zmroziło. Przestałam czytać i stwierdziłam: DOŚĆ!

Jak typowa blogerka, zaczynam mieć kompleks boginii i z presją zbawienia świata, zapytam:

Ile Ty, kurwa, masz lat?

Susan Hayek
Susan Hayek

Odkąd pamiętam, żyję w kulturze skupionej na tym, jak stare jest moje ciało. Przez większość życia, w którym świadomie funkcjonuję we wszechświecie – byłam na wszystko za młoda. Na imprezy, tatuaże, bycie mądrą i elokwentną. Teraz po woli robię się za stara. Skończyłam studia, jestem za stara na imprezy, tatuaże, bycie mądrą i elokwentną.

Gdzie jest „ten czas”?

Studentka prawa, fot. Reyman/Trzyoka
Fot. Reyman/Trzyoka

Nigdy nie dowiedziałam się, kiedy wiek jest odpowiedni.

Czterdzieści dwa lata. 10 lat temu myślałam, że w tym wieku już się umiera. Niedługo minie ćwierć wieku od mojego wyklucia, upływ czasu odczuwam już nieco inaczej. Nadejdzie bowiem czas, w którym będę i trzydziestką, jak i czterdziestką (no chyba, że przejedzie mnie tramwaj jak dalej będę czytała Kindle’a przechodząc przez ulicę). Jak mi się uda, przekroczę może i pięćdziesiątkę.

W którym momencie jest czas, aby wybory dotyczące naszego życia, szczęścia, a nawet ciała, przestały wymagać przyklasku od społeczeństwa?

Jako dziecko, słyszysz, że na szaleństwa będzie czas, kiedy skończysz szkołę. Potem kończysz tę szkołę i słyszysz, że skończył się czas na szaleństwa, teraz musisz wyglądać jak człowiek i pójść do pracy.

Starość jest tabu

imgur.com
imgur.com

Niby każdy życzliwy powie Ci, abyś żył lub żyła tak, jak Ci się podoba. Takie wyświechtane slogany powtarzamy zawsze.

Jednocześnie codziennie stykam się z niepewnością dotyczącą wieku. Mam 50 lat, nie mam czasu uczyć się czegoś nowego. Mam 30 lat, już nie wypada chodzić mi trampkach i w jeansach do pracy. Mam 40 lat, powinnam mieć dziecko, bo szklanka wody i zegar biologiczny. Przewróciło im się w głowach, po sześćdziesiątce chodzić na kręgle*.

Nagle okazuje się, że czas na przyjemności minął wraz z odbiorem świadectwa maturalnego czy dyplomu ukończenia studiów. Ten czas był akurat wtedy, kiedy człowiek wie o sobie całkiem niewiele i jest przy tym, w mniejszym lub większym stopniu, ubezwłasnowolniony przez własnych opiekunów.

The Sims

Huffington Post
Huffington Post

Znasz? To taka gra, która symuluje życie. Obserwowałam wielu ludzi, którzy w nią grali. Ciekawym jest, że większość ludzi grając, podejmuje decyzje, których nigdy nie podjęliby w prawdziwym życiu. Zmieniają kolor włosów, kradną, zdradzają, kupują brzydkie meble, grzebią w śmieciach, kopią krasnale ogrodowe.

Dlaczego? Pewnie dlatego, że mogą przetestować interakcje, których nigdy nie odważyliby się wykonać. Ponadto grasz w grę, przeznaczasz na nią swój wolny czas, chcesz zobaczyć jak najwięcej opcji, które Twórcy dla Ciebie przygotowali.

A potem wracasz do życia. Ubierasz się schludnie, bo tak trzeba. Chodzisz do pracy, której nie lubisz, bo tak trzeba. Gotujesz obiad, bo tak trzeba. Chodzisz do kościoła, obchodzisz urodziny, ubierasz choinkę, chrzcisz dziecko, śpiewasz hymn, bierzesz ślub – bo tak trzeba. Odbębniasz wszystkie życiowe role, które nakładają się na tzw. zasady społeczne. Których nikt z Tobą nie konsultował.

Huffington Post
Huffington Post

I nie orientujesz się, że przychodząc na świat dostajesz do przetestowania swoje ciało. Masz na to zaledwie kilkadziesiąt lat. Po tym czasie jest game over i w zasadzie nie ma to znaczenia, czy ktoś będzie urażony, bo zdarzyło Ci się coś szczerze powiedzieć, nie zasadzić drzewa, nie spłodzić syna, ale zrobić tatuaż. Będziesz pustą skorupą i Twoim problemem będą larwy w oczodołach, nie opinia publiczna.

Póki nikogo nie krzywdzisz, możesz żyć tak, jak chcesz, nie tak, jak się powinno. Jeżeli Twoje wspomnienia opierają się tylko na tym, co robi bohater ulubionego serialu, to coś jest nie tak. Kolekcjonuj własne wspomnienia, nie cudze.

I nie, nie chodzi o tatuaże, przecież nie każdy musi je mieć. Chodzi o każdą decyzję w Twoim życiu. O każdą rzecz, której sobie odmawiasz w imię wyższych celów. Po co?

*wypowiedzi są autentyczne.

 

Jesteś ciekaw/a zdania swoich znajomych? Udostępnij ten artykuł!

Poprzedni artykuł

Blog Forum Gdańsk bierze do buzi - Wykopki Internetowe #15

Następny artykuł

Hakierzy i goryle - Wykopki Internetowe #16

  • Joanna Poziemska

    Życie po swojemu to jeden bardzo ważny temat. Super, że go poruszyłaś. Ale drugi też jest ważny – starzejesz się? No i co z tego? Każdy wiek ma swoje plusy! Zbliżam się do 40-tki i dobrze mi z tym. Bo to oznacza starsze, bardziej samodzielne dzieci, trochę doświadczenia i życiowego, i zawodowego. Jest super 🙂 A że już sprawność nie ta (zarwanie nocy przez imprezę jednak muszę odespać 😉 – kiedyś nie musiałam) to co z tego! Nie oznacza, że mam gorzej, że jestem gorszym człowiekiem, że tylko młode dziewczyny są śliczne i cudne! Ja też jestem 😉

    • Nigdy nie śmiałabym zaprzeczyć! 🙂

      • Joanna Poziemska

        I słusznie 😉 Ale ważne, żeby o tym mówić, żeby kobiety nie myślały, że po 40-tce skończy im się życie, a po 50-tce w ogóle znikną.

        • Jeżeli tak wybrzmiało z tego tekstu to absolutnie dementuję, może kiedyś szerzej poruszę ten temat depresji ludzi związanej z wiekiem. Smuci mnie bardzo tendencja do ograniczania swojego życia, bo już jest się zbyt starym. A przecież społeczeństwo żyje coraz dłużej, 50 lat to coraz częściej dopiero półmetek 🙂

          • Joanna Poziemska

            Nie, Twój tekst jest super. Ja tylko chciałam dopowiedzieć, że wraz z wiekiem przyrasta „co ludzie powiedzą” i martwienie się tym, a nie powinno 🙂 Podkreślić to, co przemknęło między wierszami, a moim zdaniem jest tak samo ważne jak główna teza :). Muszę popracować nad komunikacją… 😉

  • Nie wiem jak teraz podchodzą rodzice do dorastania nastolatków, ale jak byłam młoda – akceptowalny czas na imprezy, tatuaże, czerwone włosy i inne szaleństwa przypadał na okres studiów. Które często trwały 8-10lat, nikt się nie śpieszył do magistra i pracy w korpo jak obecnie. Dorabiało się pokątnie, bo żyć z pensji rodziców to był wstyd, ale nadal twardo bywało się na zajęciach, choć czasem zamiast chodzić na ćwiczenia, siedziało się w studenckim klubie w piwnicy pod wydziałem. Kiedyś przyszedł nasz pan od budownictwa i się spytał, czy ktokolwiek z naszej grupy jednak wpadnie na górę, bo mu się nie chce gadać do pustych ławek. Takie były sytuacje, byliśmy z wykładowcami niemal na Ty. To był styl życia, a nie przepustka do bogactwa czy samodzielnego życia. Było się samodzielnym na długo zanim skończyło się studia. Wielu było na własnym garnuszku w zasadzie od pierwszego dnia studiów. Mieli małe stypendium socjalne, dopłatę do akademika i wszystko. Umieliśmy też sobie pomagać w potrzebie, pożyczać notatki, podpowiadać na egzaminach, razem się uczyć.Plus niańczyć dzieci tych, którzy mieli dzieciaki na studiach i to było zupełnie normalne. Późniejsze roczniki miały coraz większą ochotę odwalić wszystko raz ciach, najlepiej same piątki, zero życia, bo papier najważniejszy. Moim zdaniem wypaczyli ideę młodości, zresztą na niektórych to się mści. Bo ani się na dobre nie wybawili, ani im ten papier w życiu szczególnie nie pomógł. A karierę robią często ludzie, którzy tych studiów nawet nie zaczęli, za to mieli mnóstwo znajomych i to dzięki nim zahaczyli się w dobrej pracy.

    • wydaje mi się, że ciężko za to winić roczniki, raczej ludzi i ich priorytety i ambicje. Jeżeli dla kogoś ten papier był istotny, to niech się poświęca. Studia to ludzie, jeżeli spotkasz tam podobnych do siebie to można konie kraść. Ja nawet nie mam zbyt wiele ludzi dodanych do znajomych na Facebooku 😉 Tak się trafiło. Ale też nigdy nie żyłam po studencku.

      • Tak, tak, wszystko racja, ale moje roczniki nie miały złudzeń, że papier to za mało, że liczą się przede wszystkim umiejętności, znajomości, fart w życiu, no i ciężka praca. A te młodsze naprawdę wierzyły, że mgr przed nazwiskiem zrobi z nich człowieka sukcesu. Nie wiem kto im to wmówił, nauczyciele w gimnazjach? Ja jeszcze leciałam starym trybem nauczania 8+4, może to miało jakieś znaczenie? A znajomi na fejsie to nie znajomi, to po prostu lista kontaktów, jak w notesie kiedyś.

  • tatt

    Tatuaż w każdym wieku duża galeria http://www.human-tattoo.com

  • Kika231

    Super tekst ! Właśnie w tym roku skończyłam 40 lat , chociaż wcale tego nie odczuwam… Jednak przyznam, że tak naprawde zaczęłam być sobą kiedy cztery lata temu wyjechałam do UK. To tutaj zrobiłam swój pierwszy tatuaż- pierwszy i nie ostatni , ufarbowalam włosy na różowo i po trzynastu latach przerwy urodziłam upragnioną córeczkę ( oprócz niej mam jeszcze dwóch synów 17 i 13 ).Nie ochrzcilam jej , bo chce żeby choć ona miała wolny wybór życiowej drogi.
    Nie urzadzam żadnych imprez typu urodziny bo tego nie lubię – i tylko dlatego tego nie lubię, bo jestem trochę przekorna i nie będę tego robiła po prostu z zasady. Co nie oznacza, że nie lubię czasem spotkać się na jakiejś domowce, wypić ciut za dużo alkoholu i zrobić rzeczy, których po trzezwemu pewnie bym nie zrobila. A potem iść na dyskotekę i bawić się do białego rana !!!
    Po takim wypadzie moje baterie są naladowane na następne pół roku .
    Chodzę do collegu i nie przejmuje się, że są tam przeważnie młodzi ludzie bo wśród nich sama czuję się młodsza i bardziej zwariowana.
    I oczywiście wśród moich butów królują tenisowki, które kocham na zycie 🙂
    A po czterdziestce wreszcie zaczynam się godzić z moją nadwagą oraz faktem, że już taka jestem i ze szkoda życia na przejmowanie się takimi glupotami …
    Dzieki temu nie jestem tak sfrustrowana jak kiedyś i jestem po prostu szczęśliwa . pozdrawiam bardzo serdecznie Iza

    • Dobrze czytać takie historie 🙂 Wydaje mi się, że z wiekiem można iść w dwie strony, albo tak jak Ty, w stronę pełnego pokochania siebie i pogodzenia się ze sobą, albo zamykania się w swojej skorupie. Wydaje mi się, że inna kultura, w tym przypadku życie w UK, bardzo w tym pomaga. W Polsce wciąż jesteśmy ludźmi, którzy czują potrzebę skrywania swoich potrzeb i emocji, kiedy brytyjczycy są dużo bardziej bezpośredni. Dzięki Iza za ten komentarz <3

    • Zazdroszczę odwagi. Bardzo.

  • Pytanie tylko co oznacza, że krzywdzą. Odbiegnę trochę o tatuaży, a potraktuje je jako pewną przenośnię. Rodzice mają znajomą, która ubiera się nadal jak nastolatka. Czy wypada, czy kogoś krzywdzi? W naszym społeczeństwie wiadomo, że nie wypada, tym bardziej, że widać po niej wiek biologiczny. Gdyby nie było tego widać uszłoby znacznie więcej, ale nie o to mi chodzi. Chodzi mi właśnie o to krzywdzenie. Ludzie ją postrzegają tak a nie inaczej i tak samo patrzą na moją mamę, bo się z nią zna. Poniekąd, nieświadomie w pewnym sensie ta znajoma krzywdzi osoby, z którymi się spotyka. Trochę odbiegłam, ale chodzi mi o to, że czasami warto pomyśleć pod innym kątem czy nie krzywdzimy ludzi. Są osoby, które nic sobie z tego nie robią i tylko w 4 ścianach powiedzą, że im przykro i to nie tej osobie. Tak jak tutaj moja mama jej nie powie, że ją krzywdzi, stara się zaakceptować jej styl i nie patrzeć na to jak jest oceniana przez innych pod katem tej znajomej.

    • Ale ta znajoma nikogo nie krzywdzi, a inni ludzie, którzy nie potrafią zaakceptować czegokolwiek, co odstaje od normy. I póki z innością styczności nie będą mieli, to i nie nauczą się jak nie krzywdzić drugiej osoby ocenianiem po wyglądzie.

  • Moja mama zrobiła pierwszy tatuaż jakoś koło czterdziestki i nigdy nie bała się, że „może jednak jest za stara”, ani „co ludzie powiedzą”. A ludzie mówili, bo jakby inaczej? Ale nigdy się tym nie przejmowała.
    Rodzice mojego chłopaka są po pięćdziesiątce i prawie co weekend wychodzą na jakieś imprezy, wiecznie tylko trzeba ich zawozić i odbierać. Ale dlaczego nie? Są najstarsi w towarzystwie, ale świetnie się bawią i nikt nie twierdzi, że im to nie pasuje, więc dlaczego mieliby sobie odmawiać?
    Moim zdaniem, każdy powinien zachowywać się tak, jak się czuje, a nie jak mu „wypada” ze względu na wiek 😉

    • Super, że tak dobrze się czują 🙂

  • pierwszy zrobiłam mając 24 lata. Od tego czasu nic, Za rok będzie 10 lat, jak go mam i uwielbiam go teraz tak samo jak wtedy. Powoli dochodzę do kolejnego. Pomysł mam, tylko nie wiem jakim wzorem go okrasić. Mao tego, mój mąz ma ochotę zrobić sobie swój pierwszy. A przeciez jest już w wieku uierania (39l) 🙂
    To nasze ciała, tylko my mamy prawo o nich decydować. Na co mam być za stara? Na ozdabianie własnego ciała? A jak jakas starsza osoba robi sobie dziurki w uszach, bo zawsze chciałą mieć kolczyki, ale się nie składało, to co? Też źle?
    Bardzo podoba mi sie ten wpis, proporcjonalnie jak drażni mnie gadanie co komu wypada, a co nie. Masz rację. My jestesmy panami siebie i innym od nas wara 🙂

    • Daj znać, na co się zdecydowaliście 🙂

  • Jedni marudzą, że są za młodzi inni, że są za starzy. Tak więc jednym mija życie w oczekiwaniu na jakiś magiczny moment, na przekroczenie granicy wieku, bo której w ich mniemaniu wszystko się zmieni, a drudzy sądzą, że jest już za późno na wszystko, a najlepsze lata przeminęły. W obu przypadkach to tylko substytut życia.

    • to większość ludzi chyba w takim substytucie żyje ;]

  • Z jednej strony jest kult młodości, ciągła pogoń za jakimś ciałem idealnym, bezzmarszczkowym, po liftingach, świeżym myśleniem, kreatywnością, a z drugiej ciągłe pouczanie dzieci, by dorosły, nie zachowywały się dziecinnie, nieustanne strofowanie nastolatków, by nie wpadali na „głupie” pomysły, bo teraz jest czas na naukę. W sumie, gdzie nie spojrzymy, wszędzie mamy do czynienia ze sprzecznościami. Bo z jednej strony, ktoś (media, znajomi, rodzina…) każe nam zachowywać się adekwatnie do wieku, a z drugiej, gdy posłuchamy bądź też nie, to usłyszymy, że zdziadzieliśmy lub odbija nam na starość i dziecinniejemy. Tak czy siak źle.

    • To prawda, żyjemy w czasach, gdzie nic nie wypada. Jesteśmy ciągle za starzy lub za młodzi, zbyt dziecinni lub przemądrzali i sztywni. Ale to nam ma być dobrze, nie innym.

      • No tak, tylko że ciężko jest żyć w świecie, w którym cały czas jesteśmy strofowani. Oczywiście, można się od tego w jakimś tam stopniu odciąć, jednak nigdy to nie będzie odcięcie totalne, zawsze coś pozostanie. Dlatego tak bardzo uwielbiam towarzystwo zwierząt. One nie wymagają, byśmy się zachowywali w taki czy inny sposób. Po prostu mamy je kochać 🙂 I właśnie w tej chwili moja kotka Tolka wyczuła sytuację i zabrania mi pisać na klawiaturze, zasłaniając całym swym ciałkiem ekran 😉 Pozzdddrrraaawiamy !!!! 🙂